Advertisement
FelietonyPublicystyka

Stan permanentnego zauroczenia – O kinofilskich praktykach fanów

Marcelina Kulig
cinema paradiso kinofilia
Źródło: Materiały prasowe

Pokrywanie ścian pokoju plakatami. Ustawianie motywu muzycznego z ulubionego filmu jako dźwięk budzika. Kolekcjonowanie płyt, autografów, figurek, toreb i innych gadżetów związanych z ukochanym tytułem. Rozmawianie cytatami. Pielgrzymowanie do miejsc, w których kręcono dany film. Zmienianie fryzury czy stylu ubioru, by upodobnić się do bohatera z konkretnej produkcji. Organizowanie i odwiedzanie filmowych festiwali, retrospektyw, kin samochodowych czy seansów o północy. Kinofilia może przyjmować różne formy, ma za to jeden wspólny mianownik – miłość.

Definicja

Bodaj najdokładniejszą definicję kinofilii podał Tadeusz Lubelski, odwołując się do francuskiego cinephilie oznaczającego miłość do kina. Polski historyk filmu odgraniczył ten termin od kinomanii, ze względu na ujemny odcień drugiego ze słów. Napisał: „jak każda » mania« kojarzy się [ona] z lekkim odchyleniem od normy, z dewiacją. Nie da się ukryć, że i taki aspekt zawierał się w kinofilii, o której tu mowa. Więcej w niej jednak cech analogicznych do bibliofilii: […] była szlachetnym, bezinteresownym znawstwem, a zarazem swoistym kolekcjonowaniem filmów, jak w bibliofilii te cechy odnoszą się do książek. Różnica polegała na tym, że kinofilia – w sposób naturalny – uprawiana była zbiorowo”[1].

Współczesna kinofilia występuje w dwóch podstawowych formach. Jedną z nich można nazwać, za Marcinem Adamczakiem, aktywną (związaną przykładowo z uczestnictwem w festiwalach), a drugą – pasywną[2]. Pasywna kinofilia opiera się na oglądaniu filmów w domu, korzystając z telewizorów bądź laptopów i często wiąże się z nielegalnym pobieraniem materiałów z Internetu. Odmiana festiwalowa jest z kolei praktyką aktywną. Można ją kojarzyć z wyjazdem do innego miasta oraz z doświadczeniem zbiorowym i wzięciem udziału w całej gamie typowych dla festiwalowej obyczajowości wydarzeń towarzyszących, jak koncerty, konkursy, wernisaże. Łączy się ona również z zaakcentowaniem społecznej pozycji, bo na niektórych festiwalach po prostu wypada bywać.

berlinale kinofilia
Publiczność podczas Berlinale 2019; Źródło: Berlinale

Kinofilia pasywna jest samotnicza i bierna. Dla współczesnego miłośnika X muzy to dom stał się jego salą kinową. W ten sposób może on sam komponować repertuar, nierzadko dodając do niego ekscentryczne produkcje w rodzaju The Room czy Plan 9 z kosmosu. Seanse takich dzieł mogą być traktowane jako wstydliwe próby zaspokojenia ciekawości – dana osoba chciałaby przykładowo poznać film, uznawany za najgorszy w historii. Wówczas zdarzenie to odbywa się w samotności i jest owiane tajemnicą. Jednak „domowi” miłośnicy kina nierzadko organizują wspólne seanse poświęcone dorobkowi wybranego reżysera, niejednokrotnie wybór pada na szczególnie frapujących i osobliwych twórców. Spotykają się wówczas, by razem obśmiać nieudolne produkcje.

Kinofilia może być również rytuałem. Polega on na krążeniu wokół kin, wpatrywaniu się w fotosy wystawione w hallu, snuciu wyobrażeń wokół plakatów, tworzeniu klimatu strachu, zakazu, zagrożenia, wywoływaniu w sobie poczucia winy podsycanego przez pożądanie, oddawaniu się – w tajemnicy nocnej projekcji – samotnej przyjemności, która wzmagała poczucie wspólnictwa z filmem[3].

