Advertisement
FelietonyPublicystyka

“Frankenstein” (1931) i “Narzeczona Frankensteina” (1935), czyli doktorzy o obłąkanym spojrzeniu podbijają Hollywood

Marcelina Kulig
narzeczona frankensteina
źródło: materiały prasowe

Początki ekranowej kariery tematu szalonego naukowca możemy łączyć z samymi początkami kina. Jednak szczególny wzrost zainteresowania tym wątkiem datujemy na lata 30. XX wieku i wiążemy je z popularnością filmów Frankenstein i Narzeczona Frankensteina. Za ich sprawą motyw badaczy igrających z naturą i prowadzących straszliwe eksperymenty na stałe zagościł w kinie, z biegiem lat ulegając pewnym modyfikacjom. 

Horrory o szalonych naukowcach wyrażały obawy skoncentrowane wokół nauki oraz działalności uczonych i innych specjalistów. W czasie epidemii COVID19 wspomniane obawy odżyły z nową intensywnością. Dlaczego?

Naukowcy dysponują ograniczoną wiedzą na temat koronawirusa i nie opracowali jeszcze skutecznego sposobu na powstrzymanie pandemii. Pojawia się coraz więcej głosów krytykujących poczynania WHO. Internauci straszą się nawzajem wizją obowiązkowych szczepień i przedłużającymi się zaleceniami pozostania w domach. W związku z epidemią uobecniają się lęki dotyczące nauki i naukowców – zarówno skoncentrowane wokół ich bezradności, jak i wiązane z ewentualnymi nadużyciami władzy. Pozostaje kwestią czasu powstanie nowego horroru podejmującego temat zabójczego wirusa. Czy ukazani w nim naukowcy i medycy będą herosami czy czarnymi charakterami? A może okażą się postaciami niejednoznacznymi, muszącymi czynić zło w imię dobra czy przywrócenia porządku? Jakimi bohaterami będą badacze i lekarze w opowieści o pandemii? Odważnymi ekspertami radzącymi sobie z kryzysem? Dziećmi zagubionymi we mgle? Czy w końcu obłąkanymi eksperymentatorami?

Horror lat 30., podobnie jak film gangsterski, stał się głównym beneficjentem napływu niemieckich filmowców do Hollywood w drugiej dekadzie XX wieku i związanych z nim ekspresjonistycznych wpływów stylistycznych. Kompozycja kadrów, charakterystyczne techniki oświetleniowe, wyrazista gra aktorska, teatralna umowność scenografii oraz ostry światłocień, opracowane w zachodnioeuropejskim kinie sprzed przełomu dźwiękowego, zadomowiły się na nowo w rozwijających się amerykańskich gatunkach filmowych. Ekspresjonistyczny styl wykazał się wysoką efektywnością w kreowaniu świata, w którym słabo widoczne, niepojęte siły krępowały bohaterów i wymuszały ich działania.

To właśnie w dekadzie swingu w klasycznym hollywoodzkim horrorze rozpowszechniły się narracje o szalonych naukowcach. Najbardziej wymownymi realizacjami tego motywu były fabuły zakorzenione w historii doktora Frankensteina. Frankenstein (James Whale, 1931, USA) i Narzeczona Frankensteina (The Bride of Frankenstein, James Whale, 1935, USA) ugruntowały wiele elementów, które okazały się fundamentalne dla kina grozy wyrażającego lęki związane z nauką.

Najważniejszymi z nich są:

1) Naukowiec, który ma obsesję na punkcie swojej pracy, całkowicie pochłonięty prowadzonymi badaniami. Badacz spędzający czas na nieustannych poszukiwaniach, dążący do ujawnienia sekretów Natury;

2) Stworzenie, które na skutek przypadku albo zgodnie z planem okazuje się potworne i wrogie;

3) Kaleki lub podstarzały asystent naukowca, kontrastujący z perfekcją przewidywaną jako rezultat eksperymentu. Postać często pomocna w zainicjowaniu morderczego szału istoty;

4) Młodsi mężczyzna i kobieta będący filmowymi „zagrożonymi niewinnymi”;

5) Laboratoryjna sceneria, często ulokowana w odizolowanym zamku czy odludnej posiadłości i wypełniona pseudo-naukowymi maszynami i narzędziami;

6) Otoczenie, które zapewnia zarówno przedstawicieli władzy (oficerowie policji, lekarze, sędziowie), jak i populację potencjalnych ofiar, ostatecznie powstającą przeciwko zagrożeniu.

frankenstein 1931
Źródło: Materiały prasowe

Ikoniczne dla klasycznego horroru filmy Jamesa Whale’a podążają wspomnianymi wzorami, choć ten późniejszy przesuwa rolę obłąkanego uczonego na Doktora Pretoriusa, zamieniając Frankensteina i jego żonę w romantycznych, pierwszoplanowych kochanków. Niezależnie od odmian i konfiguracji wyżej wskazanych elementów, ciekawe wydaje się to, że pozytywne postacie okazują się mniej wiarygodne narracyjnie i emocjonalnie niż fikcyjni złoczyńcy noszący białe kitle lub ci zmagający się ze swoim monstrualnym brzemieniem.

