Advertisement
FestiwaleFilmyRecenzje

Bez muzyki nie ma filmu. “Score. Muzyka Filmowa” [RECENZJA]

Maja Rybak

Każdy, kto ogląda filmy, wie, że odpowiednio utrzymana atmosfera to połowa sukcesu. Atmosfera z kolei to nie tylko odpowiednie kadry, kolorystyka ujęć, ale również, albo i przede wszystkim, muzyka. Jeśli nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo muzyka jest ważna w kreacji filmowych arcydzieł polecam Wam dokument Score. Muzyka Filmowa.

Dokument opowiada historię muzyki filmowej, od najwcześniejszych jej momentów oraz najprostszych zastosowań. Ukazuje nam, jak sztuka ta ewoluowała na przestrzeni ponad stu lat, poczynając od roku 1895-ego i Braci Lumière, aż po dziś dzień.

Bear McCreary

Początkowo muzyka pełniła funkcję zagłuszania odgłosów projektora podczas pokazów filmów niemych. Była ona grana na żywo na organach podczas seansów i powolutku jej rola przekształciła się z zagłuszania do akompaniamentu. Odpowiednio dobrane tony i melodie, głośność oraz tempo narzucały odczucia, atmosferę scen wynikającą z toku filmu. Organiści zaczęli eksperymentować, sprawdzać różne podejścia i przez to każdy seans był wyjątkowy.

W Score. Muzyce Filmowej mamy szansę poznać nie tylko początki muzyki filmowej, ale również artystów odpowiadających za tok jej rozwoju. Poznajemy także ich innowacyjne rozwiązania, które zmieniały spojrzenie na akompaniament do filmów niemal za każdym razem. Z każdym muzykiem, który dostawał zlecenie na stworzenie muzyki do filmu przychodziły nowości i zmiany mające wpływ na przyszłe produkcje. Piękne jest to, że ten proces nadal trwa. Nadal znajdują się muzycy, którzy wprowadzają kawałek siebie na drodze, którą płynie muzyka używana w filmach.

Heitor Pereira

W dokumencie tym mamy okazję posłuchać nie tylko samych muzyków, ale również reżyserów i historyków, którzy prowadzą nas przez opowieść. Są przewodnikami w tej podróży, która wywołuje u nas wiele uczuć. U mnie były to głównie zachwyt i niedowierzanie.

Oprócz ponad stuletniej historii filmowych akompaniamentów, otrzymujemy również wgląd w proces powstawania poszczególnych ścieżek dźwiękowych. Najbardziej znani kompozytorzy wypowiadają się oraz uchylają rąbka tajemnicy swojej pracy, która trwa miesiącami. Albo dniami. Ale głównie miesiącami. Tom Holkenborg aka Junkie XL komponował muzykę do Mad Max: Fury Road przez 7 miesięcy. Są jednak motywy, które powstały w kilka dni, jak np. ten z Chinatown skomponowany przez Jerry’ego Goldsmitha.

Historycy i kompozytorzy opowiadają o głównych prekursorach muzyki filmowej. Przedstawiają nam osoby, które odcisnęły na niej piętno tak mocne, że nie sposób o nich zapomnieć. Czasami nawet nie sposób ich nie skopiować. Ennio Morricone zapisał się w na kartach historii muzyki filmowej komponując motywy westernowe tak dobrze oddające atmosferę tego gatunku, że każdy kolejny western wzorował się na jego motywach. Omawiany jest również Bernard Hermann i jego instrumentale do filmów Hitchcocka.

W Score. Muzyce Filmowej poznajemy prekursorów nowych rozwiązań. Do 1951 roku muzyka filmowa była wykonywana przez orkiestry, często była wzniosła i miejscami mogła nawet przytłaczać. Wszystko zmieniło się wraz z premierą Tramwaju zwanego Pożądaniem i skomponowanej przez Alexa Northa muzyki, która opiera się na jazzie. Przy okazji pierwszych filmów o Bondzie przychodzi kolejna rewolucja – akompaniamenty w wykonaniu boy bandów. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych to odejście od orkiestr niemal kompletnie i zwrócenie się w stronę innych gatunków muzycznych.

Hans Zimmer

Wśród artystów wypowiadających się w dokumencie, prowadzących nas przez całą podróż są Hans Zimmer, Danny Elfman, John Williams, Alexandre Desplat, Trent Reznor, Thomas Newman czy James Cameron. Widzimy ich studia, zakątki, instrumenty, obnażają przed nami kawałeczki swojej duszy, mówiąc trochę poetycko. I dzięki temu Score. Muzyka filmowa jeszcze bardziej zaparł mi dech w piersiach.

Mam z muzyką bardzo mocną więź. Bez niej na pewno bym nie pisała, bez niej miałabym bardzo nudne i blade życie. Towarzyszy mi ona w prawie każdej godzinie od wielu, wielu lat, i nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Również tej filmowej. Mając okazję poznać jej pełną historię, posłuchać opowieści osób, które znam z instrumentali wywołujących u mnie gęsią skórkę (jak np. główny motyw Mad Max: Fury Road od Toma Holkenborga). Było to dla mnie naprawdę niesamowite półtorej godziny, bardzo pouczające i zaraz ekscytujące. Score. Muzyka Filmowa jest według mnie pozycją obowiązkową dla każdego, który chce troszkę bardziej zgłębić swoją wiedzę o sztuce filmowej, ponieważ muzyka jest bardzo ważną jej częścią. Bardzo.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.