Advertisement
KomiksKultura

“Toń” – trzecia odsłona Hill House Comics [RECENZJA]

Maja Rybak

Trzecia odsłona wydawanego w Polsce Hill House Comics, Toń, niedawno wylądowała na sklepowych półkach. Choć nie jestem fanką horrorów w wersji filmowej (ugh, jump scare’y moim wrogiem), te w wersji komiksowej zdecydowanie częściej jestem w stanie docenić. Poprzednie dwie odsłony, Kosz Pełen Głów i Rodzina z Domku dla Lalek były dosyć ciekawymi czytadłami. Z ciekawością więc sięgnęłam po Toń.

Po sporym tsunami u wybrzeży Kamczatki statek badawczy, który zaginął w 1983 roku, zaczyna nadawać sygnał SOS. Derleth, bo tak się ten statek nazywał, był jednostką badawczą koncernu naftowego Rococo; nikt z załogi nie przeżył. A przynajmniej tak wszyscy założyli, ponieważ łódź nigdy nie została odnaleziona. Kiedy więc Derleth zaczyna nadawać sygnał SOS po prawie czterdziestu latach, wysłannik Rococo, Lacome, wynajmuje ekipę ratowniczą braci Carpenter, aby zbadać miejsce, z którego sygnał dochodzi. To, co napotkają we wraku oraz na znajdującym się pobliżu atolu przyniesie większe niebezpieczeństwo, niż to, na które byli przygotowani.

toń
Kadry z “Toni” || mat. promocyjne

Joe Hill w Toni wydaje się składać hołd H.P. Lovecraftowi, Johnowi Carpenterowi oraz serii Obcy. Zaginiony statek nosi imię po pierwszym wydawcy Lovecrafta. Bracia, którzy zostali wynajęcia do zbadania wraku noszą nazwisko reżysera Coś. Istoty, które nasi bohaterowie napotykają na atolu, nie pochodzą z Ziemi i pasożytują na ludziach niczym Obcy właśnie. Jestem pewna, że można wyłapać jeszcze kilka innych smaczków nawiązujących do najważniejszych twórców i horrorów science-fiction XX wieku. Nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, iż cała historia powstała tylko dla tych kilku easter eggów, a nie odwrotnie.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]

Toń jest komiksem… przegadanym. To samo nie pasowało mi w Koszu Pełnym Głów, który też napisał Joe Hill. To jak wiele bohaterowie ze sobą rozmawiają, miejscami bardzo męczyło. Oczywiście, sprzyja to budowaniu postaci, nadawaniu im charakteru i osobowości. Sama ilość dymków dialogowych jednak przytłacza, a momentami doprowadza niemal do znudzenia. Zdecydowanie brakowało mi tu kilku dymków narracyjnych, od których Hill wydaje się stronić, a szkoda.

Przez cały komiks przeplatane są motywy matematyczne, które nie wnoszą kompletnie nic do opowiadanej historii. Na okładkach widzimy wzory, w początkowych zeszytach przedstawiona jest cała ściana zapisana liczą Pi. Istoty, które nasi bohaterowie napotykają, opowiadają o rozwiązaniu kilku nierozwiązanych dotychczas problemów matematycznych. I to by było na tyle. Jak na motyw dosyć mocno teasowany na okładkach (a nawet przy wypisywaniu autorów komiksu) samej matematyki nie znajdziemy tu zbyt wiele. Mało tego, nie ma ona żadnego wkładu do opowiadanej historii oprócz tylko kilku wzmianek, które po prostu sobie są.

Toń
Kadry z “Toni” || mat. promocyjne

Toń ratuje się świetną oprawą graficzną, którą zajęli się Stuart Immonen i David Stewart. Immonen naszkicował pełne ekspresji, graniczące z realizmem, ale pozostające w obrębie komiksowej kreski kadry. Dzięki temu emocje naszych postaci jest bardzo łatwo odczytać (jeśli nie udało nam się to z dymków dialogowych…), a przy horrorze jest to przecież bardzo ważne. Dodajmy do tego świetnie dobrane kolory Stewarta – mocna czerwień kontrastująca z przytłumionymi, ale głębokimi zieleniami morza czy mroźnymi granatami i jaśniejszymi odcieniami niebieskiego. Tak właśnie otrzymujemy świetnie oddaną atmosferę horroru z akcją osadzoną na wyspie z dala od cywilizacji i z obcymi w roli głównej.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]

Kolejny komiks z Hill House Comics czytało się bardziej jak scenariusz filmu albo same dialogi wyciągnięte z książki science-fiction. Gdyby nie to, komiks byłby naprawdę dobry pomimo swojego przewidywalnego zakończenia (a, nie oszukujmy się, coraz trudniej o zaskakujące zakończenie). Zbyt dużo gadaniny i motyw, który miał całkiem ciekawy potencjał, jednak i tak został zmarnowany, sprawiły, że Toń momentami nuży. Sytuację ratują świetne kadry, ale czasami nawet niesamowita oprawa graficzna dużo nie zdziała. Niestety.

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Kosz Pełen Głów, Rodzina z Domku dla Lalek

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.