Klasyka z FilmawkaPublicystyka

Klasyka z Filmawką – “Diuna” (1984) Davida Lyncha

Marcelina Kulig
diuna
Źródło: Materiały prasowe

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Frank Herbert jest tym dla literatury science fiction, kim J. R. R. Tolkien stał się dla fantasy. Jego powieść Diuna, rozpoczynająca cykl Kroniki Diuny, okazała się międzynarodowym bestsellerem, czarując opisami życia na pustynnej planecie oraz intrygującym spojrzeniem w głąb ludzkiej natury.

Książka została uhonorowana nagrodami Hugo i Nebula. Mimo upływu lat wciąż stanowi inspirację i niedościgniony wzór dla pisarzy i filmowców. Wizja przyszłości Herberta ujmuje swoją złożonością i nieprawdopodobnym bogactwem szczegółów. Tylko jak przełożyć ją na język filmu? Jedną z prób była adaptacja Davida Lyncha z 1984 roku, choć prace nad zrealizowaniem produkcji z tego uniwersum rozpoczęto niedługo po ukazaniu się legendarnej książki.

Kilka podejść do przeniesienia “Diuny” na ekran

Po sukcesie powieści Franka Herberta próby adaptacji Diuny rozpoczęły się w 1971 roku. Prawa do realizacji filmu nabył producent Arthur P. Jacobs. Niestety mężczyzna zmarł dwa lata później, pozostawiając za sobą wczesne prace nad projektem. Prawa do filmu cofnięto w 1974 roku i przejęło je francuskie konsorcjum pod przewodnictwem Jeana-Paula Gibona. Reżyserem filmu miał z kolei zostać Alejandro Jodorowsky.

Rozpoczęły się prace nad realizacją ambitnego projektu. Muzykę do Diuny mieli stworzyć członkowie zespołów Pink Floyd i Magma. Dan O’Bannon został zaangażowany do prac nad efektami wizualnymi. Artyści H. R. Giger, Jean Giraud i Chris Foss mieli zaprojektować scenografię oraz wygląd postaci. W roli Imperatora miał być obsadzony sam Salvador Dali. Planowano, że Orson Welles zagra Barona Harkonnena, a Mick Jagger wystąpi jako Feyd-Rautha (co ciekawe w Diunie Lyncha w tej roli zobaczyliśmy innego wpływowego muzyka, Stinga).

diuna
Sting jako Feyd-Rautha/Źródło: Materiały prasowe

Niestety prace nad filmem zostały przerwane. Skończyły się fundusze, a realizowany pomysł nigdy nie dotarł do etapu produkcji. Adaptacja Diuny Jodorowskiego mogła okazać się arcydziełem. Niestety nigdy się tego nie dowiemy. Wiadomo za to, że praca włożona w adaptację włożona przez reżysera i jego zespół wywarła wpływ na kolejne filmy science fiction powstające w następnych latach, w szczególności na Obcego.

Pod koniec 1976 roku włoski producent Dino De Laurentiis nabył prawa do filmu od konsorcjum Gibon. Zlecił Frankowi Herbertowi napisanie nowego scenariusza w 1978 roku. Skrypt liczył 175 stron, co miało odpowiadać 3 godzinom filmu. De Laurentiis zatrudnił wówczas reżysera Ridleya Scotta. Ostatecznie scenariusz napisał Rudy Wurlitzer, a H. R. Giger przeszedł jako projektant z dawnego zespołu Jodorowsky’ego.

Scott planował podzielić książkę na dwa filmy. Pracował nad trzema wersjami scenariusza. Proces przedprodukcyjny przebiegał bardzo powoli. W końcu reżyser porzucił projekt. Gdy prawa do adaptacji miały wygasnąć, De Laurentiis renegocjował je z autorem książki. Wówczas postanowiono też, że realizacja filmu zostanie powierzona Davidowi Lynchowi. Twórca zgodził się wyreżyserować Diunę i napisać do niej scenariusz, chociaż nie czytał książki, nie znał historii, którą opowiadała ani nawet nie interesował się science fiction.

Lynch pracował nad scenariuszem przez sześć miesięcy z Ericiem Bergrenem i Christopherem De Vore. Zespół opracował dwa szkice scenariusza, zanim podzieliły ich różnice twórcze. Lynch pracował następnie nad pięcioma kolejnymi szkicami. Przy 135-stronicowym szóstym szkicu scenariusza wreszcie rozpoczęto realizację zdjęć. Filmowcy dysponowali ponad 40-milionowym budżetem. Do pracy nad produkcją zaangażowano aż 1700 osób. Budowano pracochłonne scenografie, a pustynne zdjęcia kręcono w Meksyku. Wersja filmu zrealizowana przez Lyncha trwała prawie 3 godziny. Universal i finansujący oczekiwali jednak krótszej produkcji. Dino De Laurentiis, jego córka Raffaella i Lynch wycięli więc wiele scen i nakręcili nowe, które uprościły lub skoncentrowały fabułę.