Obcowanie z artefaktami X muzy, kolekcjonowanie ich, a nawet tworzenie z nich swego rodzaju ołtarzy, stwarza silną więź między kinofilem a umiłowaną przez niego sztuką. Filmy stają się obiektami kultu, a wszelkie przedmioty z nimi związane – relikwiami i pożywką dla wyobraźni. Również pogłębiona lektura danego dzieła wydaje się doświadczeniem duchowym i mocno oddziałuje na widza. Często pod wpływem seansu widz przekształca swoje otoczenie, wygląd lub światopogląd. Zmienia fryzurę, by upodobnić się do Amelii, zakłada ciemne okulary, wyobrażając sobie, że dzięki nim wygląda jak Zbyszek Cybulski. Otacza się filmowymi rekwizytami i lubuje w tematycznych memach zrozumiałych tylko dla wtajemniczonych. Stara się żyć w bliskości sztuki, ciesząc się odprawianiem rytuału ku czci kina.

Historia

Narodziny zjawiska kinofilii datuje się na lata 50. XX wieku, kiedy to młodzi francuscy krytycy filmowi (później reżyserzy) François Truffaut, Jean-Luc Godard, Eric Rohmer i ich redakcyjni koledzy odkryli, że preferują dzieła określonych hollywoodzkich reżyserów i postanowili legitymizować uwielbienie dla nich na łamach pisma „Cahiers du Cinéma”. Zapoczątkowanemu przez nich dyskursowi przypisuje się ufundowanie archetypu wszechwiedzącego kinofila, centralnego dla elitarnego podejścia do odbioru kina. Wiązało się z tym również zagadnienie polityki autorskiej oraz dążenie do stworzenia nowej, „idealnej” publiczności.

Kinofilia u swoich początków i w czasie szczególnego rozkwitu (lata 60.) miała dwoistą naturę. Z jednej strony hołubiła Hollywood, popularne gatunki filmowe i reżyserów głównego nurtu, z drugiej – robiła to w wysoce ekscentryczny, elitarny i często sprzeczny z intuicją sposób. Podczas pokazów w Cinémathèque française, gdzie gromadzili się redaktorzy „Cahiers du Cinéma”, ale także w innych paryskich kinach, takich jak MacMahon, rozwinęła się kultura dobrego smaku, która traktowała kino zarówno jako formę sztuki, jak i szczególny sposób przeżycia. Kinofilia była wspierana przez czasopisma i przywiązana do miejsc – sal z wielkim ekranem, kawiarni i redakcji jako przestrzeni spotkań i aren do dyskusji.

kinofilia truffaut
Truffaut/Hitchcock; Źródło: Materiały prasowe

Szczególna miłość do X muzy w latach 50.-60. we Francji była równocześnie demokratyczna (traktując kino uchodzące za przejaw kultury masowej na poważnie) i elitarystyczna, propagując określone dogmaty dotyczące filmowego gustu[4]. W swojej klasycznej formie czyniła rozróżnienie na auteaurs (autorów) i metteurs-en-scene (reżyserów mających kompetencje techniczne, jeśli chodzi o reżyserię filmową, ale nie dających nic ze swojego osobistego stylu do estetyki filmu) po stronie produkcji oraz kinofili i nie-kinofili po stronie odbioru.

Wraz z upływem lat i postępem technologicznym kinofilia zmieniła swoje oblicze, dlatego że zmieniły się sposoby doświadczania kina. W klasycznej formie łączyła ona miłość do kina z miejscem, namacalnym medium filmowym oraz wrażeniami z uczestnictwa w seansie. Bycie miłośnikiem X muzy wymagało podróży do odległych miejsc czy na wydarzenia jak festiwale, by odkryć nieznane filmy i omówić je w ramach klubów dyskusyjnych czy na łamach czasopism. Na początku lat 80. boom VHS, spadek liczby organizowanych seansów i rozwój technologii pozwalających na zaaranżowanie kina domowego sprawił, że definicja kinofilii wymagała ponownego przemyślenia. W dobie rosnącej popularności internetu i pojawiania się nowych przyzwyczajeń odbiorczych stało się to koniecznością. Dla niektórych – jak Susan Sontag czy David Thomson – oznaczało to śmierć kina i kinofilii. Dla innych był to tylko nowy początek.

