Elektroniczna melancholia – Soundtrack “Blade Runnera”

Bezsporne dzieło filmowego geniuszu Ridleya Scotta ma równie imponującą ścieżkę dźwiękową, stworzoną przez greckiego maestra syntezatorów, Vangelisa. Elektroniczne kompozycje odegrały istotną rolę w budowaniu przygnębiającej, dusznej atmosfery futurystycznego Los Angeles. Chociaż muzyka do Blade Runnera bez wątpienia służy opowieści i nie wybija się na pierwszy plan, okazała się na tyle istotnym elementem nastrojotwórczym, że trudno wyobrazić sobie bez niej tak kultowe sceny, jak słynny monolog o łzach ginących w deszczu.

Wykorzystanie syntezatorów w ścieżkach dźwiękowych filmów wczesnych lat 80. nie było niczym odkrywczym, szczególnie w gatunku science fiction. Tworzenie elektronicznych soundtracków wciąż wydawało się jednak przedsięwzięciem ryzykownym. Wielu „poważnych” kompozytorów szydziło z pomysłu komponowania muzyki filmowej z użyciem nowego sprzętu, twierdząc, że syntezator nigdy nie uchwyci takiego poziomu emocjonalności i tylu subtelnych odcieni ludzkich uczuć, co tradycyjne partytury orkiestrowe. Wielkie dzieło Vangelisa zadało kłam podobnym przekonaniom. Grecki artysta stworzył muzykę do Łowcy androidów z pasją i starannością, osiągając efekty niemożliwe do uzyskania z wykorzystaniem tradycyjnych instrumentów.

blade runner soundtrack
Vangelis komponujący muzykę do Łowcy androidów (Blade Runnera).

Vangelis przykuł uwagę szerszego grona odbiorców ścieżką dźwiękową do Rydwanów ognia. Muzyka do filmu, wraz z pamiętnym leitmotivem, została nagrodzona Oscarem. Niedługo po tym sukcesie do Greka zgłosił się Ridley Scott, prosząc o stworzenie kompozycji do swojego nowego projektu inspirowanego powieścią Philipa K. Dicka. Muzyk entuzjastycznie przystał na tę propozycję.


Zobacz też: Klasyka z Filmawką – “Czas Apokalipsy” czterdzieści lat później…

Ścieżki dźwiękowe Rydwanów ognia Blade Runnera, mimo wykorzystania syntezatorowego brzmienia, znacznie się różnią. Słynny motyw przewodni pierwszego z nich jest integralną częścią konstrukcji całego filmu. Powtarza się w kilku najistotniejszych momentach, by połączyć całość opowiedzianej historii. Muzyka do Rydwanów ognia podnosi na duchu, zawiera zapadające w pamięć melodie, które chętnie wykorzystuje się w popkulturze – od zawodów sportowych po kino gatunków. Zdobycie Oscara za soundtrack do wspomnianego filmu było też ostatnim słowem w debacie nad tym, czy naprawdę można tworzyć utwory o wielkim emocjonalnym ładunku bez udziału orkiestry.

Blade Runnerze muzyka pełni znacznie bardziej tradycyjną funkcję. Jest powściągliwym, dyskretnym tłem dla wydarzeń. Bezbłędnie pomaga ustanowić nastrój każdej ze scen. Chociaż kompozycje podległe są obrazowi, Łowca androidów nie byłby tym samym filmem, gdyby nie ich obecność.

Tech-noir

Prace nad ścieżką dźwiękową Łowcy androidów trwała od połowy 1981 do kwietnia następnego roku. W tym czasie Vangelis skomponował, zaaranżował, wykonał i wyprodukował utwory do filmu, tworząc dzieło w pełni odzwierciedlające jego wyjątkową, totalną wizję. Artysta uzbrojony w legendarne syntezatory, m.in. Yamaha CS-80, zastosował najnowocześniejszą technologię, taką jak cyfrowy pogłos, i niezastąpiony Lexicon 224-X, do połączenia wizualizacji, dialogów i dźwięków w jedną symbiotyczną, elektryzującą całość. Vangelis wykorzystał brzmienie tych urządzeń w sposób rzadko dotąd słyszany. Jego dzieło nie jest jednak wyłącznie dodatkiem do elementów wizualnych ani przewodnikiem po tym, co my, jako widzowie, powinniśmy czuć. Muzyka w Blade Runnerze niejako zapieczętowała aurę filmu, zyskując umiejętność natychmiastowego przywoływania obrazów i emocji, do jakich się odnosi.

yamaha cs-80 blade runner soundtrack
Polifoniczny, analogowy syntezator Yamaha CS-80.

W tworzeniu soundtracku Vangelisa wspierał jeden inżynier dźwięku, Raine Shine. Obsługiwał on magnetofon i pomagał w miksowaniu. Z kolei inżynierowie Dolby Stereo zainstalowali urządzenia redukujące szumy, które okazały się przydatne w przeniesieniu miksów 4-ścieżkowych na wymaganą taśmę 1/4 cala. Specjaliści potwierdzili też, że sprzęt używany w Nemo Studios w Londynie będzie kompatybilny z wideo.


