FelietonyOctopus Film Festival 2021Publicystyka

Ozploitation, czyli jak pokochać nieokrzesane kino gatunkowe Australii

Marcelina Kulig
mad max
Źródło: NFSA

Kinematografia australijska w okresie powojennym była pogrążona w kryzysie. Z zastoju pomógł jej wyjść dopiero film „To jest dziwaczny tłum” („They’re a Weird Mob”) z 1966 roku, nakręcony na antypodach przez angielskiego reżysera Michaela Powella i niezwykle popularny wśród lokalnej widowni. Powstanie produkcji oraz jej wielki sukces w Australii zmotywowały miejscowy rząd z Goughem Whitlamem na czele do podjęcia działań mających na celu stworzenie kina narodowego. Wsparcie polityków, zainteresowanie inwestorów[1] oraz entuzjazm filmowców zaowocowały powstaniem australijskiej Nowej Fali. Formacja rozwijana od początku lat 70. obejmowała z jednej strony dramaty historyczne, które przyniosły kinu australijskiemu międzynarodowy rozgłos (takie jak słynny „Piknik pod Wiszącą Skałą” Petera Weira), a z drugiej szalone kino gatunkowe koncentrujące się na szoku i nieskrępowanej zabawie, określane współcześnie terminem ozploitation[2].

Australijskie kino gatunkowe lat 70. i 80. XX wieku było pełne przemocy, seksu, szalonych pomysłów, akcji, brawurowych wyczynów kaskaderskich, żartów o ockerach[3] albo w stylu ockerów, krwi i zadziorności. Powstające w jego ramach niskobudżetowe horrory, filmy akcji i sztuk walki, komedie, sexploitation, thrillery czy science fiction do cna wykorzystały możliwości stworzone przez wprowadzenie oznaczenia R do klasyfikacji wiekowej filmów. Ozploitation odwoływało się też do rewolucyjnego ducha lat 70., prezentując dzikie, wyzwolone oblicze Australii.

Filmowcy wyciskali ile się da z kontrowersyjnych i emocjonujących tematów oraz aktualnych trendów w hollywoodzkim kinie. Przekraczali granice dobrego smaku i znajdowali pomysłowe sposoby na zmieszczenie się w niewielkim budżecie. Łączyli wrażliwość charakterystyczną dla amerykańskiego kina klasy B z australijskim charakterem. Mieli prowizoryczne, ale pełne pasji podejście do tworzenia filmów, przez co nierzadko narażali siebie i pozostałych członków ekipy na niebezpieczne wypadki.

Człowiek z Hong Kongu
Kadr z filmu “Człowiek z Hong Kongu” / Materiały prasowe ze strony Octopus Film Festival

Śmiertelnie groźne sceny pościgów samochodowych i brawurowe popisy kaskaderskie w produkcjach takich jak „Mad Max” zapisały się w pamięci widzów i uchodzą za jedne z najlepszych w branży filmowej. Niska wartość produkcyjna, posługiwanie się stereotypami i proste fabuły zostały zrównoważone potężną dawką ekranowej przemocy, nagości, strzelanin, wybuchów i innych elementów tworzących widowisko, od którego trudno odwrócić wzrok.

Filmy z kategorii ozploitation są surowe, buntownicze, oburzające i absolutnie niezwykłe. Pojawiło się wśród nich wiele kiepskich, tandetnych produkcji. Wśród chwastów wyrosły jednak przepiękne kwiaty takie jak „Pokrewieństwo” („Next of Kin”). Niektóre z tytułów, poza tym, że odniosły sukces komercyjny, zostały docenione przez krytyków i festiwalową widownię (zwykle za granicą). Inne stały się klasykami wśród miłośników australijskiego kina gatunków czy materiałem na seanse filmów tak złych, że aż śmiesznych.