Przeczytaj również:  "Córka boga", czyli "The Other Lamb" [RECENZJA]

Premiera Diuny odbyła się w Waszyngtonie 3 grudnia 1984 r. Film wydano z kolei 14 grudnia. Reklama przedpremierowa była dość obszerna, opierając się na bestsellerowej powieści oraz sukcesie Davida Lyncha – twórcy dobrze przyjętego Człowieka słonia. Kilka czasopism wychwalało produkcję na długo przed premierą. Wyemitowano też dokument o filmie, a także prowadzono sprzedaż gadżetów w sklepach z zabawkami.

Powieść wrzucona do zgniatarki

Oto jak prezentuje się fabuła filmu w jej początkowej części: W dalekiej przyszłości znanym wszechświatem rządzi Padyszach Imperator Szaddam IV. Najcenniejszą substancją w jego imperium jest „przyprawa” nazywana też „melanżem”. Może ona przedłużać życie i rozszerzać świadomość. Wydobywa się ją na pustynnej planecie Arrakis (Diunie). Organizacja zwana Gildią obawia się, że pozyskiwanie przyprawy może być zakłócone. Wysyła więc swojego Nawigatora, by rozmówił się z Imperatorem. Szaddam zdradza swój plan zgładzenia rodu Atrydów, którzy mieli objąć Arrakis w lenno. W zasadzce mieli wziąć udział Harkonnenowie (zwaśnieni z nowymi panami Diuny) wspomagani przez elitarne oddziały Sardaukarów. Nawigator rozkazuje imperatorowi zabicie Paula, syna księcia Leto Atrydy. Rozmowę telepatycznie podsłuchuje członkini szkoły Bene Gesserit, Matka Wielebna Gaius Helena Mohiam. Kobieta wyrusza na planetę Kaladan, siedzibę rodu Atrydów, by poddać Paula specyficznemu testowi. Chłopak zdaje egzamin, ku ostatecznej satysfakcji Gaius Heleny oraz własnej matki, Jessicy, która również należy do Bene Gesserit.

Źródło: Materiały prasowe

W tym samym czasie, sadystyczny baron Vladimir Harkonnen zdradza swoim krewniakom plan zgładzenia Atrydów przy pomocy człowieka z ich otoczenia. Paul wraz z rodziną przybywa na Arrakis. Wkrótce zostaje przeprowadzony atak na ich siedzibę. Książę Leto jest bliski śmierci, a jego syn wraz z matką zostają uprowadzeni. Wrogowie chcą porzucić Paula i Jessicę na pustyni, by rozprawił się z nimi ogromny czerw. Ich plan na szczęście się nie udaje, a młodzieniec i jego matka przedostają się do Fremenów, pustynnego ludu nomadów, który zamierza raz na zawsze odmienić oblicze ich świata.

W dalszej części filmu zaprezentowane są kolejne wybrane wydarzenia z książkowego pierwowzoru. Twórcy mocno okroili materiał źródłowy, dlatego ostatecznie w produkcji pominięto wiele scen – ważniejszych i mniej istotnych. Po części stało się tak z powodu specyfiki filmowego medium, które musi opowiadać historie w zwięzły sposób, by nie przytłoczyć widza długimi godzinami zarejestrowanych scen. Przede wszystkim jednak producenci Diuny obawiali się, że środki zainwestowane w zbyt długi film się nie zwrócą, a opowieść zniechęci do siebie oglądających. Mocno okrojona fabularnie adaptacja Lyncha została więc dodatkowo pocięta i uszczuplona. Co ciekawe, produkcja trwa 2 godziny 17 minut. To dość długi metraż, ale z powodu podjętych decyzji i narzuconego tempa rozwoju wydarzeń całość w odbiorze wydaje się znacznie bardziej skondensowana. Oczywiście nie przyniosło to najlepszych rezultatów.

Źródło: Materiały prasowe

Diuna Davida Lyncha to adaptacja chybiona. W swojej skrótowości nie przypomina nawet streszczenia. Kojarzy się bardziej z pobieżnie sporządzonym planem ramowym wydarzeń z książki Franka Herberta. Co najgorsze, z racji ograniczonego czasu pominięto mnóstwo zdarzeń istotnych dla fabuły pierwowzoru, np. emocjonującą walkę Paula z Dżamisem.

Akcja filmowej Diuny pędzi niby w teledyskowym tempie. Następują błyskawiczne przeskoki między wydarzeniami czy miejscami akcji. Nie ma tu miejsca na moralne dylematy, długotrwałe przygotowania do wojny czy stopniowe zdobywanie szacunku nowej społeczności przez Paula. 623 strony, które czyta się dość długo, usiłowano pomieścić w 2 godzinach i 17 minutach. Wątpię, by wystarczyłoby nawet i 20. Przyspieszona akcja nie daje widzowi chwili oddechu. W dodatku psychologia postaci ani ich motywacje nie zostały wystarczająco pogłębione, dlatego bohaterowie Diuny wydają się bezbarwni albo przerysowani z zupełnym pominięciem ciekawych niuansów.

