Advertisement
FestiwaleFilmyNH+AFF2020Nowe Horyzonty 2020Recenzje

„Patrick” – Uczucia obnażone [RECENZJA]

Marcelina Kulig
patrick
Źródło: Materiały prasowe

Tim Mielants, znany jako reżyser kilku serialowych hitów, zrealizował swój pierwszy pełnometrażowy film fabularny. Postanowił zadebiutować tragikomedią, której akcja rozgrywa się na kempingu dla naturystów w Ardenach. Stworzył dzieło pełne absurdu i napięcia, a jego głównym bohaterem uczynił zahamowanego emocjonalnie nudystę. Patrick nie ma problemu z fizyczną nagością, ale nie chce – lub nie może – obnażyć swoich uczuć. Czyż nie jest to wystarczająco ciekawa podstawa dla komediodramatu?

Tytułowy bohater jest 39-letnim synem właściciela kempingu dla naturystów. Wycofany, introwertyczny, dziwny i nielubiany, stroni od towarzystwa i spędza czas w swoim warsztacie, tworząc hobbystycznie drewniane meble. Niezbyt bystry, niedysponujący rozwiniętymi umiejętnościami interpersonalnymi i pozbawiony ambicji, nadal mieszka z rodzicami. Prowadzi spokojny żywot i znajduje spełnienie w jego przeciętności. Mimo dojrzałego wieku, Patrick pod wieloma względami nadal jest dzieckiem, na co wskazuje nie tylko zachowanie bohatera, ale nawet jego fryzura: grzywka obcięta od garnka.


Przeczytaj: “4 filmy o dramacie jednostki, które trzeba zobaczyć na #NH2020”

Z twarzy protagonisty trudno wyczytać emocje. Możemy tylko zastanawiać się nad tym, co dzieje się w jego głowie. To pytanie zaczniemy zadawać jeszcze częściej po nagłej śmierci ojca głównego bohatera. W przeciwieństwie do przejętych gości kempingu, emocjonalnie zamknięty Patrick nie uronił ani jednej łzy po bliskim zmarłym. Czy miał jednak na to czas? Będąc ciągle zasypywany prośbami i skargami wczasowiczów, a także skupiając się na obsesyjnych poszukiwaniach młotka, który zniknął bez śladu? Tajemnica zaginionego narzędzia, z początku zdająca się zaledwie komicznym wątkiem pobocznym, z czasem okazuje się być rdzeniem całej opowiedzianej historii. Patrick, niczym detektyw podążający za śladami i poszlakami, poświęcił się poszukiwaniom do tego stopnia, że zagroziło to jego statusowi właściciela kempingu.

patrick
Źródło: Materiały prasowe

Chęć odnalezienia zaginionego młotka stanowi podstawową motywację głównego bohatera. Wokół tego celu Timowi Mielantsowi w naturalny sposób udało się rozmieścić również wątki poboczne i postacie drugoplanowe. Dzięki jasno określonej osi fabuły zyskujemy wgląd nie tylko w wewnętrzny świat Patricka. Również w jego otoczenie, co pozwala wysnuwać teorie na temat przyczyn dziwnego zachowania protagonisty. Poznajemy rodziców bohatera, stałych gości kempingu oraz nowoprzybyłą parę urlopowiczów. Gwiazdora rocka Dustina Apollo (Jemaine Clement) i jego zdezorientowaną dziewczynę (Hannah Hoekstra). Tim Mielants i Benjamin Sprengers odmalowali barwną galerię postaci kilkoma wściekłymi pociągnięciami pędzla, nie szczędząc przy tym uszczypliwości. Przedstawili stereotypowych (choć roznegliżowanych) reprezentantów klasy średniej, zblazowanego artystę i jego zrezygnowaną groupie oraz głównego bohatera. Będącego kimś na kształt szczęśliwego prostaczka. Choć wszystkie postacie są nagie, tak naprawdę mają wiele do ukrycia.

Przeczytaj również:  "Maggie" – Co powie ryba? [RECENZJA]

W pierwszej godzinie film balansuje między tragedią a komedią, czasem nawet w obrębie jednej sceny. Tytułowy bohater zachowuje się w sposób zagadkowy, trudny do rozszyfrowania. Choć na pozór wydaje się prostym człowiekiem, godzi w sobie wiele sprzeczności, co chyba najdobitniej pokazuje jego relacja z Liliane. Kobieta potajemnie odwiedza Patricka, by uprawiać z nim seks, oferując w zamian słoik dżemu. Bohater nie wygląda na specjalnie zadowolonego ani nawet zainteresowanego romansem, nie jest mu jednak przeciwny.

Nie wiadomo, co myśleć o Patricku i jego życiowych wyborach. Choć chciałoby się go nazwać postacią przeciętną pod każdym względem, nie da się tego zrobić, dlatego że ma w sobie kilka zaskakujących cech i rzadko postępuje w sposób łatwy do przewidzenia. Jest całkowicie zadowolony z życia, które prowadzi i tego, kim jest. Odmawia udziału w wyścigu szczurów i nie interesują go obowiązki czy konwenanse narzucane mu przez otoczenie. Marzy i myśli za siebie, choć wielu próbuje podejmować decyzje za niego. Ciekawe, jak wyglądałoby społeczeństwo, w którym żyłoby więcej Patricków.