I

Frankenstein, kultowa już adaptacja klasycznej powieści Mary Shelley, ukształtowała i rozpowszechniła filmowy wizerunek szalonego naukowca. Przyczyniła się też do powstania kolejnych wariacji tego motywu. Frankenstein zrealizowany przez Whale’a dla studia Universal dokonał szeregu istotnych modyfikacji względem pierwszej próby przeniesienia literackiego pierwowzoru na ekran. Zamiast płonącego alchemicznego kotła i kilku głośnych huków tworzących naukowe tło adaptacji z 1910 roku – był nią Frankenstein (James Searle Dawley, USA) – Henry Frankenstein (bo tak z amerykańska nazywano go w kolejnej filmowej odsłonie) miał teraz w pełni wyposażone laboratorium, które okazało się ciekawą mieszanką XIX i XX wieku. Pracownię wypełniały niezrozumiałe tarcze, ogromne ogniwa galwaniczne, maszyna elektrostatyczna Wimshursta, generatory błyskawic, stosy bakelitowych bibelotów i butelek lejdejskich oraz regulowane metalowe łóżko szpitalne. Głównymi inspiracjami Whale’a miały być sekwencje w laboratorium Rotwanga w Metropolis (Fritz Lang, 1927, Niemcy) oraz spektakularne publiczne pokazy ekscentrycznego inżyniera Nikoli Tesli.

Zamiast pięknego, lecz przerażającego stworzenia z kart powieści Mary Shelley, jej nowego Adama, widzowie ujrzeli potwora składającego się głównie z blizn, szwów i szpikulców. Ogromne, kopulaste czoło i duże stopy sprawiały, że kreatura przypominała kogoś z akromegalią i poważnym problemem przysadki. Adaptacja Whale’a zdaje się przedstawiać obraz niepełnosprawności, a nie piękna, które uległo zepsuciu. Studio Universal na krótko wpadło nawet na pomysł, aby ich potwór wyglądał jak robot, półczłowiek, półmaszyna. Ideę tę zrealizowano w ramach plakatów, ale jedyną pozostałością tego zamysłu była stalowa śruba przechodząca przez szyję Borisa Karloffa, odtwórcy roli monstrum.

frankenstein 1931
Źródło: Materiały prasowe

Frankenstein z 1931 roku okazał się osobliwą mieszanką średniowiecza (gniewni chłopi), romantycznego umiłowania gotyku (zamek) i współczesności. Tytułowy badacz stał się w wykonaniu Colina Clive’a, maniakiem wykrzykującym pełne patosu słowa „teraz wiem, jak to jest być Bogiem!”. Zamiast na subtelnej alegorii Mary Shelley na temat cybernetycznych narodzin, wykluczenia społecznego i zniszczenia rodziny, fabuła Frankensteina studia Universal opierała się na pomyłce asystenta laboratoryjnego, który próbuje ukraść „normalny mózg” z pobliskiego uniwersytetu medycznego, by niechcący porzucić go i zamiast niego wziąć „nieprawidłowy mózg”. Prekursorska dla literatury science fiction powieść została przerobiona na poruszający melodramat. Chociaż Frankenstein to wczesny talkie, występ Karloffa jako potwora tak naprawdę należał jeszcze do świata kina niemego.