Teoria

Według Thomasa Elsaessera istnieją dwie kinofilie – dawna i współczesna. Pierwszą niemiecki historyk filmu określił jako „miłość, która nigdy nie kłamie[5]”, w odniesieniu do szczególnego uwielbienia oryginału, autentyczności oraz traktowania seansu jako wyjątkowego zdarzenia. Druga jest „miłością, która nie umiera nigdy”[6]. Nowa kinofilia żywi się nostalgią i przetwarzaniem. Wciąż ożywia kultowe klasyki, powiela kopie wideo, udostępnia tysiące plików do pobrania. Dzięki nowym technologiom współczesna miłość do filmu poszerza naszą pamięć, przywracając jej dawno zapomniane produkcje, wypierane tytuły, ale też zawartość premium. Praktyki wahają się od tych przywodzących na myśl niespokojną sympatię do tych kojarzonych z radosną perwersją[7]. Nowe formy zauroczenia mogą wiązać się też z nowymi formami rozczarowania, takimi jak awarie internetu, niedziałający serwer czy usterka techniczna.

W dyskursach teoretycznych widoczna jest tendencja do badania współczesnej kinofilii jako aktu pamięci (czego przykładem może być podejście Thomasa Elsaessera). Wiele refleksji poświęconych temu zagadnieniu podkreśla przenikanie się miłości do kina i przeszłości. Paul Willemen wyjaśnił, że kinofilia „dotyczy czegoś, co jest martwe, przeszłe, ale żywe w pamięci”[8]. Przykładem tak rozumianego aktu pamięci może być powstanie serialu Stranger Things naszpikowanego popkulturowymi odniesieniami. Dobrym przykładem kinofilskiej tendencji do ożywiania przeszłości jest także film Pewnego razu… w Hollywood.

Kolekcja VHS-ów Disneya; Źródło: Materiały prasowe

Termin kinofilia łączy się z nostalgią i oddaniem. Odnosi się do czegoś więcej niż tylko praktyki chodzenia do kina. Miłość do filmu dla niektórych może być świadomie wybranym stylem życia. To sposób radzenia sobie z przeszłością, poprzez przywracanie jej teraźniejszości. Niematerialne doświadczenie ukochanego filmu nie musi w końcu ginąć przez nieubłagany upływ czasu. Dzięki nowym mediom uwielbiana produkcja może dostać ciało w postaci dysku czy (sic!) miejsca w chmurze i stać się dostępna na wyciągnięcie ręki.

Przeczytaj również:  Checked! TOP10 Netflixa - "Groźne Kłamstwa" [RECENZJA]

Święte miejsca

Dla niektórych oglądanie filmów staje się szansą na ucieczkę od rzeczywistości i codziennych spraw. Podczas seansu można przenieść się do wyobrażonych światów i spełnić choć drobną część swoich fantazji. Jednak wspomniane światy są zwykle osadzone w prawdziwych lokacjach, które da się odwiedzić.

Wszystkie materiały z powyższej galerii pochodzą z profilu Hollywood in Real Life na Instagramie. Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

Część kinofili decyduje się udać z wizytą do miejsc znanych z ekranu. Dzięki odbyciu takiej podróży doświadczenie filmu staje się jeszcze bardziej realne, wręcz namacalne. Popularną kinofilską praktyką jest robienie zdjęć miejscom, gdzie kręcono daną produkcję i zestawianie fotografii z odpowiednim kadrem lub umieszczenie kadru w określonej rzeczywistej scenerii. Pozwala to jeszcze głębiej zanurzyć się w świat ukochanego filmu. Inną częstą praktyką jest chodzenie śladami ulubionych bohaterów. Zdecydowanie wzmacnia to doświadczenie odbioru wcześniej obejrzanej produkcji. Co ciekawe, fakt, że dane miejsce stało się rozpoznawalną filmową lokacją, przyciąga tłumy turystów, a to z kolei zasila gospodarkę konkretnego regionu. Niektórzy organizują nawet wycieczki obejmujące najpopularniejsze lokalizacje. Turystyka filmowa kwitnie w Londynie, Nowym Jorku, we Włoszech, Turcji czy na Malcie, nazywanej europejskim Hollywood.