Kevin Janssens, znany z ról twardzieli, znacznie przybrał na wadze, by w filmie Mielantsa przekształcić się w mężczyznę-dziecko. W roli sympatycznego samotnika niegrzeszącego inteligencją jest ledwie rozpoznawalny. Jego gra robi wrażenie i ma w sobie wiele wdzięku. Zamiast wykreować postać wioskowego głupka, Janssens stworzył niejednoznacznego bohatera łączącego w sobie przeciętność i niezwykłość. Obserwowanie tego, jak emocjonalnie wycofany Patrick w jego interpretacji próbuje powściągnąć wzbierające uczucia, jest już wystarczająco zajmujące, by nie żałować czasu poświęconego na seans.

Tim Mielants potraktował ekranową nagość z taką nonszalancją, że już po kilku minutach stała się niemal bez znaczenia. Aktorzy grający w stroju Adama lub Ewy zachowywali się tak, jakby rzeczywiście grali w nałożonych kostiumach. Nagość w Patricku nie rozprasza i nie ma w niej nic erotycznego (oczywiście poza paroma scenami seksu). Nie jest też w żaden sposób pociągająca. Nieustanna nagość większości bohaterów nadała Patrickowi nieco surrealistyczną atmosferę. Rozbudowała jego komediowy wymiar. Najzabawniejsze okazuje się to, że bohaterowie zaangażowani w bójki, szczere rozmowy czy polityczne rozgrywki, zdają się w ogóle nie dbać o to, że nie mają na sobie ubrań. Ponadto nagość mieszkańców kempingu w pewnym stopniu może oznaczać ich równość – warto zauważyć, że zamożna para Holendrów próbuje wybić się ponad innych i choć obnaża intymne części ciała, narzuca na ramiona gustowne sweterki, by podkreślić swój status.

patrick
Źródło: Materiały prasowe

Reżyser postarał się o to, by Patrick pozostał niewygodny w odbiorze od początku do końca. Wykorzystał w tym celu nie tylko nagość postaci, ale też ciągłe zwroty akcji, wywołującą niepokój muzykę i ekspresyjne zdjęcia nadające kempingowi dla naturystów baśniowość à la bracia Grimm. W otoczeniu i samych bohaterach jest mnóstwo dziwności, a nastrój filmu waha się od przyjemnego do skrajnie niekomfortowego. Kamera rzadko śledzi postacie, zdaje się wędrować własnymi drogami przecinanymi przez mieszkańców obozowiska, a to jeszcze bardziej potęguje efekt osobliwości, niezwykłości i absurdu.

Przeczytaj również:  "One Night in Miami", czyli aktorskie tour de force [RECENZJA]

Czym w tej historii jest zaginiony młotek? Czy symbolizuje zmarłego ojca Patricka, którego nagła śmierć pogrążyła bohatera w egzystencjalnym kryzysie? Taka interpretacja byłaby kusząca, ale zauważmy, kto podsuwa ją Patrickowi. Tak, dokładnie ta sama osoba, z którą nie chcemy się identyfikować. Bohater, usłyszawszy wspomnianą teorię, odparł, że próbuje tylko odzyskać swój młotek. Czy uwierzymy jego słowom, czy też będziemy szukać w nich drugiego dna? Myślę, że na to pytanie każdy widz powinien odpowiedzieć sobie sam. Film dostarcza wielu wskazówek mówiących o tym, dlaczego Patrick tak bardzo chce znaleźć zagubiony przedmiot i pasują one do obu ścieżek interpretacyjnych.

Według mnie brak młotka może być czymś, co niszczy znany, uporządkowany mikroświat warsztatu Patricka. Narusza świętość i kompletność miejsca, z którego mężczyzna jest dumny. Bohater nie potrzebuje władzy, prestiżu, nie ma też ambicji. Chce po prostu przywrócić status quo i w ten sposób odzyskać satysfakcję emocjonalną. W otoczeniu niedoskonałych osób i ich niedoskonałych ciał, w obliczu nieznanego i gwałtownych życiowych zmian, poszukiwanie tego, co stałe, znane, perfekcyjne i uporządkowane wydaje się napędzać jego działanie. Jak radzi sobie z poczuciem straty i żalem? Jego historia zaczyna się od zaprzeczenia, przechodzi przez gniew, paranoję, depresję, by na zakończenie dojść do akceptacji.

Patrick nie jest filmem łatwym do opisania, o czym wspomniał już sam jego reżyser. Przedziwny komediodramat został nasączony melancholią, aurą osobliwości i dużą dozą sympatii do głównego bohatera. Nawet jeśli Patrick jest przedmiotem żartów, szczerze interesujemy się jego uczuciami. Podejrzewam, że nie każdemu przypadnie do gustu wyjątkowo prosta fabuła, poczucie humoru Tima Mielantsa czy dokonane przez niego stylistyczne wybory. Patrick to film, który spodoba się dość wąskiemu gronu odbiorców. Mrocznie zabawny, pokręcony, tajemniczy, z intrygującą tematyką i świetną ścieżką dźwiękową, jest tworem reżysera dobrze wiedzącego, czego chce i nieuznającego kompromisów. Pytanie, czy stanowi jednorazowy wybryk filmowca związanego ze światem seriali, czy też doczekamy się kolejnej propozycji, która nijak nie mieści się w mainstreamie.

Zachęcamy do zapoznania się z festiwalowymi zestawieniami!

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.