Advertisement
KomiksKultura

“Daphne Byrne” z Hill House Comics – O, Bracie [RECENZJA]

Maja Rybak

Ostatnia odsłona Hill House Comics, Daphne Byrne, już od trzech miesięcy gości na półkach wszystkich księgarni. Seria, która zapowiadała się naprawdę zacnie, z każdym kolejnym tomem pozostawiała po sobie nijakie emocje. (Nie licząc Rodziny z Domku dla Lalek czy ciekawego Pośród Lasu.) Jak jest w tym przypadku?

Tytułową bohaterkę, młodą Daphne, poznajemy krótko po śmierci jej ojca. Dziewczynka nie radzi sobie ze śmiercią ukochanego taty najlepiej; szczególnie kiedy słyszy, jak po kątach w szkole koleżanki wymieniają między sobą plotki usłyszane od rodziców. Dodatkowo matka dziewczyny nie radzi sobie nie tylko z żałobą, ale również z faktem, iż obie z córką zostały praktycznie bez środków do życia. Jednak nie to jest najstraszniejsze. Daphne zaczyna nawiedzać chłopiec, który kryje w sobie straszną tajemnicę. Tajemnicę, która Daphne odstrasza i jednocześnie przyciąga do niego jeszcze bardziej.

daphne byrne
Autor: Kelley Jones

Akcja komiksu dzieje się u schyłku XIX wieku, co trochę pomaga w budowaniu atmosfery całej opowieści. Na kartach Daphne Byrne odwiedzamy spowite mrokiem siedziby mediów czy piwnice będące siedzibą kultów. Sprawdza się tu bardzo dobrze kreska Kelley’ego Jonesa, którego polski czytelnik może kojarzyć z kultowego Sandmana czy wspaniałego Frankenstein Żyje, Żyje! To jak buduje on napięcie swoim mocnym cieniowaniem, pomaga historii, której scenariusz do najlepszych nie należy.

Podczas lektury miałam momenty, kiedy kadry Jonesa przywodziły mi na myśl prace Berniego Wrightsona, który przecież poprosił Jonesa i skończenie wspomnianego wyżej Frankensteina. I choć nie jestem fanką kreski Jonesa, nie można mu odmówić, iż wie on jak pokazać w atmosferę seansów spirytystycznych z przełomu wieków. Jego styl na pewno nie pasuje do przedstawiania nastolatek; czternastoletnia Daphne miejscami wyglądała na starszą od swojej matki za sprawą cieniowania Jonesa.

Przeczytaj również:  "Piękna" i wciągająca baśń po nowemu [RECENZJA]

Ciekawskich na pewno przyciągną do lektury okładki, które robią tej historii bardzo dobrą promocje. Wykonane przez Sama Wolfe’a Connelly’ego oraz Piotra Jabłońskiego zdecydowanie przykuwają oko. Nawet obiecują niesamowite wrażenia, a niestety nie to dostajemy w środku.

daphne byrne
Autor: Kelley Jones

Laura Marks napisała scenariusz, który przywodzi na myśl Dziecko Rosemary oraz historie o opętanych. Matka Daphne regularnie udaje się do medium (i tak, można się bardzo szybko domyślić, iż nie jest to prawdziwe medium). W tym czasie dziewczynkę nawiedza Brat – istota, o której, tak jak i sama Daphne, nie wiemy zbyt dużo. Wiemy jednak, iż jest to istota nadprzyrodzona. I kiedy tak Daphne rozprawia sobie z bratem, wchodząc z nim w coraz głębszą relację, w tym samym czasie stara się ona przekonać matkę, iż medium , które twierdzi, że komunikuje się z jej ojcem to najzwyklejszy przekręt.

Brzmi ciekawie, prawda? Zapewne znajdą się fani takich historii, ale mając w pamięci poprzednie tomy, również i Daphne Byrne idzie ich śladem. Historia pełna potencjału, który zostaje stłamszony dużą ilością niepotrzebnych scen, które już się gdzieś kiedyś widziało. Mamy też dużo momentów tak nudnych, że chce się odłożyć komiks na bok i zdrzemnąć.

Wielka jest to szkoda ponieważ zarówno świetne kadry Jonesa (z kilkoma wyjątkami) oraz przewspaniałe okładki obiecywały historię przyprawiającą o ciarki. A może i lekkie koszmary? Tymczasem Hill House Comics kończy się dosyć nudno, bez fajerwerków. Ach, szkoda, szkoda.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

seria "Hill House Comics"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.