Advertisement
Recenzje

„Smętarz dla zwierzaków II”, czyli sequel z 1992 roku – Recenzja [CAMPING #27]

Albert Nowicki
Smętarz dla zwierzaków 2

Witajcie w świecie, w którym bohaterowie bez zastanowienia mijają tabliczki z napisem „wstęp wzbroniony” i szlajają się po najupiorniejszych zakamarkach miasta, jakby nigdy nic – widzimy się w nim już po raz drugi. Po zaskakującym sukcesie „Smętarza dla zwierzaków” Paramount zlecił realizację sequela. Na stanowisko reżyserskie powróciła Mary Lambert, ale efekt jej pracy okazał się mniej zadowalający – do tego stopnia, że Stephen King całkowicie odciął się od filmu i nie chciał być z nim wiązany. Tam, gdzie pierwszy „Smętarz…” miał straszyć i niepokoić, kontynuacja próbuje obrzydzać. „Dwójka” z reguły bywa słabsza od oryginału i w tym przypadku schemat się sprawdza: to horror pełen przemocy, za to pozbawiony poezji.

Zobacz również: „Smętarz dla zwierzaków” (1989) – Pierwsza adaptacja książki Kinga! – Recenzja [CAMPING #26]

Rolę przodującą powierzono nastoletniemu Edwardowi Furlongowi, który dopiero co debiutował w „Terminatorze 2: Dniu sądu”. Jego Jeff Matthews przenosi się ze słonecznego L.A. do skąpanego w smutku Ludlow – oczywiście w stanie Maine. Matka bohatera, popularna aktorka, zginęła na planie zdjęciowym nowego filmu grozy i Matthewsowie próbują rozpocząć wszystko od nowa. Ojciec-weterynarz otwiera klinikę dla czworonogów, a Jeff musi odbierać ataki szkolnych oprychów. Kiedy dowiaduje się o indiańskim cmentarzysku, gdzie pochowane ciała wracają do życia, w jego głowie roi się rozpaczliwy plan.

Smętarz dla zwierzaków 2

Scenariusz filmu napisał Richard Outten – zupełnie niezwiązany z poprzednią częścią, najbardziej bodaj kojarzony z ghostwriterską redakcją skryptu do „Gremlinów 2”. Był to fabularzysta bez większego doświadczenia, przed którym postawiono ciężkie wyzwanie: miał sprawić, by buty po Kingu dobrze na nim leżały. Niestety, okazały się one stanowczy przyduże. „Smętarz dla zwierzaków II” określić można jako serię nadprzyrodzonych zdarzeń, bez większego ładu i składu. Deklamatorsko dorzucone przez scenarzystę zostają sceny znęcania się nad zwierzętami, uprzedmiotowienie kobiet, wreszcie gratisowy gwałcik – ot tak, na rozluźnienie obyczajów.

Przeczytaj również:  "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" - intymny obraz słów niewypowiedzianych przez media [RECENZJA]

Potwora o ludzkiej twarzy uczyniono z Gusa Gilberta (Clancy Brown). To czarny charakter na miarę Freddy’ego Kruegera: morderca, napastnik seksualny, oprawca zwierząt, domowy tyran, dziecięcy bokser, toksyczny mężczyzna… Dawno nie spotkałem na ekranie postaci równie przegiętej i karykaturalnej – ilekroć Lambert wprowadza Gusa do filmu, przemienia się on w czarną komedię. Sztuka zachowania umiaru i artystycznego opamiętania wydaje się być obca reżyserce i scenarzyście. Jego bohaterowie są przerysowani i nieautentyczni. Jej upodobanie do tandety pogrąża całość jako horror nawet nie B-, a C-klasowy.

