FestiwaleFilmyOctopus Film Festival 2021Recenzje

Octopus Film Festival. Recenzujemy „Tam, gdzie słońce nie dochodzi” Tylera Cornacka

Marcelina Kulig
tam gdzie słońce nie dochodzi butt boy
Źródło: Materiały prasowe

W tym roku na Octopus Film Festival zaprezentowano dwa wyjątkowe tytuły z kategorii Midnight Movies: „Emmanuelle” – prawdziwy klasyk wśród filmów erotycznych – oraz „Tam, gdzie słońce nie dochodzi” (tytuł oryginalny to „Butt Boy”) – nowość, która zaskarbiła sobie sympatię Johna Watersa, reżysera kultowych „Różowych Flamingów”. W trakcie imprezy udało mi się obejrzeć drugą ze wspomnianych produkcji. Gdy tylko przeczytałam jej opis w programie Octopusa, wiedziałam, że tego seansu nie mogę przegapić.

Tam, gdzie słońce nie dochodzi opowiada o mężczyźnie, który porywa ludzi i więzi ich w swojej dupie. Dobrze przeczytaliście. Chip, bohater, czy raczej antybohater zagrany przez samego reżysera filmu, Tylera Cornacka, ma dziwaczną zdolność wciągania różnych rzeczy tyłkiem. Zaczyna dość niewinnie – początkowo wybiera przedmioty znalezione w domu. Wstydliwym aktom towarzyszy uczucie, które staje się uzależniające. Gdy wciąganie tyłkiem rzeczy codziennego użytku przestaje być satysfakcjonujące, ofiarą obsesji Chipa padają najpierw domowy zwierzak, a następnie ludzie. Bohater działa jak seryjny morderca i staje się coraz bardziej zuchwały. Tajemnicy Chipa zagraża jednak nowa znajomość. Na spotkaniu AA złoczyńca poznaje Russella Foxa – nieokrzesanego detektywa, który zaczyna interesować się podejrzanym zachowaniem kolegi. Szykujcie się na nietypowe śledztwo w sprawie zbrodni, zabawę schematami znanymi z filmów noir i innych amerykańskich kryminałów, absurdalny humor oraz żarty o tyłkach i gazach opowiadane z rozbrajającą powagą.

Siłą Tam, gdzie słońce nie dochodzi jest nie tylko szalony pomysł na fabułę, ale też jego sprawna realizacja. Strona formalna (m.in. kreacje aktorskie oraz gra światłem czy dźwiękiem) nie wzbudza zastrzeżeń. Buduje mroczny klimat, który w zabawny i w pełni zamierzony sposób nie pasuje do głupkowatej koncepcji napędzającej akcję. Wspaniale patrzy się na zmagania stereotypowych bohaterów. Detektywa Russella będącego brutalem o dobrym sercu, bardzo złych manierach i ekstremalnie przetłuszczonych włosach. Także przestępcy Chipa, który pod spokojem i niepozornością skrywa mroczny, śmierdzący (dosłownie) sekret. Przemieszanie elementów komedii, kryminału, thrillera i czynników nadnaturalnych zakończyło się sukcesem. Tam, gdzie słońce nie dochodzi jest dziełem absurdalnym, oryginalnym i przedziwnym. To nieskrępowana zabawa formą, kuriozalnymi pomysłami, przyzwyczajeniami widzów i niestosownymi żartami. Idealny wybór na seans o północy.

Przeczytaj również:  "Doktor Strange" i "Thor. Odrodzony" - Na nowo, czyli po staremu [RECENZJA]

Myślę, że film Tylera Cornacka nie spodobałby mi się aż tak bardzo, gdyby nie szczególne warunki, w jakich go obejrzałam. Otoczona octopusową, co chwilę wybuchającą śmiechem publicznością, wygodnie usadowiona na leżaku, pokrzepiona nadmorskim powietrzem i przesiąknięta wyjątkową atmosferą ulicy Elektryków, bawiłam się doskonale. Gdybym zobaczyła Tam, gdzie słońce nie dochodzi w domu albo w zwykłej sali kinowej, zamiast śmiać się do łez i dziko rechotać, raczej poprzestałabym na paru parsknięciach i szerokim uśmiechu.

Żarty o dupie nie są aż tak śmieszne. Nawet te opowiedziane z odpowiednią dozą powagi, okraszone czarnym humorem i zestawione z przedziwnymi okolicznościami. A jednak te same żarty, usłyszane (czy obejrzane) w odpowiednim towarzystwie i otoczeniu, działają znacznie lepiej. Oczywiście wstydzimy się tego, że czasem bawi nas skatologiczny humor. To żaden powód do dumy. W ciemnościach klubu B90, gdzie jako festiwalowa publiczność stanowimy wspólnotę, możemy jednak w bezpiecznych warunkach pośmiać się z tego, z czego w codziennych okolicznościach nie za bardzo wypada żartować. Nikt nas wtedy nie ocenia. Nawet jeśli tak się dzieje, mamy to „tam, gdzie słońce nie dochodzi”.

Podczas seansu w ramach Octopusa wpadłam w samonakręcającą się spiralę wesołości. Zwariowany, a zarazem świetnie zorganizowany festiwal, seans o północy, towarzystwo innych pasjonatów kina gatunkowego. Trudno wyobrazić sobie lepsze warunki do obejrzenia szalonego dzieła Tylera Cornacka. Zabawa stylem i tematyką filmu noir, końska dawka absurdu i świetni bohaterowie – Tam, gdzie słońce nie dochodzi naprawdę da się lubić. Trzeba jednak mieć świadomość tego, że podczas seansu będzie się obcować ze wzorcowym Midnight Movie. Film wzbudzi skrajne emocje – można świetnie się na nim bawić albo stale czuć zażenowanie i poirytowanie. Jeśli zwiastun i opis Tam, gdzie słońce nie dochodzi zachęci was, zamiast odstraszyć, zaryzykujcie. Najlepiej obejrzeć go w gronie znajomych i dysponując napojami rozluźniającymi atmosferę (yerbata też będzie w porządku!). Macie szansę zyskać nowe guilty pleasure albo poznać nową perełkę wśród Midnight Movies, do której oglądania będziecie przyznawać się otwarcie.

Przeczytaj również:  „Daredevil: Nieustraszony. Tom 7” – nie taki diabeł straszny [RECENZJA]

 

– Zobaczcie całą naszą relację z festiwalu!

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.