Octopus Film Festival 2021Publicystyka

Octopus Film Festival. Omawiamy “Długi weekend” Colina Egglestona!

Marcelina Kulig
długi weekend
fot. mate. prasowe / Octopus Film Festival

W trakcie czwartej edycji “Octopus Film Festival”, w ramach sekcji poświęconej Ozploitation, mieliśmy okazję obejrzeć “Długi weekend” (1978) – film wychodzący poza ramy gatunku (można określić go jako ekologiczny horror, psychologiczny thriller i dramat o rozpadzie małżeństwa w jednym), jak również wznoszący się ponad ambicje wcześniej wspomnianego nurtu. Wyjątkowe dzieło Colina Egglestona i Everetta De Roche’a uwzględnia lokalny kontekst, inspirując się osobliwościami australijskiej przyrody czy stylem życia na Antypodach, opowiadając zarazem o uniwersalnych problemach związanych z byciem człowiekiem.

Jak na przedstawiciela Ozploitation przystało, film stworzono z wykorzystaniem niewielkiego budżetu, a także uwzględniając w nim brutalne i pornograficzne sceny. “Długi weekend” ma jednak w sobie głębię, której raczej nie doszukujemy się w kinie eksploatacji. Skłania do namysłu nad trudną relacją człowieka (kultury) i natury oraz skomplikowaniem międzyludzkich więzi.

“Długi weekend” opowiada o Peterze i Marci, małżeństwie mieszczuchów, które postanowiło wyruszyć na biwak na plaży. On chce bawić się w łowcę przygód w australijskim buszu, ona – wolałaby spędzić wolny czas wśród luksusów cywilizacji. Małżonkowie mają odmienne potrzeby, co dotyczy różnych sfer ich wspólnego życia. Zdaje się, że najsilniej łączy ich kilka kwestii: brak umiejętności komunikowania swoich oczekiwań, chęć bycia zwycięzcą za wszelką cenę oraz niewiarygodny brak szacunku do przyrody. W czasie weekendowego wypadu Peter i Marcia śmiecą, rzucają gdzie popadnie niedopałki papierosów czy puste butelki, niszczą rośliny i zabijają zwierzęta. Ich ignorancja zdaje się nie mieć granic. Prawdopodobnie wszyscy znamy ten typ turysty – obyśmy nie byli jego przedstawicielami. Jak pokazuje omawiany film, natura nie jest bezbronna. Niedocenianie jej mocy i tajemnic może mieć wysoką cenę.

Głównymi bohaterami “Długiego weekendu” są więc Peter (John Hargreaves), Marcia (Briony Behets) oraz australijska przyroda. Każdy z uczestników konfliktu manifestuje swoją siłę i okrucieństwo, przy czym przedstawione na ekranie starcia mogą mieć tylko jednego zwycięzcę. W tym przypadku nic nie zaskakuje – zatriumfowała natura, od samego początku filmu ukazywana jako ta, która walczy skuteczniej, sprytniej i w pewnym sensie w bardziej sprawiedliwy sposób (o ile takie pojęcia da się odnieść do świata przyrody). Natura w „Długim weekendzie” nie wybacza błędów. Karze za arogancję i lekceważące podejście. Zdaje się mówić: „Nie warto się ze mną siłować. Jeśli się nie przystosujesz, nie przetrwasz”. Film Colina Egglestona przypomina (i robi to skutecznie również ponad 40 lat po swojej premierze), że dominacja czy siła człowieka ma swoje granice. Bez cywilizacji i dobrych relacji z innymi ludźmi człowiek jest niemalże bezbronny, nagi. Stanowi tylko element większego systemu, który znajdzie sposób na pozbycie się szkodzącego mu czynnika.

Przeczytaj również:  Wong Kar Wai dziś. Emocje pokolenia?

Peter i Marcia ranią przyrodę, a także ranią siebie nawzajem. Kłócą się i walczą przez większość weekendowego wyjazdu, a każda próba ratowania rozpadającego się małżeństwa kończy się niepowodzeniem. Wzrastające napięcie i wrogość między parą znajdują odzwierciedlenie w coraz bardziej zjadliwych atakach ze strony dzikiej natury i jej wysłanników: agresywnych zwierząt, mściwych roślin czy nieposkromionych żywiołów. Wraz z rozpadem międzyludzkich więzi i kolejnymi ciosami zadanymi przez przyrodę, Peter i Marcia tracą swoje poczucie pewności i siły, rośnie za to ich przerażenie. Ściany buszu stopniowo zamykają wyrodne dzieci Matki Natury w potrzasku.