Przeczytaj również:  "The Slumber Party Massacre" [CAMPING #60]

Powieść Franka Herberta opowiada o budowaniu lepszego świata i realizacji misji wykraczającej poza ambicje jednostki. Nie brakuje w niej walki o wpływy, zmyślnych intryg, mistycyzmu ani polityki. Diuna Lyncha poradziła sobie dobrze tylko z oddaniem onirycznego klimatu niektórych scen wizyjnych oraz wiernie zachowała komentarze wypowiadane przez bohaterów w myślach. Poza tym jako adaptacja zawodzi. Zamieniła obszerną, wielowątkową powieść w płaską, czarno-białą historię eksponującą raczej widowiskowe momenty niż pełne napięcia wyczekiwanie, będące ważnym składnikiem książkowej Diuny.

Między doskonałością a brzydotą

Kostiumy i scenografie potrafią zachwycić. Są niebywale bogate i dopracowane. Wnętrza siedzib rodów prezentują się najbardziej imponująco. Przepych komnat Imperatora kontrastuje z industrialnymi salami Harkonnenów, dlatego widz jest rozpieszczany różnorodnością obrazów.  Być może niektórzy przyrównają scenografie czy stroje do tych znanych z produkcji realizowanych w latach 60., ale nie wydaje się to wadą. Wszak świat Diuny łączył w sobie elementy archaiczne z ultranowoczesnymi. Efekt przestarzałości nie razi, współtworząc raczej niezwykłą, klimatyczną otoczkę dla fabuły.

Źródło: Materiały prasowe

Pozostając przy obrazie, warto docenić dobór niektórych aktorów do ich ról. Kyle MacLachlan nie wygląda co prawda na nastolatka, ale ma subtelną urodę pasującą do dziedzica Atrydów. Świetnie dobrano też Jessicę (Francesca Annis), Alię (Alicia Roanne Witt), księżniczkę Irulanę (Virginia Madsen), Vladimira Harkonnena (Kenneth McMillan), doktora Yuego (Dean Stockwell) oraz Kynesa (Max von Sydow). Ich powierzchowność okazała się wyjątkowo zgodna z książkowymi opisami. Wspaniale odtworzono również wygląd pustynnych czerwi.

Chociaż obsada (przynajmniej w znacznej części) prezentuje się dobrze, jeśli chodzi o aspekty wizualne, nie można powiedzieć tego samego o ich grze. Po części to wina samego mocno fragmentarycznego scenariusza. Niemniej jednak aktorzy w Diunie grają bardzo oszczędnie, przez co w zasadzie nikt nie kreuje roli godnej zapamiętania.

Oglądanie filmu Lyncha może okazać się bolesne albo w niezamierzony sposób przysparzać okazji do śmiechu. Dzieje się tak za sprawą efektów specjalnych przypominających połączenie Birdemic: Shock and Terror z Akademią Pana Kleksa. Szczególnie komicznie wyglądają powietrzne eksplozje. Przypominają dzieło początkujących użytkowników GIMPa i są niezdarnie nałożone. Fremeńskie błękitne oczy nie wypadły najgorzej, ale wciąż bliżej im do kiczu niż do hipnotyzującego widoku.

Po wydaniu Diuny Lynch postanowił nie mówić o filmie w wywiadach i absolutnie wyrzekł się jego wersji telewizyjnej. Stwierdził, że presja ze strony producentów i finansujących znacznie ograniczyła jego artystyczną kontrolę nad projektem. Narzekał też na to, że pozbawiono go przywileju zmontowania ostatecznej wersji filmu. Diuna została wydana na całym świecie w co najmniej trzech wersjach. W niektórych wydaniach nazwisko Lyncha zostało zastąpione w napisach pseudonimem Alan Smithee, pod którym ukrywają się reżyserzy odcinający się od danej produkcji. Jego decyzja nie wydaje się zaskakująca. Diuna w swoich czasach okazała się finansową klapą, a krytycy nie byli nastawieni do niej przychylnie. Z czasem film zyskał status kultowego, choć wciąż dzieli widzów. Nie jest to niestety udana adaptacja i pozostaje liczyć na to, że tegoroczna Diuna lepiej poradzi sobie z przeniesieniem powieści na ekran. Pierwsze zdjęcia wyglądają obiecująco, ale nie przesądzają jeszcze o tym, czy twórcom uda się wiernie przedstawić historię o Paulu Muad’Dibie i jego wyznawcach.

“Diunę” Davida Lyncha obejrzycie od 1 maja na Netflixie!

Jedna odpowiedź do ““Córka boga”, czyli “The Other Lamb” [RECENZJA]”

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.