Organizatorzy Octopus Film Festival, przygotowując sekcję Ozploitation, wybrali dla publiczności szczególnie ciekawe tytuły. Mogliśmy obejrzeć wcześniej wspomniane „Pokrewieństwo”, ekologiczny horror „Długi weekend” („Long Weekend”), intrygującą „Uczciwą grę” („Fair Game”), pełnego akcji „Człowieka z Hong Kongu” („ The Man from Hong Kong”) i osobliwe „Polowanie na indyka” („Turkey Shoot”). Uzupełnieniem sekcji był film dokumentalny poświęcony kulisom powstawania m.in. wyżej wymienionych produkcji, czyli „Niezupełnie Hollywood” („Not Quite Hollywood: The Wild, Untold Story of Ozploitation!”).

Na zainteresowanych tematem szalonego australijskiego kina gatunków czekały również transmisje wywiadów przeprowadzonych z reżyserami Brianem Trenchardem-Smithem (odpowiedzialnym za obecne w programie festiwalu „Polowanie na indyka” i „Człowieka z Hong Kongu”) oraz Markiem Hartleyem (twórcą wcześniej wspomnianego dokumentu – filmu równie zwariowanego, co produkcje, o których opowiada). Po Octopusie mogę być pewna jednego i za to pozostanę wdzięczna opiekunom omawianej sekcji: błyskotliwa pulpowość, fantazja i śmiałość ozploitation stały się moją nową obsesją.

Poznajcie bliżej najciekawsze tytuły, które pojawiły się w cyklu pokazów australijskiego kina gatunkowego lat 70. i 80. na Octopus Film Festival 2021!

Uczciwa gra

Najbardziej znanym przedstawicielem ozploitation jest „Mad Max” (1979) pełen niebezpiecznych pościgów, groźnych degeneratów i podrasowanych samochodów. Wspomniane elementy pojawiają się również w „Uczciwej grze” (1986). Kłopoty głównej bohaterki, Jessiki (w tej roli wystąpiła Cassandra Delaney), rozpoczynają się od tego, że pada ofiarą agresji drogowej. Gdy po przeżytym ataku kobieta konfrontuje się ze sprawcami, bagatelizują oni zarzuty i tłumaczą, że ich zachowanie „to tylko wygłupy”. Niefortunną sytuację jeszcze bardziej komplikuje fakt, że ofiara przemocy ze strony chuliganów pracuje w rezerwacie przyrody, w którym ostatnio znalazła ślady działalności kłusowników, a agresorami na drodze okazali się myśliwi zaopatrujący lokalne firmy w tusze kangurów. Jessica podejrzewa, że dręczący ją mężczyźni mogą zabijać zwierzęta objęte ochroną. Gdy dzieli się swoimi przypuszczeniami z miejscowym stróżem prawa, nie zamierza on rozpocząć śledztwa bez dowodów. Z powodu opieszałości lokalnej policji Jessica próbuje samodzielnie przeciwstawić się grupie myśliwych, ci z kolei postanawiają dać jej nauczkę.

Między nękaną kobietą a bandytami rozpoczyna się regularna i niezbyt uczciwa (dlatego że nierówna) walka. Każda ze stron konfliktu próbuje potrząsnąć drugą na tyle, by się poddała. Jasnym jednak staje się, że nikt nie zamierza odpuścić. Kłusownicy posuwają się coraz dalej w swoich „grach”, traktując Jessicę z rosnącą brutalnością. Strażniczka rezerwatu nie pozostaje jednak im dłużna.

Przeczytaj również:  Death or Glory: Tom 2 - Wrzuć wyższy bieg! [RECENZJA]

Dlaczego „Uczciwa gra” wyróżnia się na tle innych produkcji z kategorii ozploitation? Przede wszystkim dlatego, że mimo nieco seksistowskiej otoczki zdaje się filmem feministycznym. Mamy w nim silną kobiecą bohaterkę, która w pojedynkę stawia czoła agresorom, bez żadnej pomocy z zewnątrz. Jessica może polegać tylko na swoim sprycie, odwadze i zwinności, by przetrwać i bronić wszystko to, co warte ochrony. Walka toczona przez bohaterkę jest nierówna, ale nie dlatego, że kobieta okazuje się słabsza czy nieporadna, lecz z powodu przewagi liczebnej i lepszego uzbrojenia przeciwników. W dodatku agresorzy, inaczej niż Jessica, trwale zatracili normy moralne. Nic nie powstrzymuje ich przed coraz bardziej brutalnym, okrutnym zachowaniem[4].