 

Źródło: Materiały prasowe

 

Welcome to Twin Peaks

Rezydencja z 4 sypialniami i komfortowymi łazienkami zlokalizowana w Everett w stanie Waszyngton „zagrała” rodzinny dom Laury Palmer. Dom z numerem 708 mieści się przy 33-tej ulicy. W jego wnętrzu David Lynch nakręcił sceny odcinka pilotażowego Miasteczka Twin Peaks oraz Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną (w przypadku filmu zrealizowano również sceny na zewnątrz rezydencji). W kadrze pojawia się salon, jadalnia, kuchnia i jedna z sypialni. Ujęcie ustanawiające w serialu pokazuje jednak dom w Monroe w stanie Waszyngton.

kinofilia twin peaks
Źródło: Hollywood in Real Life

Gdy w 1989 roku rozpoczęto kręcenie Miasteczka Twin Peaks, kawiarnia Mar-T w North Bend w stanie Waszyngton została wykorzystana jako bar Double R Diner w odcinku pilotażowym i filmowym prequelu serii. Lokal posłużył jako model dla scenografii stworzonej w Hollywoodzkim studiu, gdzie nakręcono wszystkie inne sceny we wnętrzu restauracji. Kawiarnia została sprzedana w 1998 roku Kyle’owi Twede, który przemianował ją na Twede’s Cafe.

kinofilia zdjęcia fanów
Źródło: Hollywood in Real Life

W mieście Snoqualmie (WA) kinofile kochający Miasteczko Twin Peaks mogą odwiedzić hotel Salish Lodge & Spa „grający” słynny Great Northern, most Reinig znany jako „Ronette’s Bridge” oraz szkołę jazdy DirtFish, która „wcieliła się” w siedzibę szeryfa Twin Peaks. W okolicach miasta na stałe zainstalowano też znak z napisem „Welcome to Twin Peaks”, bardzo podobny do tego, który został umieszczony tam w lutym 1989 roku, gdy kręcono scenę wjazdu Dale’a Coopera do miasteczka.

Źródło: Hollywood in Real Life
Źródło: Hollywood in Real Life

Nowa Zelandia śladami LOTR

Turystyka Nowej Zelandii rozkwitła po tym, jak piękny wyspiarski kraj rozsławiła trylogia Władca Pierścieni Petera Jacksona. Widzów zachwyciła urzekająca, dziewicza przyroda, oczarowały bajeczne górskie pasma, oszałamiające klify i… hobbity.

władca pierścieni nowa zelandia kinofilia
Źródło: Materiały prasowe

Dawny plan filmowy pełen wydrążonych na potrzeby zdjęć norek niziołków stał się atrakcją turystyczną. Można zobaczyć tam miejsca, gdzie zrealizowano słynne sceny, zatrzymać się w klimatycznym hotelu, zjeść w kawiarni inspirowanej Shire, a nawet urządzić wesele. Wioska hobbitów znajduje się w miejscowości Matamata, dwie godziny na południe od stolicy Auckland.

Kinofile zwiedzający Nową Zelandię śladami LOTR mogą zobaczyć też na żywo dolinę Rangitata i wzniesienie Mount Sunday (czyli ważne elementy krajobrazu Edoras, stolicy Rohanu), Alpy Południowe (gdzie zrealizowano sporo górskich scen), Lindis Pass (przełęcz, która stała się częścią lasu Fangorn), Park Kaitoke (filmowe Rivendell), Putangirua Pinnacles (Dimholt), wąwóz Kawarau (Anduina), Glenorchy i Paradise (Isengard), Twizel (Gondor) i wulkan Ngauruhoe (Góra Przeznaczenia).