Przeczytaj również:  Animowane "Lighthouse", czyli słodycz i gorycz życia na morzu [FELIETON]

Mary Shelley czytała Fausta, ale jej powieść nie miała być krytyką nowoczesnej nauki i technologii ani opowieścią o moralności i konieczności uzyskania zgody Boga. Z pewnością nie stworzyła jej jako historii szalonego naukowca. W swoim najważniejszym dziele Shelley opowiedziała o narodzinach i płaczu dziecka, które nie umie radzić sobie ze światem i o nauce zbyt odciętej od natury i od emocji. Autorka przedstawiła też motyw znany z Raju utraconego Miltona – stworzenie, które zaczyna funkcjonować jako nowy Adam, a następnie staje się upadłym aniołem. Historia Mary Shelley to także relacja o zniszczeniu zastępczej rodziny i dochodzeniu w sprawie sprawiedliwości politycznej oraz społecznej, jak również dramatyzacja debat o źródłach iskry życia. Łącząc wszystkie wspomniane wątki, pisarka wydała pełną niuansów opowieść o odpowiedzialności twórców za ich „potomstwo”. Filmowa adaptacja z 1931 roku sprowadziła te wszystkie treści do prostej faustowskiej opowiastki moralnej o społecznej odpowiedzialności nauki i transgresji praw Boga i Natury.

frankenstein
Źródło: Materiały prasowe

Po krachu na Wall Street, kiedy naukowcy i inni eksperci byli regularnie oczerniani w prasie za wszystkie złamane obietnice z lat dwudziestych, kostium Karloffa sprawiał, że monstrum przypominało amerykańskiego robotnika. Potwór zachęcał masy do negatywnej reakcji dlatego, że miał nienormalny mózg i wyglądał groteskowo. W powieści stworzenie staje się brzydkie, ponieważ jest brzydko traktowane.

Pomijając ideę Frankensteina jako szalonego naukowca, film kładł duży nacisk na jego izolację od głównego nurtu społeczności naukowej – jego eksperymenty przypominają praktyki „specjalistów” od nielegalnych aborcji. Praca badacza nie ma też żadnej praktycznej wartości dla poprawy bytu społeczeństwa. Silna nieufność wobec intelektualistów i abstrakcyjnego myślenia zdaje się dalekim wspomnieniem tradycji purytańskiej, a krytyka postawy Henry’ego Frankensteina krąży wokół poglądu, że eksperymentator nie stąpa twardo po ziemi i nie jest równie jankeski, co Thomas Edison. Bohater okazuje się zbyt europejski.

Nauka, jak zasugerowano w filmie, powinna pozostać w pewnych granicach, reprezentowanych przez godnego zaufania starszego naukowca, doktora Waldmana i Akademię. Oczekuje się, że będzie ona nie tylko zrozumiała, ale i praktyczna. Naukowiec ma zatem panować nad emocjami, zamiast poświęcać swoje życie wielkiej idei. Spektakularne pomysły miały bowiem doprowadzić do krachu na giełdzie i poważnych problemów w Europie.

II

Po ogromnym sukcesie Frankensteina z 1931 roku, pojawiły się plany stworzenia kontynuacji. Początkowo James Whale nie chciał angażować się w projekt. Ostatecznie zmienił zdanie, co zaowocowało powstaniem filmu znacznie przewyższającego wcześniejszy horror pod względem wartości artystycznych i wizualnej świetności.

Narzeczona Frankensteina to nie tylko popis operatorskiego i reżyserskiego kunsztu, ale też opowieść wypełniona inteligentnym humorem i wyróżniająca się niebywałą dla kina grozy subtelnością. Fabuła filmu rozpoczyna się od ujawnienia informacji, że Frankenstein i jego monstrum żyją. Naukowiec chce porzucić dotychczasowe eksperymenty, lecz obłąkany doktor Pretorius porywa jego żonę, by zmusić uczonego do wznowienia badań. Frankenstein godzi się pomóc w stworzeniu kolejnego monstrum, towarzyszki Potwora. Wciągająca opowieść łączy się z mistrzowskimi zdjęciami, płynnie spajając surrealistyczne fantazje z klasycznym hollywoodzkim gotykiem. Sercem filmu są z kolei znakomite występy aktorskie. Karloff ponownie sprawił, że monstrum stało się poruszająco ludzkie, a jego ekranowa partnerka bez zadyszki dotrzymywała mu kroku.

Narzeczona Frankensteina przedstawia też jeden z najbardziej nieśmiertelnych obrazów w historii kina – wizerunek Elsy Lancaster z wysoką fryzurą poprzecinaną smugami srebra. Inspiracjami dla wyglądu żeńskiej wersji kreatury były Nefretete i Maria z Metropolis. Z tego filmu Whale zapożyczył też platformę unoszącą dzieło szalonego uczonego ku niebiosom. Sposób zaaranżowania kadrów również nawiązuje do surowych cieni i postrzępionych ujęć niemieckiego ekspresjonizmu.

