Advertisement
NH+AFF2020Nowe Horyzonty 2020PublicystykaZestawienia

4 filmy o dramacie jednostki, które trzeba zobaczyć na #NH2020

Redakcja Filmawki
Filmy o dramacie jednostki
© Materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty

Na Nowych Horyzontach od zawsze podejmowane są tematy ważne społecznie, rozliczające się z traumami, demonami przeszłości twórców i twórczyń.

Nasz wybór czterech filmów zwraca uwagę na opowieści o dramatach protagonistek i protagonistów, często niezależnych od nich samych, z którymi to muszą sobie samodzielnie poradzić. O tym czy będą to walki wygrane, przekonajcie się sami.


Przeczytaj również: 4 filmy o sile kobiety, które trzeba zobaczyć na #NH2020

Niezależnie jednak od tego który film wybierzecie, spodziewajcie się ciężkich przepraw, z różnych światów formalnych i artystycznych. Na naszej liście spotkacie znane twarze aktorów (chociażby Aidena Gillena), a także odkryjecie wraz z nami wielkie talenty światowego arthouse’u. Zaręczamy jednak że każda z opowiedzianych historii o dramacie bohaterów/bohaterek jest warta waszego czasu i waszego zaangażowania emocjonalnego.


„Rose gra Julie”, reż. Christine Molloy, Joe Lawlor

Rose, studentka weterynarii, nigdy nie poznała swojej matki. Kojarzyła ją jedynie z dużego ekranu, gdy ta jako zakonnica walczyła z hordami potworów albo zombie. Gdy wreszcie decyduje się doprowadzić do poznania twarzą w twarz, szybko okazuje się, że oddanie Rose do adopcji było spowodowane przemyślaną decyzją – ogromną traumą związaną z jej poczęciem.

Rose gra Julie to opowieść o dramacie, z którym walczą dwie główne bohaterki – Rose i jej biologiczna matka. Piętnem gwałtu, którego ofiarą stała się Ellen i za którego to zrodziła się Rose. Przybrała ona imię Julie, by odnaleźć swojego ojca i zemścić się za wszystkie krzywdy.

Nie spodziewajcie się jednak typowego “revenge” movie. To bardzo poruszająca opowieść o smutku, stracie i samotności, ale też o tym że wspólnie da się pokonać tkwiące w nas traumy. (Maciej Kędziora)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu.

„Patrick”, reż. Tim Mielants

39-letni Patrick mieszka z rodzicami na kempingu dla naturystów. Małomówny, dziwny i nielubiany, niechętnie szuka towarzystwa innych osób. Hobbystycznie zajmuje się tworzeniem drewnianych mebli. Gdy umiera jego ojciec, mężczyzna staje się właścicielem ośrodka. Nie jest przygotowany na przejęcie odpowiedzialności, co chcą wykorzystać żądni władzy urlopowicze. W dodatku Patricka pochłania inna sprawa, przez którą jego świat zadrżał w posadach – utrata ulubionego młotka. Bohater wyrusza na poszukiwania narzędzia, nie mogąc pogodzić się ze stratą.

Fabuła filmu Tima Mielantsa jest dość prosta. To niewiele więcej niż pretekst do zagłębienia się w emocje i motywacje tytułowej postaci. Patrick to samotnik, dorosły pod wieloma względami, zachowujący się jak dziecko. Jego umiejętności interpersonalne nie są zbyt rozwinięte. Brakuje mu ambicji, nie sposób nazwać go bystrym, a jednak udało mu się znaleźć dla siebie niszę, w której ramach, do czasu śmierci ojca i utraty młotka, wiedzie spokojne życie. Gdy próbuje poradzić sobie z kryzysem, stara zachowywać się ze spokojem i opanowaniem. W rzeczywistości jest jednak jak wrzący kocioł emocji, ledwie wytrzymujący narastające ciśnienie. Wspomniane wrzenie przebijające się na spokojnym, momentami nawet beznamiętnym obliczu, zostało świetnie oddane przez Kevina Janssensa, wcielającego się w rolę tak bardzo odbiegającą od pozostałych kreacji w jego dorobku.