 

Źródło: Materiały prasowe

 

Wspaniałą atrakcją jest też The Weta Cave, oszałamiające mini muzeum należące do Weta Workshop, firmy będącej zdobywcą nagrody Akademii za efekty specjalne. Można zobaczyć tam rekwizyty, kostiumy, elementy charakteryzacji i efektów specjalnych z Władcy Pierścieni.

Czarujący Londyn

Wiele scen z całej serii Harry Potter nakręcono w ogromnym studiu Warner Bros. w Hertfordshire, które dostępne jest dla zwiedzających. Sporo lokacji znanych z ekranu znajduje się także w Londynie. Do najbardziej popularnych należy stacja King’s Cross ze słynnym peronem 9¾. Można tam zrobić sobie zdjęcie z wózkiem „zanurzonym” w ścianie. W pobliżu atrakcji prowadzony jest sklep z gadżetami z Harry’ego Pottera.

harry potter londyn kinofilia
Źródło: Materiały prasowe

Do londyńskich Potterowych miejsc należą też hotel St. Pancras Renaissance oraz rynek Leadenhall (wykorzystany jako Ulica Pokątna i wejście do Dziurawego Kotła), w pięknym, klasycznym stylu przenoszącym do innego świata.

Aby zobaczyć na własne oczy Hogwart, trzeba opuścić Londyn i udać się do innych angielskich i szkockich miejscowości. Na szczycie listy kinofilskiej podróży powinien znajdować się oszałamiający zamek Alnwick w Szkocji – tam kręcono sceny plenerowe. Katedra w Gloucester służyła z kolei do realizacji wnętrznych ujęć szkoły, podobnie jak Christ Church College i biblioteki księcia Humfreya w Oksfordzie. Można też wybrać się w podróż Hogwarts Expressem i zobaczyć słynny wiadukt Glenfinnan w Szkocji.

kinofilia kinofilia

Źródło: Materiały prasowe

 

Wycieczka z Ojcem Chrzestnym

Ojciec chrzestny Francisa Forda Coppoli, z udziałem Al Pacino i Marlona Brando, należy do najbardziej kultowych filmów gangsterskich, jakie kiedykolwiek powstały. Główne sceny nakręcono w Nowym Jorku. Większość zdjęć studyjnych zrealizowano w nowojorskich Filmways Studios, 246 East 127th Street. Scena ślubna została nakręcona na Staten Island, a uroczystości na świeżym powietrzu w ogrodzie przy 120 Longfellow Road. Bar, w którym Sollozo spotyka Lucię Brasi, znajduje się w hotelu Edison, 228 West 47th Street. Trasa śladami bohaterów filmu obejmuje jednak znacznie więcej lokacji. Niektóre sceny zostały również nakręcone w miejscach w Los Angeles, Nevadzie i we Włoszech.

ojciec chrzestny lokacje
Źródło: Materiały prasowe

Sycylijska podróż dla fanów Ojca chrzestnego wymaga udania się do spokojnego, nadmorskiego miasteczka Savoca. Zapaleni kinofile mogą odwiedzić miejsca z filmu, takie jak Bar Vitelli, w którym Michael prosi o rękę córki Señora Vitellego (i gdzie można również zrobić zdjęcie z sycylijską strzelbą), słodki mały kościół, w którym Michael i Apollonia pobierają się, oraz Piazza Fossia. Istnieje wiele wycieczek tropem Ojca chrzestnego. Przewodnicy pokazują nie tylko lokalizacje filmowe, ale także opowiadają historię sycylijskiej mafii i częstują sycylijskim winem i jedzeniem. Aż chciałoby się powiedzieć „Leave the gun, take the cannoli”.