Zobacz też: 10 najbardziej oczekiwanych premier na 10. American Film Festival [ZESTAWIENIE]

Zazwyczaj Vangelis odbierał taśmy VHS wprost z pokoju montażystów. W warstwie audio zawierały one wyłącznie dialogi bez żadnych efektów dźwiękowych. Kompozytor ustawił ekrany w studiu nagrań, by niezależnie od tego, na którym syntezatorze pracował, mógł zobaczyć wydarzenia dziejące się na ekranie i odpowiednio zsynchronizować z nimi muzykę.

roland promars blade runner soundtrack
Syntezator Roland ProMars CompuPhonic.

Do stworzenia podkładu dla sekwencji otwierającej film Vangelis wykorzystał Yamahę CS-80, generując dźwięki wprowadzające w futurystyczno-nihilistyczny klimat. Wspomniany sprzęt zapewniał pełną kontrolę nad mocą i głębią każdej nuty dzięki mechanizmowi aftertouch. Kultowy już syntezator był używany przez kompozytora również przy pracy nad pozostałymi częściami ścieżki dźwiękowej. W tworzeniu soundtracku Vangelis posłużył się też Rolandem VP-330 VocoderPlus, Rolandem ProMars CompuPhonic i czasami Fenderem Rhodes, pozwalającymi uzyskać bardziej tradycyjne brzmienia. Niskie dźwięki, szumy i rezonujące odgłosy zostały wygenerowane przez Sequential Circuits Prophet 10. Rytm nadawany był z kolei przez Yamahę GS-1.

Kiedy Vangelis tworzył różne utwory do filmu, improwizował i nagrywał, równocześnie oglądał poszczególne sceny, pozwalając oprawie wizualnej kierować swoimi działaniami. Przyjął zarazem niekonwencjonalne podejście, nie tylko komponując muzykę, ale też dodając elektroniczne efekty do obrazu. Przykładowo podczas początkowych scen z dystopijnym pejzażem miasta Vangelis dodał wznoszące się dźwięki, kiedy jeden z „latających samochodów”, spinnerów, wchodzi w kadr.

Tworząc muzykę do filmu, grecki artysta skorzystał również z pomocy wokalisty Demisa Roussosa. Pamiętną melodią w Blade Runnerze jest też solówka na saksofonie tenorowym, Love Theme brytyjskiego saksofonisty Dicka Morrisseya. Poza oryginalnymi kompozycjami, w soundtracku pojawił się także utwór Memories of Green z albumu Vangelisa See You Later. Wraz z dziełami artysty i stworzonym przez niego futurystycznym ambientem w krajobrazie dźwiękowym filmu usłyszeć można również piosenkę japońskiego zespołu Nipponia: Ogi no MatoThe Folding Fan as a Target z wydania Japan: Traditional Vocal & Instrumental Music, a także utwór harfistki Gail Laughton z Harps of the Ancient Temples.


Zobacz też: “Lighthouse” – Cienie, krzyki, trzaski [RECENZJA]

Przyszłość w stylu retro

Wizualnie i stylistycznie Blade Runner przypomina film noir. Razem z bohaterami przemierzamy nasiąknięte deszczem ulice Los Angeles. Akcja toczy się w mieszkaniach typu penthouse i w ciemnym śródmieściu. Na ekranie widać ślady mody lat 40., w tym długi płaszcz noszony przez Deckarda. Wnętrza pozbawione zaawansowanych technologii i ceglane ściany budynków przypominają wszystkie ponure scenerie czarnego kina. Światłocień (nawet w neonowym wydaniu) dodatkowo zwiększa ten efekt. Strumienie światła wdzierają się do obskurnych pomieszczeń i uderzają w twarze bohaterów, by zasugerować ich moralną niejednoznaczność lub głęboki kryzys tożsamości. Środowisko rodem z filmu noir jest wspierane również przez część ścieżki dźwiękowej autorstwa Vangelisa. Saksofonowe, bluesowe solówki ilustrują sceny dziejące się w barach i w momentach sugerujących potrzebę prywatności. To dźwięki przepojone melancholią i poczuciem straty.

blade runner łowca androidów

Instrumenty dęte jęczą z pasją, podkreślając intymność chwil, takich jak zbliżenie Deckarda i Rachel. Być może nawet wskazując na cienką granicę między tym, co ludzkie, a tym, co sztuczne. Podtekst jazzowo-bluesowych brzmień jest miejski, przywiązany do brudnych, ciemnych ulic.

Technofobia przepuszczona przez syntezator

Tak, jak saksofon kojarzy się z kinem noir, nieodłącznym atrybutem soundtracku science fiction wydaje się muzyka elektroniczna. Nie dziwi więc fakt, że Vangelis zaangażowany do pracy nad filmem łączącym w sobie oba wspomniane gatunki, wykorzystał w tworzonych kompozycjach te charakterystyczne brzmienia. Muzyka towarzysząca sekwencji otwierającej Łowcę androidów ogłasza widzom dość wyraźnie, że mają do czynienia z kinem sci-fi. Elektroniczne dźwięki i wirujące glissanda są bardzo sugestywne. Każą spodziewać się czegoś złowrogiego, wprowadzają do tajemniczego i nieprzyjaznego świata przyszłości.