Patrick to jednostka emocjonalnie wycofana. Upór, z jakim skrywa swoje uczucia przed światem, wydaje się wręcz komiczny w porównaniu z jego beztroskim podejściem do nagości. Dwie osobiste tragedie sprawiają, że gruba warstwa izolująca emocje Patricka od otoczenia zaczyna powoli się kruszyć. Jak rozumieć desperackie poszukiwania zagubionego narzędzia? Jako sposób na radzenie sobie z utratą bliskiej osoby? Czy też może jako próbę przywrócenia statusu quo i rzeczywistości oswojonej, bezpiecznej, przewidywalnej? Tim Mielants dopilnował, byśmy dramatowi tytułowego bohatera przyglądali się z empatią i szczerą chęcią zrozumienia. Jego film jest opowieścią o inności, zawiłościach ludzkich uczuć i tym, jak trudno nauczyć się odpuszczać. Czynnik szoku związany z ciągłą nagością postaci w kadrze ustępuje już po pierwszych minutach. Później z uwagą przyglądamy się temu, jak Patrick bez ustępstw dąży do prawdy i na swój sposób przeżywa żałobę. Zbliża się w stronę akceptacji losu takiego, jakim jest. (Marcelina Kulig)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu. 

Pełna recenzja „Patrick”!

„Tato”, reż. Srdan Golubović

Pogrążający w smutku seans dzieła Srdana Golubovica nie daje nikomu nadziei na lepsze jutro, na poprawę swojego losu. Nie napawa też nikogo optymizmem przed walką z wszechobecnym systemem represji.

Reżim, który swoim butem gniecie Nikolę, zmusza go do starcia, na które nie da się przygotować. Bezwiednie zbywa ojca, kryje się za stosem nic nie mówiących paragrafów, wykręca się nieokreślonym dobrem odebranych mu dzieci. Skorumpowane instytucje obnażają same siebie, a pozbawioną pomocy jednostkę mają za nic.

Przyparty do muru Nikola rusza w pieszą podróż do serbskiej stolicy, licząc, że głównodowodzący systemu opieki społecznej w jakiś sposób pomoże jego sprawie. Pięciodniowa pielgrzymka przywodzi na myśl ducha Sprawy Kramerów sprzed ponad czterdziestu lat. Ponownie, pomimo miłości, chęci oraz dobrej woli, ojciec stoi na straconej pozycji od chwili usłyszenia pierwszej decyzji dyrektora ośrodka. Aż do ostatniej kromki chleba przy rodzinnym, ale pustym stole.

Nic jednak nie zmieni siły jego uporu, twardości charakteru, żadna decyzja skorumpowanego urzędnika nie zgasi ognia jego miłości do dzieci, dla których codziennie wstaje i daje wszystko, co tylko potrafi. Na przekór świadomości bycia zaledwie oszukiwanym wyrzutkiem nieudanej transformacji, reliktem postkomunistycznej serbskiej porażki gospodarczej. (Martin Reszkie)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu.

Pełna recenzja „Tato”!

„Zmierzch”, reż. Théo Court

Historii przedstawionej w Zmierzchu nie można tak zwyczajnie nazwać “obrazem smutku”. To coś więcej, coś zakorzenione dużo głębiej. Melancholia? Zgubna siła wieloletniej rutyny? Może przyzwyczajenie do życia, które już dawno odeszło. Zamierzchła rzeczywistość trwa jednak dalej dla głównego bohatera, który od bardzo już dawna służy w wielkim, praktycznie zrujnowanym domu. Powoli zaczynają otaczać go pracownicy firmy remontowej, którzy przygotowują posiadłość na nadejście nowych czasów. Niektórzy nie są jeszcze, albo też nigdy nie będą, gotowi na zmiany.

Zmierzch to nie tylko nietypowo łapiąca za serce opowieść, lecz również wizualny majstersztyk. Niewyraźne i zamglone kadry zamykają widza w ledwo ruchomym świecie przeszłości, gdzie zarówno natura, jak i ludzkie ruchy wydają się dobiegać swoich ostatnich dni. Każda scena rozpoczyna i kończy konkretny zakres historii, którą śledzi się z sentymentem porównywalnym do oglądania starych zdjęć w rodzinnym albumie.

Żal i przygnębienie, ale też nostalgia. Przyszłość niebezpiecznie przytłaczająca osłabioną już przeszłość. Produkcja w reżyserii Théo Courta idealnie reprezentuje filmy o dramacie jednostki. Jest to również obraz zamknięty w mosiężnych ramach – zmuszający do nieustannego wpatrywania się w niego i ciągłej refleksji. (Joanna Kowalska)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu.

Zachęcamy również do zapoznania się z innymi zestawieniami

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.