Advertisement
KulturaLiteratura

“Mroczne umysły” ze świata “Stranger Things” – Oddychaj. Słonecznik. Tęcza. [RECENZJA]

Maja Rybak
"Stranger things: Suspicious Minds", mat. prasowe

Lore każdego nowego świata zawsze (a przynajmniej tak mi się wydaje) jest czymś bardzo ekscytującym dla fanów. Choć czasami jest to swoiste dorabianie historii, które mało komu mogą być potrzebne, oprócz zagorzałych fanów danej produkcji. Taka taktyka nie ominęła również Stranger Things, czyli jednego z najbardziej popularnych seriali ostatnich lat, którego osobiście pozostaję wielką fanką. Kiedy więc dowiedziałam się, że powstały książki i komiksy dopowiadające nieznane fanom historie nie pozostało mi nic innego jak zagłębić się w świat stworzony przez braci Duffer jeszcze bardziej. Na pierwszy ogień poszła pierwsza z publikacji około-serialowej, Mroczne umysły autorstwa Gwendy Bond. 

"Stranger Things", mat. prasowe
“Stranger Things”, mat. prasowe

Terry Ives jest zwykłą studentką. Mieszka w akademiku, pracuje na swoje utrzymanie, jednocześnie godząc pracę z nauką i życiem prywatnym. Terry spotyka się z Andrew, chłopakiem z bogatej rodziny, i wiąże z nim swoją przyszłość. Wolny czas spędza na małych imprezach, dyskusjach o trwającej wojnie w Wietnamie i innych typowych dla studentki lat 70 tych zajęciach. Pewnego dnia jej współlokatorka opowiada jej o programie MKUltra. Jest to projekt niejakiego dr Brennera, w którym mogą wziąć udział studenci w zamian za wynagrodzenie. Na czym on dokładnie polega? I co chce osiągnąć dr Brenner? Terry decyduje się wziąć udział w eksperymencie, który zmieni jej życie na zawsze w ciągu tylko kilku miesięcy. I nie tylko jej życie ulegnie zmianie. 

Mroczne umysły to książka bardzo lekka i przyjazna w odbiorze. Jest napisana językiem łatwym i przystępnym, kierowana głównie do nastoletniej publiczności. Jednocześnie nie jest jakoś specjalnie porywającą lekturą, i nie jestem pewna, czy wpłynęły na to powyższe czynniki, fakt że znamy zakończenie całej historii czy może wszystko naraz. 

"Stranger Things: Suspicious Minds", mat. prasowe
“Stranger things: Suspicious Minds”, mat. prasowe

Sama historia nie wnosi jakoś specjalnie dużo do znanego nam z serialu świata Stranger Things. Pewnie, poznajemy losy matki Jedenastki, które, nie ma co się oszukiwać, każdy mógł sobie dopowiedzieć na podstawie tego, co już wiemy z serialu. I dalej to by niewiele zmieniło. Nie dowiadujemy się więcej o samym eksperymencie, czy Brennerze, co byłoby dodatkowym smaczkiem, a biorąc pod uwagę fakt, że sam Brenner jest ważną postacią (co sugeruje już sama okładka, w której centrum się przecież znajduje), jest go… dosyć mało. Książka jest jednak pisana w głównej mierze z punktu widzenia Terry, więc nie dziwota, że samego Brennera jest mało.

Plusem książki są postaci poboczne, jak na przykład ludzie, którzy wraz z Terry biorą udział w eksperymencie przeprowadzanym w laboratorium w Hawkins. Jasnowidz, prymuska, która zaczytuje się w komiksach oraz prosta dziewczyna specjalizująca się w mechanice samochodowej. Same te postaci wydawały mi się troszkę bardziej ciekawe od samej Terry. Co sprowadza mnie do kolejnego minusa historii, ale on był chyba nieunikniony.

“Stranger Things”, mat. prasowe

Postać Terry zostaje zdegradowana do roli osoby która rodzi Jedenastkę. Książka urywa się w momencie, kiedy mogłoby się zrobić naprawdę ciekawie, w momencie kiedy Terry postanawia wyrwać swoją małą Jane ze szponów Brennera. I pomimo tego, że wiemy dokładnie, jak to się dla niej kończy, uważam, że wydarzenia te dodałyby trochę więcej akcji, czego tej książce w wielu momentach brakuje. 

Czy jednak miała to być książka porywającą czytelnika z fotela z każdym następnym rozdziałem? Po lekturze stwierdzam, że zdecydowanie nie, i może faktycznie taka powolna i prosta historia jest uniwersum serialu potrzebna. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że z wątku samej Terry i jej udziału w eksperymencie można było wyciągnąć nieco więcej. 

Ocena

5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.