Elektronicznie wygenerowane dźwięki pojawiają się również w scenach podkreślających odmienny status replikantów. Cybernetyczna polifonia uwypukla napięcie między naturalnym i symulowanym. Futurystyczny soundtrack Vangelisa zakotwicza technofobiczny wymiar filmu. Syntezator, zwiastun osobliwej przyszłości, to cezura sztucznego podziału, którego jesteśmy świadkami. Sugeruje, że w nadchodzących czasach wyłącznie elity będą mieć prawo do oglądania słońca lub nieskażonego piękna. W kółko powracający organiczny puls ścieżki dźwiękowej dodaje semiotycznej wagi dystopijnym obrazom i sceneriom. W kulminacyjnych momentach syntezatorowa muzyka wydaje się niemal łkać. Stało się tak chociażby w scenie monologu i śmierci Batty’ego. Vangelis zastosował w niej smutny motyw przepełniający słuchacza współczuciem. Utwór w poruszający sposób wydobył człowieczeństwo replikanta i jego duchową udrękę.

O ile w większości scen ścieżka Vangelisa jest niewybijającym się na pierwszy plan towarzyszem, o tyle w sekwencji zamykającej można podziwiać niesamowitą elektroniczną melodię w całej jej okazałości. Muzyka wymyka się z ostatniej sceny, by z mocą rozbrzmiewać w napisach końcowych. W tym momencie kompozytor po raz pierwszy mógł w pełni zaprezentować swój potencjał. Muzyka wieńcząca film trafnie ilustruje nowe możliwości otwierające się przed bohaterami opowieści, ale przede wszystkim utrwala wpływ wywarty przez finałową scenę.


Zobacz też: Telewizja grozy – kazus “Ghostwatch”

Dźwięk działa w Blade Runnerze w bardzo pomysłowy sposób, podobnie jak światło. Zdaje się on dobiegać zewsząd, nieustannie atakując to, co powinno być prywatne. Stłumione głosy, bębnienie deszczu, szum, pomruki silników, ogłoszenia płynące z reklam, instrukcje dla uczestników ruchu drogowego, gwar ulicznego tłumu – wszystko to nieustannie ze sobą konkuruje. W świecie przyszłości nie ma miejsce na ciszę, przynajmniej nie w przestrzeni publicznej.

Album wydany dekadę później

Mimo tego, że soundtrack został dobrze przyjęty przez fanów, uznany przez krytyków i nominowany w 1982 roku do nagrody BAFTA i Złotego Globu, wydanie oficjalnego albumu ze ścieżką dźwiękową Blade Runnera było opóźnione o ponad dekadę. Zanim ukazał się krążek z kompozycjami w wykonaniu Vangelisa, New American Orchestra nagrała orkiestrową adaptację utworów, która miała niewiele wspólnego z oryginałem. Opóźnienie wydania płyty i niedoskonałość wspomnianej adaptacji doprowadziły do produkcji licznych butlegów. Pirackie taśmy z soundtrackiem Łowcy androidów pojawiały się już 1982 roku na konwentach science fiction i stały się niezwykle popularne. Co ciekawe, niektóre z nieoficjalnych kompilacji okazały się bogatsze niż krążek wydany przez Vangelisa w 1994 roku.

W 2007 soundtrack wydano w zestawie trzech płyt zatytułowanym Blade Runner Trilogy. Pierwsza z nich zawiera te same utwory, co oficjalna wersja ścieżki dźwiękowej z 1994, druga prezentowała wcześniej niewydaną na płycie muzykę z filmu, a trzecia w całości składała się z zupełnie nowych kompozycji stworzonych przez Vangelisa, inspirowanych duchem opowieści o ludziach i replikantach. Wśród utworów znalazło się Spotkanie z Matką, w którym Roman Polański po polsku recytował fragment wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.


Zobacz też: Zdradliwa przyjemność. Obcowanie z filmowym kiczem [CAMPING #45] 

Ścieżka dźwiękowa Blade Runnera pozostaje jednym z niewielu soundtracków broniących się jako świetna muzyka sama w sobie, niezależna od obrazu. Kompozycje Vangelisa „nie wyróżniają się”, ponieważ płynnie komponują się z narracją i towarzyszącymi jej elementami wizualnymi. Wszystkie składniki filmu stworzyły żywy, oddychający świat, karmiący publiczność wizjami przyszłości w stylizacjach retro. Muzyka kierowała z kolei burzliwą, emocjonującą podróżą widzów, pomagając Scottowi odmalować nie tylko dystopijne wyobrażenia, ale prawdopodobnie również to, co tak naprawdę oznacza bycie człowiekiem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.