Drugie najsłynniejsze schody w historii kina

Kinofile chętnie odtwarzają pamiętną scenę z Rocky’ego. Śladami bohatera filmu wbiegają po schodach znajdujących się przed filadelfijskim muzeum sztuki, znanych jako „Rocky Steps”. Do budynku prowadzą 72 kamienne stopnie. Obok niego stoi statua fikcyjnego boksera odlana z brązu. Można z nią zapozować – oczywiście wykonując prawy sierpowy w zwolnionym tempie.

rocky schody kinofilia
Źródło: Materiały prasowe

Zdjęcie pod domem Kevina

Dom, w którym Kevin McCallister został sam na święta i fachowo bronił się przed Mokrymi Bandytami, znajduje się na przedmieściach Chicago w Winnetka. Prawie 30 lat po premierze kultowego świątecznego filmu turyści wciąż gromadzą się obok budynku, by zrobić sobie zdjęcie, odtwarzając słynny wyraz twarzy przerażonego chłopca.

kevin sam w domu prawdziwy dom kinofilia
Źródło: Materiały prasowe

Przedmiot adoracji

Ekstremalni kinofile zrobią wszystko, by zdobyć rekwizyt ze swojego ulubionego filmu. Gdy chodzi o uczucia, cena nie gra roli. Fani i kolekcjonerzy wydali tysiące (a czasem nawet miliony) dolarów, by wejść w posiadanie wyjątkowych filmowych pamiątek. Dla niektórych może wydawać się to przesadą, ale dla właścicieli rekwizytów to świetny sposób na dotknięcie kawałka historii i stworzenie w swoim domu niezwykłego, nostalgicznego otoczenia.

Przeczytaj również:  Animowane "Lighthouse", czyli słodycz i gorycz życia na morzu [FELIETON]

Najdroższe filmowe rekwizyty to:

  • Robby the Robot (Zakazana planeta) – 5.375 miliona dolarów
  • Aston Martin DB5 (Goldfinger/Operacja Piorun) – 4.6 miliona dolarów
  • Sukienka Marilyn Monroe (Słomiany wdowiec) – 4.6 miliona dolarów
  • Sukienka Audrey Hepburn (My Fair Lady) – 4.5 miliona dolarów
  • Statuetka sokoła maltańskiego (Sokół maltański) – 4.1 miliona dolarów
  • Kostium Tchórzliwego Lwa (Czarnoksiężnik z Oz) – 3 miliony dolarów
  • Kostiumy dzieci (Dźwięki muzyki) – 1.5 miliona dolarów
  • Kombinezon Steve’a McQueena (Le Mans) – 984 000 dolarów
  • Samochod Lotus Submarine (Szpieg, który mnie kochał) – 860 000 dolarów
  • Sukienka Audrey Hepburn (Śniadanie u Tiffany’ego) – 807 000 dolarów
  • Latający samochód (Nasz cudowny samochodzik) – 805 000 dolarów
  • Rubinowe buty Judy Garland (Czarnoksiężnik z Oz) – 666 000 dolarów
  • DeLorean (Powrót do przyszłości) – 541 000 dolarów
  • T-800 (Terminator 2: Dzień sądu) – 488 750 dolarów
  • Miecz świetlny Luke’a Skywalkera (Gwiezdne wojny, IV i V) – 450 000 dolarów
  • Dodge Charger (Diukowie Hazzardu) – 450 000 dolarów
  • Pistolet Harrisona Forda (Łowca androidów) – 270 000 dolarów
najdroższy rekwizyt
Najdroższy filmowy rekwizyt – Robby the Robot; Źródło: Materiały prasowe

Seanse o północy

Pojęcie midnight movie jest zakorzenione w praktyce, którą zaczęły stosować w latach 50. amerykańskie stacje telewizyjne, puszczając niskobudżetowe filmy gatunkowe późno w nocy, często z komentarzem ironicznego gospodarza. Seanse o północy rozpowszechniły się z kolei na początku lat 70., szczególnie w Nowym Jorku. Zaczęło się od pokazu Kreta w kinie Elgin. Seanse ostatecznie rozpowszechniły się po całych Stanach Zjednoczonych. O północy pokazywano filmy spoza głównego nurtu, skierowane do kontrkulturowej widowni. Miało to zachęcać do tworzenia kanonów dzieł kultowych, wielokrotnych seansów oraz nawiązywania  interakcji społecznych.

