Amazon PrimeRecenzjeSeriale

“Dobry Omen” – Apokalipsa? Jaka apokalipsa? [RECENZJA]

Maja Rybak
dobry omen
fot. Materiały prasowe

Są takie dzieła oraz tacy twórcy, o których nie słyszałam przez długi, długi czas. Jednym z tych dzieł jest Dobry Omen Terry’ego Pratchetta i Neila Gaimana. O autorach i samej książce usłyszałam dopiero przy okazji serialu. I o serialu właśnie chcę Wam dziś napisać. Rok po premierze pierwszego odcinka. 

Dobry Omen to opowieść o nadchodzącej apokalipsie. Podróż rozpoczynamy jedenaście lat wcześniej, kiedy to Szatan, a raczej jego pomocnicy, wprowadzają w życie swój niecny plan. Demon Crowley (David Tennant) odgrywa w nim bardzo ważną rolę – to on ma dostarczyć maluśkiego Antychrysta do Zakonu Sióstr Trajkotek. One z kolei mają podmienić jedno z urodzonych dzieci na tego, który doprowadzi do końca świata jaki znamy.

Co może pójść nie tak?, zapytacie. Ano, wystarczy tylko jedna pomyłka, która wynika ze złego skomunikowania się kolejnych ogniw całego planu. I tak oto Crowley oraz jego przyjaciel anioł Azirafal (Michael Sheen) lądują z niezłym problemem na swoich głowach. Największy jednak nie jest związany z pomyłką, ale faktem, że obaj za bardzo polubili nasz świat. I nie chcą, żeby zaprzestał istnieć.

dobry omen
Azirafal i Crowley – początek świata | fot. Materiały prasowe

To właśnie za nimi podążamy jako widzowie podczas sześcioodcinkowego seansu Dobrego Omenu. Jesteśmy świadkami początku ich, nazwijmy to, związku. Widzimy jak Azirafal i Crowley wpadali na siebie na przestrzeni wieków, jak jeden drugiemu służył pomocą, albo i nie. Na pierwszy rzut oka nie powinni oni tworzyć zgranego duetu. W końcu jeden pracuje dla Szatana, a drugi dla Boga. Jeden jest sarkastyczny i wydaje się niczym nie przejmować; drugi jest aż za miły i obchodzi go los wszystkich wokół. Ale przeciwieństwa się przyciągają, czyż nie? 

Przeczytaj również:  „Frontier” - o idealistach i nadziei w bezdusznym, korporacyjnym świecie przyszłości [RECENZJA]

Obaj ulegają pokusom naszego świata i zostają poniekąd skorumpowani. Oddają się ludzkim uciechom. Najbardziej widać to u Azirafala. Lubuje się on w kuchni wszystkich krajów (dla jednego z dań zaryzykował podróż, która mogła się dla niego skończyć utratą głowy), kocha książki i kulturę, której rozwój widział na własne oczy.

Cały serial utrzymany jest w komediowej tonacji, takiej samej zresztą jak jego pierwowzór. Bazuje na absurdzie całej sytuacji, dodając jeszcze więcej absurdu w wątkach pobocznych. Wszyscy bohaterowie serwują nam śmieszki, bez względu na to czy są to anioły udające chęć zakupu pornografii (bo przecież porno peszy ludzi), demony skonfundowane nawiązaniami do popkultury, której nie znają, czy po prostu nieogarnięci życiowo ludzie. 

Azirafal (Michael Sheen) i Crowley (David Tennant) | fot. Materiały prasowe

Nie muszę chyba pisać, że Sheen i Tennant poradzili sobie ze swoimi rolami absolutnie fenomenalnie. Na tego drugiego, jako fanka od czasów Doktora Who, nie mogłam się wprost napatrzeć. Tennant kreuje każdą z odgrywanych przez siebie postaci w bardzo rozpoznawalny dla niego sposób, dodaje coś od siebie (czy Wy widzieliście chód Crowleya?!) i tym razem nie jest inaczej. Wraz z Sheenem tworzy on porywający duet, i to właśnie oni dwaj są sercem Dobrego Omenu.

Serial spotkał się z całkiem sporą kontrowersją, kiedy wyszło na jaw, kto jest narratorem całej historii. Jest to oczywiście nie kto inny a Bóg, a przemawia on(o) głosem laureatki Oscara – Frances McDormand. Bardzo dużo oburzonych tych faktem wyznawców pisało pełne niezadowolenia i obrazy wiadomości do Gaimana. Ten zbywał ich z humorem godnym dzieła stworzonego wspólnie z nieżyjącym już Pratchettem.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Planeta skarbów” (2002)

Z czystym sumieniem mogę napisać, że Dobry Omen jest jedną z najbardziej udanych aktorskich adaptacji jakiegokolwiek papierowego tworu. Świetnie dobrany soundtrack (Queen w nieustraszonym Bentleyu <3), cudowna obsada, idealny wręcz poziom absurdu. To i jeszcze więcej składa się nam na Dobry Omen, który nadal możecie obejrzeć na Amazon Prime. I szczerze, to obejrzę ten serial po raz trzeci tylko po to, żeby popatrzeć na wyuzdany chód Crowleya. I dla Azirafala próbującego wytłumaczyć się z braku pewnego płonącego miecza.

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Amerykańscy Bogowie, Nie z Tego Świata

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.