narzeczona frankensteina
Źródło: Materiały prasowe

III

Frankenstein i Narzeczona Frankensteina ożywiły monstrum Mary Shelley w sposób, który zaszokował widzów i zaczął prześladować amerykańską wyobraźnię. Doktor i jego potwór stali się prawdopodobnie główną metaforą ostatnich dwóch stuleci, jeśli chodzi o lęki związane naukową nowoczesnością i zagrożeniem, jakie stanowi ona dla ludzkiego doświadczenia. Filmy Whale’a okazały się przebojami, które przemówiły do publiczności okresu wielkiego kryzysu. Popularność tzw. creature features, czyli fabuł o potworach, zdaje się wiązać z chęcią ucieczki od świata niestabilnej sytuacji ekonomicznej, krachu na giełdzie i ubóstwa. Kino klasycznego Hollywood miało oferować Amerykanom szansę na chwilowe zignorowanie trudnych realiów życia poprzez zaangażowanie się w historie z sentymentalnych musicali, porywających filmów o gangsterach lub opowieści o monstrach. Reżyserzy i scenarzyści, chcąc wpisać się w popularny nurt eskapistyczny, zaczęli więc kreować nowych szalonych naukowców, którzy mieli ugruntować ten jakże istotny motyw amerykańskiej kinematografii.

Większość horrorów dwóch środkowych dekad klasycznego okresu Hollywood ukazywała wyobrażenia szalonych uczonych tworzących potwory z powodu braku szacunku względem praw natury. To właśnie Frankenstein zainaugurował opisany trend w kręceniu filmów. Już w 1931 roku Paramount wydało swoją adaptację Doktora Jekylla i Pana Hyde’a (Dr Jekyll and Mr Hyde, Rouben Mamoulian, USA) z Fredricem Marchem w roli naukowca, którego eksploracja tajemnic dobra i zła wydaje na świat monstrum. Pan Hyde jest obrzydliwością, bestialskim, żyjącym wcieleniem freudowskiego id. W 1932 roku Universal wyprodukowało Zabójstwa przy Rue Morgue (Murders in the Rue Morgue, Robert Florey, 1932, USA) z Bélą Lugosim, film jeszcze bardziej zawzięty i podejrzliwy wobec nauki. Jego czołowym antagonistą jest uczony przekraczający barierę między światem ludzi i zwierząt. Lugosi gra ewolucjonistę, który tak bardzo chce udowodnić pokrewieństwo między ludźmi a człekokształtnymi, że wstrzykuje małpią krew do ciała człowieka.

Przeczytaj również:  Absurd, absurd i jeszcze raz nauka. Duet seriali o (słabych) UCZELNIACH

Podobny temat przywołano w Wyspie Doktora Moreau (Island of Lost Souls, Erle C. Kenton, 1932, USA). Tytułowy badacz eksperymentuje na ludziach i zwierzętach, łącząc ze sobą istoty w niepokojący sposób. Zatrważające praktyki mają miejsce w budynku, który lokalni mieszkańcy nazywają „Domem Bólu” (House of Pain). Z kolei film Dr. Cyclops (Ernest Schoedsack, 1940, USA), również wpisujący się w zapoczątkowaną w latach 30. tendencję do tworzenia fabuł o szalonych naukowcach, przedstawia mrożącą krew w żyłach wizję owładniętego obsesją umysłu uczonego, a zarazem odzwierciedla podejrzliwość względem ekspertów i intelektualistów, powszechną w latach wielkiego kryzysu. Doktor Thorkel jest uczonym-odludkiem ukrywającym się w peruwiańskiej dżungli, gdzie wykorzystuje promieniowanie jądrowe do miniaturyzowania żywych stworzeń. Błyskotliwość badacza dorównuje jego egotyzmowi. Całkowicie pochłonięty sobą i swoją misją, nie pojmuje sprzeciwu odwiedzających go ludzi wobec przeprowadzania na nich eksperymentów ani oburzenia względem bycia pomniejszonym do rozmiaru figurek. Wartości moralne nie mają dla niego większego znaczenia.