Zobacz również: „Smętarz dla zwierzaków” (2019) – Król wykastrowany [RECENZJA]

Teledyskowy montaż bardziej sequelowi szkodzi niż służy, nawet jeśli wsławiła się Lambert jako twórczyni nowatorskich wideoklipów. W pierwszym „Smętarzu…” nie postawiono ani na rwane cięcia rodem z kina akcji, ani na nadgorliwe tempo. Film był posępny i melancholijny, powoli zmierzał do szokującego finału. W kontynuacji sposób montażu zupełnie do mnie nie przemówił, czemu po trosze winne są też absurdalne, zupełnie nieprzystające do reszty materiału sekwencje: zwracanie obiadu przy kuchennym stole, sen, w którym matka Jeffa ma łeb psa zamiast głowy, wreszcie „dramatyczna” kraksa z udziałem… ciężarówki przewożącej ziemniaki.

Smętarz dla zwierzaków 2

Najdziwniejszą decyzją artystyczną, na jaką pozwoliła sobie Lambert, jest sposób finalizacji filmu. W epilogu widzimy samochód przedzierający się przed leśną drogę, a na niebie – portrety wszystkich bohaterów, zawieszone w rozmytej ramie. Większość z nich zginęła w starciu z siłami zła. Czy dusze nieszczęśników mają unosić się ku niebu w symbolicznym akcie unieśmiertelnienia? Nie wiem – chciałbym wierzyć, że nie… Moment ten jest tak skończenie rzewny i melodramatyczny, że będziecie płakać z poczucia uciskającego zażenowania.

Przeczytaj również:  "A potem tańczyliśmy" – Express yourself [RECENZJA]
Zobacz również: Camping #24 – „Wielka draka w chińskiej dzielnicy” 

Największą zaletą filmu są efekty gore: topiące się lica, broczące i bryzgające płynami ustrojowymi ciała. Widzimy między innymi, jak wredny wyrostek trafia pod rozpędzone koło motocyklu – twarzą. Imponuje charakteryzacja nieumarłego psiaka, który prezentuje się nawet upiorniej niż Church z pierwszego „Smętarza…”. Niestety, ekranowa przemoc nie równoważy się z budowaniem napięcia. Brakuje w filmie scen, które przerażą widownię powyżej dwunastego roku życia, a o skrupulatnie skonstruowanym suspensie możemy zapomnieć. Sama Lambert przyznała, że w sequelu chciała przyjrzeć się nie tyle rozpadowi jednostki rodzinnej, co głupocie nastoletnich chłopców. Furlong i towarzyszący mu na planie gimnazjaliści podejmują więc serię nieprzemyślanych decyzji, a ich krótkowzroczność przynosi straszliwe konsekwencje. Reżyserka nie działa zbyt metodycznie: „Smętarz dla zwierzaków II”, choć w znacznej mierze prowadzony jest jako teen horror, sili się też na bycie teen-dramatem o żałobie i strachu przed śmiercią. Na tym polu nie sprawdza się w ogóle, zrealizowany dość niezręcznie, na pół gwizdka.

Dodatkowym atutem tego raczej niepomyślnego horroru jest na pewno specyficzna, jesienna atmosfera – kilka scen toczy się nawet w halloweenowy wieczór. Zdjęcia nie były już kręcone w Maine, a w stanie Georgia, również słynącym z naturalnego wdzięku i dzikiej przyrody. Tytułowy cmentarz do złudzenia przypomina ten z pierwszego filmu, czemu warto przyklasnąć: w horrorowych kontynuacjach przestrzeń akcji nie zawsze pozostaje spójna i logiczna, czemu dowiodło choćby jezioro Crystal z szóstego „Piątku, trzynastego”. Warto jednak dodać, że nawiązań do poprzednika nie ma tu prawie w ogóle – to sequel typu „cash-in”, „in-name-only”. Obejrzyjcie go, jeśli nie straszne są Wam cmentarzyska pogrzebanych nadziei. I jeśli dobrze brzmią Wam w uszach kawałki takich grup, jak Miranda Sex Garden czy The Jesus and Mary Chain. 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.