FilmyKinoRecenzje

“Brahms: The Boy II” – Mocna pozycja w uniwersum upiornych lalek [RECENZJA]

Albert Nowicki
fot. Materiały prasowe / Monolith Films

Kiedy cztery lata temu na ekranach kin zadebiutował The Boy, z Lauren Cohan jako zastraszoną nianią, krytycy nie pozostawili na filmie suchej nitki. Jednak reżyser William Brent Bell zdążył przywyknąć do miażdżących recenzji (to on dał nam takie „perły”, jak Demony czy Zostań żywy) i nie przejął się ostrzałem za bardzo. Choć o kontynuację, Brahms: The Boy II, nikt właściwie nie prosił, jej sukces – w kinach lub później, na DVD/Blu-rayu – jest praktycznie pewien. Horrory o upiornych lalkach ludzkiej wielkości zawsze sprzedawały się dobrze, nawet gdy niewiele widzom oferowały (przykład: Annabelle wraca do domu). O powrocie Brahmsa mogliście usłyszeć już wiele złego i zapewniam, że opinie są przesadzone. To film niezły – na pewno nie świetny, ale gwarantujący chyba wszystko, czego można wymagać od nieskomplikowanego, popcornowego horroru. Nie okazuje się wcale taką porażką, jakiej można było oczekiwać po jego dwukrotnie przełożonej dacie premiery.

Brahms: The Boy II sygnowany jest nazwiskiem Katie Holmes, ale pierwsze skrzypce gra w filmie tytułowy „chłopiec”. Akcja sequela toczy się w sąsiedztwie Heelshire Mansion, dokładnie w domku gościnnym, przylegającym do wiktoriańskiej willi. Wprowadzają się tu Liza, Sean i ich syn Jude na skutek brutalnego ataku, do jakiego doszło w Londynie. Szukając ucieczki przed miejskim tumultem, bohaterowie znajdują ogłoszenie o wynajmowanym domu pośrodku niczego, a kilkuletni Jude szybko poznaje tu wyjątkowego przyjaciela. Jest nim porcelanowa lalka o trupim licu i przeszywającym spojrzeniu, którą chłopiec odkopuje spod ziemi. Po napaści dziecko popadło w letargiczny stan i zupełnie przestało mówić. Liza i Sean są zdumieni, gdy przy zabawce, nazwanej Brahmsem, chłopiec zaczyna się otwierać. Nie znają jednak jej mrocznej przeszłości.

Powrót Holmes na duży ekran stanowi pewien powiew świeżości, choć trzeba przyznać, że jej rola jest dość uproszczona, by nie napisać papierowa. Bardziej „mięsistą” kreację (notabene jedną z najlepszych w swojej karierze) stworzyła aktorka w thrillerze Panna Meadows i takich występów pozostaje życzyć jej w przyszłości – rzucających wyzwanie interpretacyjne, przedstawiających prawdziwych ludzi z krwi i kości. W Brahmsie najbardziej zaimponuje widzom Ralph Ineson, jako dozorca Heelshire o podejrzanym usposobieniu. Kilka lat temu widzieliśmy go w Czarownicy Eggersa, gdzie hipnotyzował zamierzchłym, nowoangielskim akcentem, i od tego czasu kojarzony jest z silną prezencją ekranową. Autorem zdjęć do pierwszego The Boy był Daniel Pearl – ten sam, dzięki któremu Tobe Hooper podarował światu najlepszy slasher w historii kina, Teksańską masakrę piłą mechaniczną. W prace nad sequelem zaangażował Bell natomiast Karla Waltera Lindenlauba, niemieckiego operatora doświadczonego w obrazowaniu blockbusterów. Film zawdzięcza temu swój starannie doszlifowany, wysokobudżetowy wygląd, choć zrealizowano go za raptem dziesięć milionów dolarów.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką – "Vesna" Františka Čapa
fot. Materiały prasowe / Monolith Films

