FilmyRecenzjeStreaming

Klaustrofobicznie, pandemicznie. Recenzujemy “Tlen”

Marcelina Kulig
tlen
Źródło: Materiały prasowe

Alexandre Aja, który w Pełzającej śmierci nie pozwalał złapać widzowi oddechu, kontynuuje obraną strategię, zamykając nas razem z bohaterką w komorze kriogenicznej z szybko kończącym się zapasem tlenu. Twórca prezentuje nam pandemiczny thriller o izolacji, utracie bliskich i niepewnej przyszłości. Choć jego akcja rozgrywa się w jednym miejscu, na bardzo ograniczonej przestrzeni, nie sposób się nudzić. Najjaśniejszymi punktami Tlenu okazują się niestandardowe podejście do tematu epidemii, pomysłowy scenariusz i świetna gra aktorska Mélanie Laurent, na której barkach spoczywały losy całego przedsięwzięcia.

Film rozpoczyna się od przebudzenia się kobiety w komorze kriogenicznej. Bohaterka nie pamięta, jak się tam znalazła ani kim jest. Jej pomieszane i niespójne wspomnienia tworzą plątaninę, z której trudno coś wywnioskować. Na domiar złego okazuje się, że z powodu uszkodzenia komory zapasy tlenu szybko ulegają zużyciu. Wydając kolejne polecenia komputerowi pokładowemu MILO – nieco przyjaźniejszemu od HALa 9000 – kobieta próbuje dowiedzieć się czegokolwiek o swojej tożsamości i miejscu, gdzie znajduje się komora, mogąca wkrótce stać się jej trumną. Bohaterka musi ustalić kim jest, dlaczego znalazła się w tej sytuacji i spróbować ocalić życie. Rozpoczyna się wyścig z czasem, sprzecznymi informacjami i technologią sprzeciwiającą się człowiekowi.

W budowaniu napięcia i wywoływaniu dyskomfortu u widza Tlen wykorzystuje dwa niezwykle popularne lęki – klaustrofobię oraz tafefobię, czyli lęk przed pogrzebaniem żywcem. Wspomniane fobie napędzały filmy takie jak Pogrzebany, Diabeł, 127 godzin czy nawet pewną pamiętną scenę z Kill Bill 2. Wśród wspomnianych produkcji Tlen wyróżnia się tym, że bohaterka musi rozwiązać zagadkę, aby wydostać się z niebezpiecznej sytuacji. Kluczem do wyjścia z kapsuły okazują się umiejętnie zadawane pytania. Kobieta ma do dyspozycji superkomputer, media społecznościowe oraz kontakt telefoniczny z wybranym numerem. Wiemy dokładnie tyle, co przebudzona bohaterka, dlatego towarzyszenie jej w zbieraniu informacji pomocnych w ucieczce okazuje się jeszcze bardziej emocjonujące. Napięcie dodatkowo podkręcają sceny halucynacji, komunikaty o kończącym się zapasie tlenu i sprzęt medyczny próbujący poddać kobietę niechcianym zabiegom.

Przeczytaj również:  Wong Kar Wai: "Happy Together"
tlen
Źródło: Materiały prasowe

Biorąc pod uwagę, że cała akcja filmu (poza retrospekcjami czy przebłyskami wspomnień) rozgrywa się w komorze, Mélanie Laurent musiała sprostać niezwykle trudnemu aktorskiemu zadaniu. Przez twarz jej bohaterki stale przebiegały emocje – od strachu, złości i żalu po uczucie ulgi – i każda z nich była przekonująco zagrana. Laurent musiała operować wyłącznie mimiką i głosem, a także skupiać uwagę widza na tyle, by nie przeszkadzało mu to, że wciąż obserwuje jedną lokację i tę samą osobę. To prawdopodobnie jeden z najbardziej udanych, eleganckich występów aktorskich roku.

Tlen jest filmem, który definiuje brak przestrzeni. Nie ma się dokąd schować, dokąd pójść, a każde ujęcie koncentruje się niemal na tym samym miejscu. Alexandre Aja podjął imponujące wyzwanie, co zaowocowało być może najlepszą produkcją w jego karierze. Udało się mu nie tylko wytrwale budować napięcie, ale też przytrzymać widza przed ekranem przez kolejne niespodziewane (niektóre odrobinę naciągane) zwroty akcji. Kamera pokazuje przestrzeń niewiele większą od ludzkiego ciała zawsze z odpowiedniego kąta, by wszystkie emocje, napięcia i słowa mogły odpowiednio wybrzmieć. Aja przekuł ograniczoną ilość wolnego miejsca w zaletę, skutecznie tworząc duszną, klaustrofobiczną atmosferę. Co ciekawe, bohaterka nie musiała bazować wyłącznie na sile fizycznej, szukając wyjścia z komory. Kluczowe okazała się umiejętność łączenia faktów, oceniania prawdziwości uzyskanych informacji oraz zadawania odpowiednich pytań.

Tlen kręcono latem 2020 roku, dlatego można dostrzec w nim echa pandemii. Wspomniany temat potraktowano mniej lub bardziej dosłownie. Subtelniejszymi nawiązaniami wydają się wątki samotności, izolacji oraz określania swojej tożsamości poprzez wspominanie czasów przed zamknięciem (np. poprzez przeglądanie zdjęć w mediach społecznościowych, żeby przypomnieć sobie, jak dawniej wyglądało życie). Jeden z plot twistów bardziej dosłownie traktuje pandemię – w jego przypadku nie chciałabym zbyt wiele zdradzać. Nie dziwi fakt, że temat globalnej epidemii podęto w ramach gatunku science fiction – to bardzo wdzięczne pole do rozprawiania się ze wspólnymi lękami i do przewidywania tego, co przyniesie jutro.

Przeczytaj również:  New Age'owe stworzenia i jak je znaleźć. Recenzujemy „Cryptozoo”
tlen
Źródło: Materiały prasowe

Francuski thriller sci fi Tlen trafił bezpośrednio do biblioteki Netflixa, co dodatkowo podkreśla jego uwikłanie w aktualną sytuację na świecie. Klaustrofobiczny film o byciu uwięzionym w komorze z ograniczonym zapasem tlenu przypomni nam, że zamknięcie w domu czy dyskomfort związany z noszeniem maseczek to drobne niedogodności w porównaniu z sytuacją głównej bohaterki. Istotniejsze wydaje się jednak podkreślenie ludzkiej woli przetrwania, która może nadać kierunek naszej przyszłości. Tlen być zawiera trochę za dużo zwrotów akcji, ale nie winię za to twórców – musieli w końcu podtrzymać historię bez przesadnego wikłania się w retrospekcje. Co ważne, scenariusz łączy w sobie aspekt walki o życie i tajemnicę, którą chcemy poznać razem z bohaterką. Żadnego pytania nie pozostawiono bez odpowiedzi, a całość splata się w umiarkowanie optymistyczną wizję przyszłości. Fabuła zdaje się dążyć do przynoszącego ulgę katharsis połączonego z chwilą zadumy. Niestety trzeba przyznać, że film traci sporo powietrza w drodze do wielkiego finału. Ledwo pozostaje go do kojącego wydechu na zakończenie.

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.