Osobliwość “Długiego weekendu”, w porównaniu z wieloma innymi filmami z nurtu Ozploitation, polega m.in. na tym, że produkcja ma umiarkowanie rozrywkowy charakter. Nie wszyscy widzowie wybierający się na seans wspomnianego filmu na Octopus Film Festival byli na to przygotowani, co zdaje się przyczyną rozczarowania paru widzów, których narzekania podsłuchałam, opuszczając salę. “Długi weekend” jest obrazem męczącym, wprawiającym w niezbyt wesoły nastrój i mającym skrajnie irytujących (ludzkich) bohaterów. Pozostaje jednak zarazem sprawnie zrealizowanym filmem poruszającym ważne i nadal aktualne problemy. “Długi weekend” warto zobaczyć chociażby dlatego, że jego warstwa treściowa może poruszać, czy nawet nami wstrząsnąć (a może raczej potrząsnąć?), bez względu na upływający czas czy strefę geograficzną, w której się znajdujemy.

długi weekend
Źródło: Materiały prasowe

Jako przedstawiciela kina eksploatacji, dzieło Colina Egglestona i Everetta De Roche’a można podejrzewać o żerowanie na sukcesie wcześniejszych, bardziej wpływowych tytułów z podgatunku animal attack, takich jak “Ptaki” (1963) czy “Szczęki” (1975). Warto jednak zauważyć, że w “Długim weekendzie” nie ma tylko jednej groźnej bestii (np. rekina ludojada), z którą muszą zmierzyć się bohaterowie, a przeciwko ludziom nie zwraca się wyłącznie jeden gatunek czy określona gromada zwierząt (jak ptaki u Hitchcocka). Źródłem zagrożenia i tym, co napawa lękiem, jest australijska przyroda jako całość. Everett De Roche, scenarzysta filmu, wspominał, że tworząc swój ekologiczny horror, przyjął założenie, że Matka Natura ma własny system immunologiczny, potrafiący skutecznie bronić się przed ludźmi zachowującymi się jak komórki rakowe. Twórca podkreślał, że nie chciał, aby zwierzęta w “Długim weekendzie” przypominały swoim zachowaniem czy wyglądem rekina z filmu Spielberga. Nie miały być przedstawione jako wybitnie agresywne. Everett De Roche zamierzał uwypuklić ekologiczne przesłanie, choć być może momentami zrobił to w nieco zbyt dosłowny sposób.

Przeczytaj również:  "Doktor Strange" i "Thor. Odrodzony" - Na nowo, czyli po staremu [RECENZJA]

Scenariusz “Długiego weekendu” został napisany w dziesięć dni[1]. Dzięki funduszom pozyskanym od Film Victoria i Australian Film Commission oraz wysiłkowi reżysera przekształcono go w wyjątkową produkcję z jednej strony spełniającą założenia kina eksploatacji, a z drugiej – poruszającą tak ważne tematy jak macierzyństwo, opozycja natura-kultura, konflikt na linii miasto-dzicz czy rozpad międzyludzkich relacji. Intryguje nie tylko warstwa treściowa, ale i audiowizualna. Ujęcia z ptasiej i żabiej perspektywy czy ścieżka dźwiękowa znakomicie budująca uczucie osaczenia (a nawet wzmagająca poczucie winy) wzmacniają przekaz filmu: Matka Natura nie faworyzuje swoich dzieci i nie jest czułą, troskliwą rodzicielką.

Choć “Długi weekend” odniósł sukces za granicą, został chłodno przyjęty w Australii. Film podzielił również Octopusową publiczność. Jedni widzowie docenią minimalistyczny, ekologiczny horror rodem z kraju kangurów oraz jego uniwersalną wymowę. Inni będą narzekać na irytujących bohaterów, dołujący przekaz filmu i rozwiązania formalne budzące w niezamierzony sposób rozbawienie. Niezależnie jednak od sympatii czy antypatii publiczności, “Długi weekend” pozostaje dziełem wyjątkowym i wartym obejrzenia, szczególnie w niezwykłych warunkach nadmorskiej imprezy z ośmiornicą w nazwie.

➡︎ Zachęcamy do zapoznania się z całą relacją z festiwalu!
[1] Krótki czas pracy nad scenariuszem i niezbyt zaawansowane przygotowania do jego stworzenia zaowocowały paroma błędami. Przykładowo akcja filmu rozgrywa się w kontynentalnej Australii, a diabeł tasmański, który kilka razy został pokazany na ekranie, na wolności występuje tylko na terenie Tasmanii.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.