Interesujące w „Uczciwej grze” jest również to, że podejmuje temat ekologii (co zresztą wydaje się charakterystyczne dla kina australijskiego lat 70. i 80.). Jessica staje po stronie natury (w pewnym stopniu jest nawet z nią utożsamiana), podczas gdy kłusownicy jeżdżący pojazdem rodem z postapokaliptycznej rzeczywistości w oczywisty sposób reprezentują cywilizację w jej żarłocznym, zdegenerowanym wydaniu.  W dodatku myśliwi zaczynają traktować strażniczkę rezerwatu jak zwierzynę, którą pragną schwytać dla zabawy i podbudowania ego. Polowanie na Jessicę zapewnia im znacznie więcej intensywnych wrażeń niż zabijanie kangurów. Po stronie kłusowników mamy zatem przemoc dla zabawy i zysków, a po stronie strażniczki – przemoc wynikającą z chęci przetrwania.

„Uczciwa gra” zdaje się również filmem antyautorytarnym. Ukazane w nim władze są nieudolne i niezainteresowane problemami, które uznają za błahe. Kłusownicy przeprowadzają polowania w rezerwacie przyrody, doskonale wiedząc, że policja nie zainterweniuje. Jako widzowie czujemy frustrację, upokorzenie i złość Jessiki z powodu bezczynności i lekceważącego podejścia władz. Ofiara nękania i obrończyni rezerwatu musi samodzielnie zaprowadzić porządek i zmierzyć się z niesprawiedliwością.

Uczciwa gra
Źródło: Octopus Film Festival

A czy przypadkiem jako widzowie nie doszukujemy się zbyt wiele w „Uczciwej grze”? Prawdopodobnie tak jest, przynajmniej zdaniem reżysera filmu. Mario Andreacchio w wywiadzie udzielonym magazynowi „Signet” w 1998 roku powiedział, że chciał stworzyć pełen suspensu thriller klasy B. „Uczciwa gra” zawsze miała być jak komiksowe studium przemocy. Zaskoczyło go i rozczarowało, że w niektórych częściach świata produkcja zyskała status kultowej, a ludzie traktowali ją poważnie. To odkrycie okazało się punktem zwrotnym w jego karierze. Andreacchio stwierdził, że skoro ludzie biorą „Uczciwą grę” na poważnie, nie powinien tworzyć więcej tego typu materiału. Film, zgodnie z intencją reżysera, miał przypominać komiks, zawierać nawiązania do innych produkcji i tak naprawdę nie mówić nic ważnego.

„Uczciwa gra” oczywiście sprawdza się jako produkcja zapewniająca rozrywkę. Jej akcja jest dynamiczna, wciągająca i emocjonująca. Możemy oglądać ją zgodnie z intencją reżysera – nie doszukując się zbyt wiele w warstwie znaczeniowej i koncentrując się na śledzeniu zmagań głównej bohaterki. Możemy też uznać, że dzieło z chwilą wydania uniezależniło się od swojego twórcy i spróbować interpretować je w szerszym kontekście. Ponadto nic nie stoi na przeszkodzie, by połączyć oba wspomniane podejścia i z jednej strony doskonale bawić się podczas seansu, a z drugiej – być wyczulonym na interesujące wątki pojawiające się na ekranie.

Długi weekend

„Długi weekend” (1978) jest thrillerem psychologicznym, dramatem o rozpadającym się małżeństwie i horrorem ekologicznym w jednym. Zgrabnie przekracza granice gatunku i porusza wiele ważnych tematów, szczególnie w porównaniu ze standardowymi ambicjami twórców kina eksploatacji. „Długi weekend”, wyreżyserowany przez Colina Egglestona na podstawie scenariusza Everetta De Roche’a, mówi o rozpadzie międzyludzkich więzi, konflikcie natury z cywilizacją czy macierzyństwie.