Sukces The Rocky Horror Picture Show podczas pokazów o północy oraz zmieniający się charakter przemysłu filmowego przekształcił formę seansów skoncentrowanych wokół midnight movies. Polityczne i kontrkulturowe ambicje osłabły w latach 80. Seanse o północy stały się czysto kampowym doświadczeniem, przybliżając się do telewizyjnego zjawiska o tej samej nazwie. Na ekranach kin zaczęto wyświetlać dzieła zapomniane i uchodzące za kiepskie, a nie tylko niszowe i rewolucyjne.

the room łyżki
Widzowie podczas pokazu The Room; Źródło: Materiały prasowe

Współcześnie seanse o północy, których przejawem mogą być tłumnie odwiedzane pokazy The Room, stanowią przykład najbardziej uspołecznionej formy kinofilii. Im większa grupa ludzi, tym lepsza zabawa. Pokazom o północy towarzyszą prelekcje, dyskusje, a nawet konkursy kostiumów. Uczestnicy wspólnie śmieją się i komentują wydarzenia na ekranie. Wszystko to przy akompaniamencie przewracających się butelek z piwem, syku otwieranych puszek i chrupaniu popcornu.

Kronikarze i znawcy

Kinofili nie da się nie zauważyć. To właśnie oni najżywiej reagują na filmy czy seriale. Zawiązują aktywne i twórcze społeczności. Pierwszym krokiem w tym kierunku są zwyczajne rozmowy – na żywo lub w sieci – na forach, grupach czy fanpage’ach. Szczególnie media społecznościowe dają możliwość dzielenia się zasobami wizualnymi czy informacjami ekspresowo i w dużym zasięgu.

Kinofilskie praktyki społeczne prowadzą do stworzenia przestrzeni spotkań – czy to wirtualnych, czy to fizycznych. W przypadku tych drugich pole do bezpośrednich interakcji dają szczególnie wspomniane seanse o północy, pokazy specjalne oraz festiwale. Te ostatnie mają wybitnie zrytualizowany charakter. W ramach świąt kina organizowane są pokazy filmów,  spotkaniami z twórcami i ekspertami, prezentacje kostiumów czy rekwizytów, koncerty, zabawy taneczne oraz stanowiska handlowe. Ważne w kontekście tych wydarzeń jest poczucie przynależności do grupy oraz dzielenie doświadczeń.

Czy to na żywo, czy też w sieci, kinofile zbierają i wymieniają wiedzę na temat kina. Tworzą archiwa i bazy danych. Porządkują i wizualizują informacje na różne, często bardzo pomysłowe sposoby. Piszą wyrafinowane analizy i recenzje, szczegółowo omawiają lore danego uniwersum. Ponadto mają własne rytuały, zwyczaje, tradycje, jubileusze i tabu. Współdzielą też specyficzny język i wewnętrzne żarty. Wszystko to staje się podstawą ich autoidentyfikacji, a nierzadko także kryterium przynależności do grupy.

Kinofile-twórcy

Kinofile wyrażają swoją miłość do kina również poprzez sztukę. Popularne są tzw. fan arty, czyli dzieła tworzone przez fanów inspirowanych danym filmem. Mogą przyjmować one formę obrazów, rysunków, grafik, awatarów, animacji, kolaży fotograficznych albo plakatów.

Flore Maquin
©Flore Maquin

Ciekawym przejawem twórczości miłośników kina są też filmy fanowskie. Mają one różną tematykę i długość. Mogą być amatorskimi zwiastunami nieistniejących produkcji albo wariacją na temat historii opowiedzianej w danym filmie. Rzadko zdarzają się wśród nich pełne metraże. Filmy tworzone przez kinofili przyjmują też postać wideoesejów i innych analitycznych klipów omawiających dany tytuł, określony motyw czy szczegóły techniczne. W sieci zamieszczane są również video hołdy (video tributes) dla ukochanych produkcji, prezentujące najlepsze sceny, dialogi czy ulubionych bohaterów.

