Advertisement
KomiksKultura

“Coś Zabija Dzieciaki” – kiedy fikcja staje się rzeczywistością [RECENZJA]

Maja Rybak
Coś zabija dzieciaki recenzja
Fragment okładki komiksu fot. Non Stop Comics

Są takie komiksy, które przemawiają do mnie “musisz mieć mnie na półce” już po pierwszym spojrzeniu na okładkę. Tak właśnie wyglądała sytuacja przy Coś Zabija Dzieciaki od Non Stop Comics.

Okładka, zaprojektowana przy użyciu małej ilości kolorów i bazując na najciemniejszych odcieniach tych użytych, ujęła mnie w pierwszej sekundzie. Potem przeczytałam, że to horror i się lekko zawahałam, bo niespecjalnie przepadam za tym gatunkiem, bez względu na medium. Miałam w pamięci jednak genialny Infidel i zdecydowałam się zaryzykować. I… Och, jak się cieszę, że to zrobiłam!

W małym spokojnym amerykańskim miasteczku zaczynają ginąć dzieci. W liczbach mnogich. Nikt nie wie, co się z nimi dzieje, nawet kiedy zaczynają znajdować zmasakrowane ciała większości z nich. W rozwiązaniu sprawy nie pomaga również młody James, który był świadkiem zabójstwa trójki najlepszych kumpli. Kto jednak uwierzy gówniarzowi, który twierdzi, że jego przyjaciół zabił potwór? Na dodatek w miasteczku pojawia się tajemnicza Erica Slaughter… 

coś zabija dzieciaki recenzja non stop comics
Kadr z pierwszego tomu “Coś Zabija Dzieciaki” | źr. materiały prasowe

Pierwsza moja styczność z twórczością Jamesa Tyniona IV jak na razie ma się bardzo dobrze. W Coś Zabija Dzieciaki nie zauważyłam większych scenariuszowych potknięć; bardziej skupiłam się na wypatrywaniu kolejnych mrożących krew w żyłach momentów. Biorąc pod uwagę, że to dopiero pierwszy tom całej historii, a opowieść się rozkręca, nie ma ich zbyt wiele, co akurat w przypadku tej pozycji nie działa to na niekorzyść, a wręcz przeciwnie. 

Przy okazji lektury wcześniej już wspomnianego Infidela wyczytałam, że horrory opowiadane w formie komiksu mają o wiele cięższe zadanie niż filmy czy seriale. A wszystko dlatego, że nie uraczymy tu jump scare’ów, czy budującej klimat i przygotowującej nas do momentu kulminacyjnego muzyki. Trudno się z tym nie zgodzić. Komiksowy horror musi nas wystraszyć czymś innym; w tym przypadku przede wszystkim niesamowitą stroną wizualną.

W tym miejscu ślę zachwyty w kierunku Werthera Dell’Edery, bo to jego rysunki w Coś Zabija Dzieciaki oddały to, co Tynion chciał nam pokazać. Kreatury mieszkające lasach wokół tego małego miasteczka i zabijające dzieciaki są przerażające. Nie zawsze skryte w ciemnościach, choć zazwyczaj skryte przed wzrokiem większości mieszkańców. Nieliczni, którzy je już jednak dostrzegą, giną. Rozerwani na strzępy. W tym miejscu należy też wspomnieć o Miquelu Muerto, bo to on kolorował kadry, dodał im jeszcze więcej tego wywołującego ciarki klimatu. Rozszarpane ciała na stronicach komiksu wyglądają okropnie. Krew leje się z kartek obficie, a przecież to jeszcze nie koniec.

coś zabija dzieciaki recenzja non stop comics
Kadr z pierwszego tomu “Coś Zabija Dzieciaki” | źr. materiały prasowe

W warstwie graficznej jest jednak element, który należy wypunktować. Duża część historii rozgrywa się w nocy, w lesie lub też w nieoświetlonych miejscach. I niestety, zdarzają się kadry, które wymagają dokładnego przestudiowania, żeby zorientować się, na co dokładnie patrzymy. Winna jest temu użyta w komiksie paleta kolorów. Muerto zdecydował się na niemalże same ciemne odcienie przez co czasami zawartość kadru rozpływa się w czerni oraz ciemnych granatach. 

Coś Zabija Dzieciaki swoim klimatem przypomina netflixowe Stranger Things, i to właśnie fanom tego serialu poleciłabym poniższy komiks. Tynion doskonale wiedział, co robi pisząc i wydając komiks właśnie teraz. Popularność serialu pozostaje wysoka, więc czemu miałby z tego nie skorzystać? Pierwszy tom to zapowiedź naprawdę ciekawej historii, i ja na pewno będę czekać na drugą odsłonę krwawych przygód Erici i Jamesa. 

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.