Wszyscy uczeni ukazani w hollywoodzkich horrorach z okresu II wojny światowej i dekady poprzedzającej jej wybuch działali w obsesyjnym odosobnieniu, analogicznie do aury tajemniczości spowijającej wysiłki pozaekranowych naukowców prowadzących badania na potrzeby wojska. Opinia publiczna nie wiedziała w zasadzie nic o sekretnym Projekcie Manhattan, ale z powodu przypomnień o loose lips sink ships zdawała sobie sprawę z tego, że było bardzo ważnym, by utrzymać poufność pracy badaczy służących tajemnicy działań wojennych. Szaleni naukowcy w amerykańskim kinie grozy lat 30. i 40. również przeprowadzali swoje eksperymenty w ukryciu. Ci, którzy natrafili na ich laboratoria albo poznali najgłębiej skrywane sekrety uczonych, płacili najwyższą, straszliwą cenę. Horrory lat wojny przekazują swojej publiczność czytelną wiadomość: lepiej nie zbliżać się do placówek badawczych i nie zadawać zbyt wielu pytań.

frankenstein
Źródło: Materiały prasowe

Niezależnie od tego, jak fantastyczne i nierealne mogą wydawać się z perspektywy czasu, filmy o potworach i obłąkanych uczonych z lat 30. i wczesnych 40. odzwierciedlały realia amerykańskiej historii. Horrory wyrażały obawy odbiorców, pozwalając swoim widzom śnić koszmary na jawie. Monstra ukazane na ekranie były jednak czymś więcej niż tylko metaforą w Ameryce, gdzie społeczności linczowały istoty ludzkie uważane za potwory – kaleki, czarnoskórych, zdeformowanych. Rosnąca popularność filmów dotyczących „szalonej nauki” odzwierciedlała sceny wywodzące się z wieków rasistowskich fantazji i legitymizacji nauki. Nerwowość i niepewność względem wiedzy ekspertów tłumaczą realia historyczne. Podczas II wojny światowej technologia zostanie w pełni wykorzystana w służbie niszczenia ludzkiego życia. Specjaliści stworzą przerażającą broń, podczas gdy nazistowscy lekarze obozów śmierci staną się jednymi z najbardziej znanych badaczy na świecie.

IV

Kino grozy było i wciąż pozostaje dla twórców i widzów bezpiecznym forum do dyskusji na temat napawających lękiem wydarzeń oraz przestrzenią do odreagowania napięcia. Rozważanie aktualnych, przerażających problemów idzie w parze z emocjonującą rozrywką i wizualną przyjemnością, dlatego horrory o nauce i naukowcach nie przytłaczają powagą czy podniosłym tonem. Ponadto ekranowe wyobrażenia mogą wpływać na stosunek opinii publicznej do badaczy i ich pracy. Przede wszystkim dostarczają nośnych metafor. Z ich pomocą w medialnych dyskusjach i prywatnych rozmowach trafniej można wyrażać obawy czy nadzieje. Od premiery filmów Jamesa Whale’a naukowcy mierzą się z piętnem doktora Frankensteina. Wciąż są oskarżani o naruszanie granic tego, co uchodzi za naturalne. Filmowe wyobrażenia od lat 30. współtworzą potoczny język dający szansę omawiać działania badaczy. Metafory dostosowywane są do konkretnego kontekstu historycznego i kulturowego. Ich znaczenie i rozpowszechnienie zależy od tego, co aktualnie dzieje się w ludzkim świecie.

Jakiego horrorowego opracowania obecnych wydarzeń możemy się spodziewać? W jaki sposób kino grozy opowie o epidemii koronawirusa i w jakim świetle pokaże naukowców czy medyków mierzących się z tym problemem? To zależy od rozwoju aktualnej sytuacji. Jeśli niebezpieczeństwo wkrótce zostanie zażegnane, kino uczyni z uczonych i lekarzy herosów. Jeżeli natomiast w najbliższym czasie nie znajdziemy rozwiązania problemu, filmowi naukowcy będą ukazani jako nieudolni i bezradni w obliczu zjawisk przekraczających ich kompetencje. Pewni możemy być tego, że powstanie horror dotyczący epidemii, nawet jeśli śmiercionośnym wirusem nie okaże się w nim COVID-19.

Kino grozy przez lata pomagało nam ucieleśnić i oswoić nasze lęki. Obecnie jednymi z najbardziej przerażających nas tematów są koronawirus, widmo choroby, niewydolność służby zdrowia oraz niejednoznaczność naukowych prognoz. Wobec kumulującego się w nas od wielu dni strachu i napięcia, nie ulega wątpliwości, że jako społeczeństwo zaczniemy szukać drogi ujścia dla nerwów i niepokoju. Horror o szalejącej pandemii może być jedną z nich. Pytanie, kiedy znajdziemy w sobie tyle odwagi, by oswoić lęk przed koronawirusem i przyglądać mu się w niemal sterylnych warunkach sali kinowej. I kiedy za pomocą strasznych opowieści zaczniemy rewidować poczynania medyków i naukowców, kształtując opinie na temat ich działań językiem horrorowych metafor.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.