Kinofilia wśród filmowców

W historii pojawiło się wielu reżyserów, którzy rozwijali swoje rozumienie kina poprzez uczestniczenie w festiwalach, seansach czy zachłanne oglądanie jak największej liczby tytułów. Do filmowców-kinofili można zaliczyć Jean-Luca Godarda, Claude’a Chabrola czy Françoisa Truffauta. Później byli nimi m.in. Brian De Palma, Jim Jarmusch, Wim Wenders, Paul Thomas Anderson, Martin Scorsese czy Wes Anderson. Najbardziej znanym przykładem filmowca-kinofila pozostaje jednak Quentin Tarantino. Reżyser chętnie żongluje konwencjami i motywami zaczerpniętymi z kina gatunków, m.in. filmów sztuk walki czy spaghetti westernów.

Kinofilia wśród filmowców często bazuje na nostalgii. Staje się wówczas próbą ocalenia przeszłości, przywrócenia dawnych tytułów nowym pokoleniom. Jak napisał Michał Walkiewicz „Hollywood jest świadome tego faktu od co najmniej od lat 80., dlatego wciąż gra kartą sentymentu”[9]. Obecnie najpełniej przejawia się to w produkowaniu kolejnych remake’ów i rebootów. Nowy punkt wyjścia, nowi aktorzy, odmieniona estetyka – wszystko pozwala na podtrzymanie zauroczenia i nieustającego kultu filmowej serii. Rebootom i remake’om towarzyszą gadżety – część skierowana do dzieci, część do dziecka tkwiącego w dorosłych.

Miłość do kina definiowana jako kinofilia to bardzo szerokie zjawisko przyjmujące rozmaite formy. Opiera się ono na kilku paradoksach. Przede wszystkim składają się na nie doświadczenia indywidualne, takie jak samotne poszukiwania, twórczość i kolekcjonerstwo, ale także zbiorowe, jak festiwale, seanse o północy czy współtworzenie grup dyskusyjnych. Ponadto kinofilia przybiera formy ogólniejsze czy całościowe, wiążące się z chęcią oglądania jak największej liczby filmów i odkrywania zapomnianych produkcji, ale również te wiążące się ze ścisłą selekcją obiektów uwielbienia. Miłość do X muzy może przejawiać się w nostalgicznym podejściu albo w zwróceniu ku przyszłości, w poszukiwaniu nowych form doświadczania. Niekiedy dąży do zintegrowania procesów twórczych z odbiorczymi, okrywając swój kreatywny potencjał. Ta szczególna, bezinteresowna miłość ma niejedno imię i można przeżywać ją na rozmaite sposoby. Jedno jest pewne – współcześnie o byciu kinofilem nie decyduje poziom znawstwa (dlatego lepiej odpuścić sobie wszystkie quizy zatytułowane „Czy jesteś prawdziwym kinofilem”, wymagające popisywania się wiedzą), lecz stopień emocjonalnego zaangażowania.


[1] T. Lubelski, Nowa fala. O pewnej przygodzie kina francuskiego, Kraków 2000, s. 22.

[2] M. Adamczak, Nie wychodząc z domu, „EKRANy” 2015, nr 1, s. 70-74.

[3] J. Douchet, Nouvelle Vague, Paryż 1998, s. 13-19, cyt. za T. Lubelski, op.cit., s. 24.

[4] Cinephilia: Movies, Love and Memory, red. M.de Valck, M. Hagener, Amsterdam 2005, s. 11-12.

[5] T. Elsaeser, Cinephilia or the Uses of Disenchantment,[w:] Cinephilia…, s. 41.

[6] Tamże.

[7] Tamże.

[8] Cinephilia…, s. 14.

[9] M. Walkiewicz, Wszyscy jesteśmy kinofilami? [w:] „Pleograf. Kwartalnik Akademii Polskiego Filmu”, nr 2/2017. Warto jednak zaznaczyć, że hollywoodzkie granie na nostalgii i sentymencie to praktyka znacznie starsza niż wspomniane lata 80, choć w tamtej dekadzie podobne działania zdecydowanie zyskały na intensywności.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.