Fabuła filmu koncentruje się na skłóconym małżeństwie – Peterze (John Hargreaves) i Marci (Briony Behets). Para wybiera się na weekendowy biwak na plaży, by wypocząć i przy okazji ratować swój związek. Przebywając na łonie natury, bohaterowie śmiecą, niszczą rośliny i zabijają zwierzęta. Okazują niewiarygodny brak szacunku wobec przyrody. Natura nie pozostaje jednak bierna i przystępuje do ataku.

„Długi weekend” to jeden z najbardziej interesujących filmów z kategorii ozploitation. Łączy poważną tematykę i konsekwentnie budowane poczucie zagrożenia z charakterystycznymi składnikami kina eksploatacji: przemocą, seksem i kontrowersyjnymi wątkami[5]. Więcej na temat dzieła duetu Eggleston–De Roche możecie przeczytać tutaj.

Pokrewieństwo

„Pokrewieństwo” (1982) w reżyserii Tony’ego Williamsa to najciekawsza, najbardziej stylowa propozycja z całej sekcji Ozploitation na Octopusie. Nic dziwnego, że wejściówki na film rozeszły się błyskawicznie wśród posiadaczy karnetów. Produkcja znana jest dość wąskiemu gronu widzów, co może zaskakiwać, biorąc pod uwagę jej jakość. Ośmielę się stwierdzić, że ten niebywale klimatyczny obraz powinien być promowany na równi z hollywoodzkimi klasykami dreszczowców. „Pokrewieństwo” to niesłusznie zapomniana perełka, która zasługuje na rozgłos. Produkcja zatonęła w morzu australijskich niskobudżetowych horrorów i thrillerów, zalewających rynek w czasie boomu na ozploitation. Została ponadto przyćmiona przez późniejszy amerykański film o tym samym tytule oryginalnym („Next of Kin”), z Patrickiem Swayzem w obsadzie. „Pokrewieństwo” jest więc skarbem czekającym na odkrycie – na szczęście organizatorzy Octopusa ułatwili nam to zadanie.

Przeczytaj również:  Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Sztokholmie – wielkie i małe odkrycia

Thriller Tony’ego Williamsa opowiada o Lindzie Stevens (w tej roli Jackie Kerin) – młodej kobiecie, która po śmierci matki odziedziczyła prowadzony przez nią dom spokojnej starości. Choć bohaterka troszczy się o seniorów powierzonych pod jej opiekę, pragnie innego życia. Zbyt dobrze zna to miasto i jego dociekliwych mieszkańców. W dodatku praca z potrzebującymi seniorami i przebywanie w odziedziczonej posiadłości emocjonalnie ją wyczerpują. Linda czuje się dziwnie obco w na pozór dobrze znanym jej domu.

Z czasem okazuje się, że odziedziczony dom opieki bardziej przypomina plan horroru wytwórni Hammer niż miejsce pełne spokoju i łagodności. W posiadłości zaczynają dziać się dziwne zjawiska. Nieufność Lindy wobec otoczenia z każdą chwilą rośnie. W końcu kobieta odnajduje pamiętnik zmarłej matki. Zapiski skrywają złowieszczy sekret. Bohaterka musi poradzić sobie z lękiem i czyhającym w pobliżu niebezpieczeństwem – w innym wypadku podzieli los zmarłego rodzica.

„Pokrewieństwo” bywa porównywane do „Lśnienia” (m.in. przez  Quentina Tarantino w dokumencie Marka Hartleya „Niezupełnie Hollywood”) i dzieje się tak nie bez powodu. Tony Williams, podobnie jak Stanley Kubrick w swojej adaptacji powieści Stephena Kinga, skupił się bardziej na atmosferze i gustownej formie niż na postaciach i opowiadanej historii. Główna bohaterka jest raczej swego rodzaju kanałem pozwalającym doświadczyć grozy i klaustrofobicznego klimatu niż aktywnym uczestnikiem wydarzeń. Poczucie osaczenia udało się osiągnąć dzięki imponującej pracy operatora Gary’ego Hansena[6], pomysłowym mieszankom niepokojących obrazów, zagęszczającej atmosferę muzyce Klausa Schulzego i wolno splatającej się strukturze fabuły.

