FestiwaleRecenzjeSplat!FilmFest 2019

“Przygody młodego wilkołaka” [RECENZJA]

Albert Nowicki

Przygody młodego wilkołaka – pod zupełnie nieprzemyślanym, mylącym tytułem polskim kryje się więcej niż teen horror z wątkiem likantropijnym. Film Martina Krejcíego nie jest ani podszytym grozą coming-of-age movie z 25-letnimi aktorami – jak Wilczek (1985) – ani rock-and-rollowym absurdem, jak Byłem nastoletnim wilkołakiem (1957). Co więcej, główny bohater nie przemienia się w żadnej scenie w demonicznego wilka. Zamiast tego opowiada Krejcí o pułapkach „normalnego” społeczeństwa, w którym każda inność spotyka się z niechęcią, a często też agresją ludzi. Film czeskiego reżysera niesie godne pochwały przesłanie: bądź sobą i nie próbuj udawać kogoś, kim powinieneś być w oczach świata. Spójrz na swoje odbicie i zaakceptuj to, co widzisz.

Bohaterem Przygód młodego wilkołaka jest Paul (Jaeden Martell), nastolatek cierpiący z powodu hipertrichozy, czyli po prostu ekstremalnego owłosienia całego ciała. Jego twarz pokrywają gęste, regularnie odrastające kołtuny, przez co chłopak całkiem dosłownie wyzywany jest od sukinsynów. W niczym nie pomaga fakt, że ojciec młodzieńca pracuje w firmie wywożącej śmieci. Kiedy Paul zostaje zaatakowany przez grupę rozwydrzonych rówieśników, coś w nim pęka. Ucieka z domu i wyrusza na poszukiwania matki, która porzuciła rodzinę wkrótce po przyjściu na świat syna. Choć jak mantrę powtarza sam przed sobą, że jest „zwykłym” chłopcem, ciężko mu w to uwierzyć. Niepewnie zmierzając do Pensylwanii, poznaje garstkę osób, które wcale nie widzą w nim dziwoląga – same mierzą się bowiem z ostracyzmem niemal każdego dnia.

Jedną z takich osób jest Aristiana: transpłciowa artystka, która pokochała swoje niedoskonałości i tego samego próbuje nauczyć tytułowego „wilkołaka”. Dyrektorowi castingu należą się duże brawa, bo rolę tą powierzono aktorce trans, Sophie Giannamore, a nie osobie cisseksualnej. Przygody młodego wilkołaka to film, który zrozumieją wszyscy widzowie poddani wykluczeniu społecznemu, wszystkie ofiary przemocy psychicznej, werbalnej, może też cielesnej. Krejcí podejmuje trudny temat samoakceptacji, ale nie prawi żadnego pretensjonalnego kazania: jego film to lekcja tolerancji i miłości do siebie samego – nakręcona z polotem, dojrzała, ale wdzięczna w odbiorze. „Przygody…” mają formę młodzieżowego kina drogi, a jego bohaterowie odbywają podróż w głąb siebie. Kolejne rozdziały poodgradzane są animowanymi planszami, którym nadano tytuły jak „Dragon’s Dillema” czy „Wolfboy Meets a Mermaid”. To ciekawy akcent, sprawiający, że całość nabiera nietypowej aury fantastyczności. Aristiana chętnie przebiera się w kostium syreny i zapewnia nowego przyjaciela, że potrafi oddychać pod wodą. A chwilę potem rzuca ironicznie: „Ta umiejętność przyda mi się w dorosłości, kiedy Ziemia będzie zatopiona przez oceany”. Poznaje też Paul „Piratkę”, która straciła oko w starciu ze swoją dysfunkcyjną rodziną. Dziewczyna nadaje filmowi odpowiednią dozę buntu i zadziorności; jej ulubiona dewiza brzmi: zasady są po to, by je łamać.

Przeczytaj również:  "Doktor Dolittle", czyli nieudany powrót znanej franczyzy na wielki ekran [RECENZJA]

Bohaterowie odwiedzają kluby queerowej burleski, część akcji toczy się też w wesołym miasteczku, zamieszkanym przez karły, kobiety z brodą, zjadaczy ognia. Paul uczy się, jak być freakiem w najlepszej definicji tego słowa. Nauczony zostaje szczerości wobec siebie samego, jego silna potrzeba przynależności zostaje zaspokojona, bo okazuje się, że nie jest jedynym misfitem w Ameryce. Mądrą przestrogę przekazuje mu również ojciec (Chris Messina): zawsze krocz z podniesioną głową i nie uciekaj od problemów, bo utracisz godność. Na drugim planie pojawiają się aktorzy charakterystyczni: John Turturro i Chloë Sevigny. Rola tego pierwszego jest zbyt abstrakcyjna, by odebrać ją na poważnie. Z kolei Sevigny, choć zawsze jest w cenie, odgrywa raczej epizod – jej postać nie ma szansy wybrzmieć w pełni. Martell daje popis tyleż subtelnego, co przekonującego aktorstwa. Gęste włosy nie przysłaniają palących emocji, które malują mu się na twarzy i rezonują z ekranu. Za charakteryzację aktora odpowiadał Mark Garbarino. Ponoć za każdym razem przed wejściem na plan ta dwójka musiała spędzić ze sobą trzy godziny w garderobie.

Niech podsumowaniem Przygód młodego wilkołaka będzie cytat Aristiany: „Świat będzie dla nas podły bez względu na to, co robimy i kim jesteśmy. Nie możemy pozwolić sobie na podłość wobec samych siebie”. Tuż przed świętami Krejcí podarował nam jeden z najbardziej czarujących filmów roku.

***

Film obejrzycie na Splat!FilmFeście: LUBLIN: 15.12 (niedziela) / 13.00 / Kino CK / KUP BILET

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.