“Wściekłość” Davida Cronenberga [CAMPING #44]

David Cronenberg nie zawsze uchodził za wieszcza kina kanadyjskiego. W połowie lat siedemdziesiątych był eksperymentatorem i twórcą undergroundowych kuriozów. Miał na koncie trzy filmy fabularne, które zwróciły na siebie uwagę samego Martina Scorsese, ale zupełnie nie zainteresowały widzów. Reżyser zyskał rozgłos dopiero w roku 1977, kiedy ekrany światowych kin zapałały jego „Wściekłością”. Pomimo mieszanych recenzji film zyskał status kultowego, a z biegiem lat został nawet poddany analizom akademickim. Cielesny horror i sceny tryskające płynami ustrojowymi wchodzą tu w klincz z alegoryczną formułą.


Przeczytaj również: “Przybysz z Kosmosu”, czyli słabo zrealizowane science-fiction z połowy lat pięćdziesiątych [CAMPING #43]

Na planie „Wściekłości” spotkali się prowokatorzy: Cronenberg oraz aktorka Marilyn Chambers, znana przede wszystkim jako gwiazda porno. Świeżo po występie w „Behind the Green Door” (najbardziej artystycznym filmie XXX wszech czasów) Chambers zapragnęła dowieść, że stać ją na więcej. Że ma nie tylko piękne ciało, ale też duszę artystki. Choć „prawdziwego” aktorstwa ledwo posmakowała, jej rola we „Wściekłości” do dziś pozostaje pamiętna.

Wściekłość

Rose, główną bohaterkę filmu, poznajemy w niefortunnych okolicznościach. Dziewczyna ulega wypadkowi drogowemu i trafia pod opiekę doktora Keloida – chirurga plastycznego, który podda ją nowatorskiemu zabiegowi. Operacja przeszczepu skóry prowadzi do nieprawidłowej morfogenezy tego narządu: pod naskórkiem pacjentki rodzi się organizm żyjący własnym życiem, pasożytujący na ludziach. Rose przemienia się w pozbawione samokontroli monstrum, o zwodniczym seksapilu: wykorzystuje swe wdzięki, by żerować na mężczyznach. Nie ma żadnych hamulców, kieruje się niezaspokojonym głodem. Krew i orgazm są dla niej eliksirem życia.

Terminy „skin flick” i „body horror” można więc stosować w odniesieniu do „Wściekłości” naprzemiennie. Zacierają się tu ramy gatunkowe: to zarówno film o seksie, jak i kino grozy przypominające wczesne dokonania George’a Romero. Cronenberg bawi się oczekiwaniami widza; sięga po klasyczne, horrorowe motywy. Rose przedstawia jako wampira doby rewolucji seksualnej, a z Keloida czyni szalonego naukowca – pełnego pychy, gwałcącego prawa natury. Nad Montrealem – gdzie umiejscowiono akcję – wisi aura paranoi i osaczenia. Społeczeństwo musi odnaleźć się w ojczyźnie chaosu, bo „choroba” Rose daje początek epidemii. W powietrzu unosi się zapach apokalipsy, a złowieszcze relacje radiowe i telewizyjne wyjęte są jakby z „Nocy żywych trupów”. Cronenberg w kolorach betonu i zadymionego nieba maluje obraz miasta na równi rozległego i klaustrofobicznego, rozwiniętego ekonomicznie, ale naznaczonego skazą. W nihilistycznym finale ludność sprowadzona zostaje do poziomu pomiatanego odpadu.

Wściekłość


Przeczytaj również: “Oślizgły dusiciel” – Kamp w rytmie disco [CAMPING #42]

Nie brak w filmie ciekawych metafor. Zmiana, która pojawia się na ciele Rose, przypomina pochwę: ma waginalny kształt, w chwili wzburzenia wychyla się z niej falliczne żądło. Bohaterka, najczęściej pożerana wzrokiem przez obcych mężczyzn, zyskuje nadludzką siłę i z każdej konfrontacji wychodzi obronną ręką. Nowo nabyty organ staje się orężem władzy: Rose przestaje być kobietą uległą i spolegliwą, płeć przeciwną owija wokół małego palca. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że rolę przodującą odgrywa reprezentantka branży pornograficznej – w latach siedemdziesiątych dyrygowanej przez szowinistów. Dziś, bardziej niż cztery dekady temu, wyłania się też z filmu alegoria chorób przenoszonych drogą płciową i ich pokłosia. W 1977 roku epidemia AIDS nie dotarła jeszcze do Ameryki, ale wirus zebrał już śmiertelne żniwo w Europie.

„Wściekłość” to film o dużo bardziej „widowiskowym” mise-en-scène niż poprzedni projekt Cronenberga, „Dreszcze”. Oferuje nam zwyczajnie więcej: atrakcyjniejszą kompozycję wizualną, więcej plenerów, ciekawsze wnętrza, wreszcie sceny kaskaderskie. Uwagę zwraca kilkukrotne zastosowanie montażu równoległego (na przykład w scenach samochodowych). Oczywiście, że można by „Wściekłość” udoskonalić. W pierwszym akcie całość zanadto się wlecze, a z późniejszych nie wynika, na co właściwie zachorowała Rose – czym jest tajemnicze „żądło”. Kreację Chambers w generalnym ujęciu uznamy za udaną, choć nieidealną ze strony motorycznej (aktorka przewraca oczami w śpiączce, nie potrafi utrzymać powiek w zamknięciu, gdy jej postać pozbawiona jest przytomności). Koniec końców całość ogląda się jednak dobrze, a wizja reżysera wcale nie rozmija się z oczekiwaniami widza. Jak na seventisowy horror z porno gwiazdką w roli głównej przystało, „Wściekłość” wykazuje odpowiedni vibe, zadowala zarówno niedoskonałym gore’m, jak i ziarnistym obrazem. Seksualno-cielesne metafory to zaś intrygujący ornament.


„Camping” to cykl tekstów, w których przybliżamy czytelnikom dzieła, jakich nie znajdą w zestawieniach najlepszych filmów wszechczasów. Kino pełne miłości, niebezpieczne, nierzadko szokujące, za to zawsze, w jakiś pokrętny sposób, piękne.

3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.