Oprócz „Lśnienia” w „Pokrewieństwie” znajdziemy trochę „Halloween” i „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, odrobinę stylu filmów Dario Argento i Mario Bavy czy nawet grozę filmów psychologicznych Romana Polańskiego. Nigdy nie zapomnę hipnotyzującej sceny z kostkami cukru! Film Tony’ego Williamsa wyróżnia się na tle innych produkcji z kategorii ozploitation estetyką i stworzoną atmosferą. To niedoceniany klejnot, który warto wydobyć z mroków zapomnienia. „Pokrewieństwo” zasługuje na uwagę tym bardziej, że wyjątkowo dobrze się starzeje. Zdecydowanie opłaca się poświęcić mu czas: to może być miłość od pierwszego obejrzenia.

pokrewieństwo
Źródło: Octopus Film Festival

Ozploitation odegrało istotną rolę w odrodzeniu się australijskiego kina i wniosło do niego niemały wkład. Zwariowane filmy akcji, wulgarne komedie, lepsze i gorsze horrory oraz inne szokujące produkcje napisały intrygujący rozdział w historii kinematografii na antypodach i odegrały rolę w kształtowaniu się wizerunku Australii i Australijczyków na świecie. Dziedzictwo ozploitation można zobaczyć we współczesnym australijskim kinie gatunkowym, ale też w niektórych hollywoodzkich produkcjach (np. w „Kill Bill” wielokrotnie wspominanego w tym tekście Quentina Tarantino). Brawurowe, buntownicze, nieokiełznane i niskobudżetowe filmy z lat 70. i 80. są wdzięcznym polem do poszukiwań. Przygotowanie sekcji poświęconej ozploitation na Octopusie było znakomitym pomysłem. Jak się okazało, odkrywanie intrygujących przypadków w historii australijskiego kina to nie tylko świetna rozrywka, ale i wciągające zajęcie wzbogacające wiedzę o świecie i kształtujące gust.

 

– Całą naszą relację z Octopus Film Festival 2021 znajdziecie tutaj!

 

[1] Inwestowanie w produkcję filmów w Australii pozwalało skorzystać z luki podatkowej.

[2] Nazwa „ozploitation” to skrócona przez Marka Hartleya (reżysera filmu dokumentalnego „Niezupełnie Hollywood” z 2008 roku) wersja  terminu „Aussiesploitation”. Wspomniane określenie zostało ukute z kolei przez Quentina Tarantino, fana tego szczególnego nurtu w kinie australijskim. Reżyser udzielił wywiadu na potrzeby dokumentu Hartleya i w jednej z wypowiedzi posłużył się wymyślonym terminem „Aussiesploitation”. Ponadto warto podkreślić, że australijska Nowa Fala mieściła w sobie więcej filmów niż dramaty historyczne i przedstawicieli ozploitation – znacznie dokładniejsze informacje na temat tej formacji znajdziecie w omówieniu Marka Haltofa zawartym w 3. tomie „Historii Kina” (red. Tadeusz Lubelski, Iwona Sowińska, Rafał Syska). O kinie australijskim możecie przeczytać też w innych publikacjach Marka Haltofa: „Kino Australii: o ekranowej konstrukcji Australii”; „Kino australijskie. O ekranowej konstrukcji Antypodów”.

[3] Ocker to (stereotypowy) Australijczyk mówiący i zachowujący się w sposób szorstki i prostacki.

[4] Nic poza chęcią dozowania sobie mocnych wrażeń i urozmaicenia „zabawy”.

[5] Nie mogę napisać, o jakich wątkach mowa, by nie zdradzać zbyt wiele z fabuły „Długiego weekendu”.

[6] Podczas seansu szybko zauważymy, że w „Pokrewieństwie” wykorzystano dużo ruchu kamery. Punkt widzenia ciągle się zmienia, nawet wtedy, gdy Linda wykonuje banalne czynności. A kiedy kamera pozostaje nieruchoma, zastanawiamy się, kiedy nastąpi wyczekiwany straszny moment.

 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.