Najlepiej ogląda się Brahmsa, gdy Bell przenosi akcję do willi Heelshire, „granej” przez prawdziwy zamek Craigdarroch. Ponadczasowa, gotycka atmosfera była niezaprzeczalnym atutem pierwszego The Boy i reżyser podjął mądrą decyzję, przywracając „bohatera” choć na chwilę. Widzów, którzy nie widzieli poprzedniego filmu, a chcą zobaczyć ten nowszy, zainteresuje informacja, że jest on sequelem typu „standalone”. Wydarzenia z The Boy zostają tu przywołane wybiórczo i nieśmiało, nie ma mowy o obcesowym rzucaniu spoilerami. Bell wprowadza nowe postaci, rozwija historię zapoczątkowaną w 2016 roku, ale w znacznej mierze jest ona oryginalna i nie bazuje na prequelu. Zamiast od razu zamykać nas gdzieś w głębi lasu, w samym centrum koszmaru (tak, jak w „jedynce”), reżyser otwiera swój film w wielkomiejskim rozgardiaszu. Wszystko, co dzieje się od momentu przeprowadzki, wpisuje się w tradycję horroru paranormalnego – Brahms: The Boy II to jego podręcznikowy przykład.  Poznajemy wybitnie naiwnych bohaterów, którzy sami najwyraźniej nigdy nie obejrzeli żadnego filmu grozy i co chwilę podejmują złe decyzje. Stoły przewracane są za sprawą niewidzialnej siły, samoistnie zatrzaskują się drzwi i włączają telewizory, a kiedy nikt nie patrzy, lalka porusza głową lub oczami. Pojawia się też obowiązkowa postać starca, udzielającego nowej rodzinie przestrogi, a w pokoju Jude’a znalezione zostają makabryczne rysunki i „zmasakrowane” zabawki. Widzieliście to wszystko w setkach horrorów, ale na wtórnych wzorcach wciąż można zbudować solidny film i Bellowi wyszło to nie najgorzej.

Kiedy Brahms jest niezły, widzimy to gołym okiem, ale nie wszystkie elementy straszliwej układanki zostały tu dopasowane jak należy. Znalazło się w filmie miejsce dla nazbyt oczywistych scen snu we śnie oraz obligatoryjnych jump scare’ów, którymi pewnym widzom na pewno zacznie się odbijać na długo przed napisami końcowymi. Wszystkie najlepiej wyreżyserowane chwile grozy wepchnięto do trailera, przez co dla niektórych seans pozbawiony będzie elementu zaskoczenia (lub nawet jego namiastki). Największą zbrodnią Bella pozostaje zaś finał. Można już machnąć ręką na to, że jest on otwarty i pobrzmiewa zakończeniem wspomnianych wcześniej DemonówThe Boy II to nie pierwszy i nie ostatni film, decydujący się na taką formę epilogu. Przede wszystkim psują końcówkę fatalne efekty komputerowe, a prym wiedzie tu „regenerująca się” twarz potłuczonej lalki. Nie przebierając w słowach, wygląda ona jak krwawy odbyt z kosmosu. Oglądając film dystrybuowany przez The Asylum, tylko przewrócilibyśmy oczami z zażenowania, ale w skądinąd atrakcyjnie zwizualizowanym Brahmsie takie zagrywki uważam za niedopuszczalne.

Przeczytaj również:  "W lesie dziś nie zaśnie nikt" – Pierwszy polski slasher? [RECENZJA]

Brahms może jeszcze zostać ikonicznym horrorowym siepaczem. Horrory przeżywają dziś renesans, ale długotrwałych serii – takich, jak dawne Piątki, trzynastego czy Koszmary z ulicy Wiązów – powstaje zaskakująco niewiele. Jeśli Bell odważy się wskrzesić The Boya po raz kolejny, na pewno znajdzie swoją widownię, zwłaszcza że drugi film o Brahmsie to solidne rzemiosło i całkiem mocna pozycja w uniwersum upiornych lalek.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"The Boy" (2016), "Laleczkę" (2019), "Martwą ciszę" (2007)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.