“Krzycz, kochana! Mój Koszmar z ulicy Wiązów” [CAMPING #47]

Kiedy pod koniec 1985 roku ukazał się Koszmar z ulicy Wiązów II – sequel wielkiego przeboju Wesa Cravena – nikt nie był gotów na jego homoerotyczny podtekst. W filmie, w którym nastolatek z Elm Street zostaje opętany przez Freddy’ego Kruegera, roi się od mniej lub bardziej zawoalowanych aluzji. Znalazło się tu miejsce dla sugestywnych ujęć na falliczne symbole, zabaw z pejczem pod szkolnymi prysznicami, przy łóżku głównego bohatera spoczywa zaś literatura Jacka Kerouaca. Za każdym razem, gdy dziewczyna Jessego naciska na kontakty seksualne, ten wpada w panikę: czuje w sobie Freddy’ego, pożerającego go od środka, władającego ciałem i duszą. To wyraźna metafora wypieranych skłonności seksualnych. Nic więc dziwnego, że wkrótce po premierze nadano filmowi łatkę „najbardziej gejowskiego” horroru w dziejach. Na nikim z aktorów i twórców nie odbiło się to równie bardzo, jak na Marku Pattonie.


Przeczytaj również: Jaki będzie Splat!FilmFest 2019? Nadchodzi największy festiwal nowego kina grozy w Polsce!

Filmowy Jesse został wręcz znienawidzony za swój pierwszoplanowy występ i w rezultacie odbiło się to na jego relacjach zawodowych. W opinii wielu fanów „Koszmaru…” Patton zrujnował kontynuację homoerotycznymi scenami, co dziś brzmi jeszcze bardziej absurdalnie niż przed laty: nie on odpowiadał przecież za scenariusz. Dyrektorzy castingu nie chcieli współpracować z quasi-wyoutowanym aktorem; ciągłe szykany sprawiły, że postanowił on zniknąć z przestrzeni publicznej i zaszył się w niewielkim, meksykańskim mieście. Przez ponad dwie dekady Patton uchodził za „Gretę Garbo horroru”. Nikt nie mógł się z nim skontaktować, organizatorzy fanowskich festiwali zachodzili w głowę, jakaż to straszna tragedia przydarzyła się Jessemu Walshowi. Aktor chował się przed światem, dopóki nie odkrył, że jego nazwisko obrosło legendą. Dziś Mark Patton to ktoś więcej niż gej, który zniszczył Koszmar z ulicy Wiązów II. To gejowska ikona, ulubieniec horrorowych konwentów. Współcześni fani grozy cenią sobie talenty Pattona, a on sam usankcjonował wreszcie swoją kultową rolę.

O wewnętrznej walce i życiowej podróży aktora opowiada dokument Krzycz, kochana! Mój Koszmar z ulicy Wiązów. Film powstał dzięki udanej kampanii na Kickstarterze i nie tyle traktuje o kultowości „Koszmaru… II”, co skupia się na homofobii w Hollywood. Kino doby lat osiemdziesiątych nie było przygotowane na starcie z gejowskim slasherem. Były to czasy szczególnie ciężkie dla osób LGBT, o czym Patton wspomina w „Krzycz, kochana!” wielokrotnie. Aktor opowiada o paranoi, która udzielała się zwłaszcza w przemyśle filmowym i telewizyjnym: bywało i tak, że przed angażem do danej produkcji potencjalny odtwórca musiał przejść obowiązkowy test na obecność wirusa HIV.


Przeczytaj również: “Niesamowicie krótki weekend” – Gdy świstakowi kończy się już cierpliwość [RECENZJA]

Patton wspomina, jak udało mu się przetrwać epidemię AIDS, z bólem w głosie przywołuje nazwiska przyjaciół, których wtedy stracił. Wraca pamięcią do swych osobistych sporów i miłostek, potyczek i sukcesów. Przypomina sobie czasy dzieciństwa, kiedy kształtowała się w nim artystyczna dusza, chętnie dzieli się ciekawostkami z lat, gdy grał na jednej scenie z Cher. Dziś z wziętego aktora niewiele już zostało, ale wyłania się z filmu obraz Pattona jako targanego namiętnościami wojownika. Zmęczonego życiem, po ciężkiej chorobie, lecz twardo stąpającego po ziemi.

„Krzycz, kochana!” dowodzi, że posiada Patton naturalny dar opowiadania. Z jego relacji wyłaniają się barwne opisy zdarzeń; pomimo sporej wrażliwości nie operuje on też językiem przesadnie werterowskim, często zdobywa się na zjadliwy humor. Poznajemy Marka Pattona, który został wypluty przez wielką, filmową machinę, ale zdołał poskładać swoje życie do kupy. Czuć w nim lekką tęsknotę za hollywoodzkim blichtrem, choć dziś były aktor ma już inne priorytety: jest malarzem, przedsiębiorcą, mężem. Patton przyznaje, że jest człowiekiem samotnym („nie mam przyjaciół w swoim wieku”, „moje pokolenie przepadło”), lecz depresyjne stany studzą w nim artystyczne pasje i kontakt z fanami. Zapewne też życiowy partner. Jedne z najlepszych scen w „Krzycz, kochana!” to te, gdy widzimy naszego bohatera podczas amerykańskich konwentów. Otaczają go podekscytowani młodzieńcy, dla których rozmowa z odtwórcą roli Jessego Walsha znaczy naprawdę dużo.

Okazuje się, że istnieje cała generacja osób LGBT, którym rola Pattona, jak i sam Koszmar z ulicy Wiązów II bardzo pomogły. To, co dla jednych pozostaje archaicznym, niezbyt bystrym slasherem, innym dało szansę przekonać się, że geje goszczą również na dużym ekranie – nie tylko w głupich dowcipach. W filmie poznajemy ludzi zainspirowanych Jessem: maniaków horroru, entuzjastów teorii queer, wykładowców akademickich, artystów drag. Jesse porównany zostaje do archetypicznej final girl: jest silny, nieugięty, dobrze radzi sobie ze strachem.


Przeczytaj również: “Watchmen”: Omawiamy 6 odcinek serialu HBO

Twórcy zwracają uwagę, dlaczego slasherowe heroiny mogą stanowić wzór do naśladowania dla gejów i lesbijek na całym świecie: bo bronią swego honoru, dzielnie stawiają czoła okrutnym prześladowcom. Na dokument składają się też wywiady z przedstawicielami branży filmowej. Jedna z rozmówczyń, Peaches Christ, uważa, że najgorsza jest autonienawiść, którą często nakręcają w nas media. Dręczyciele osób LGBT to według Christ potwory w ludzkiej skórze. „Musimy mierzyć się z potworami, głowę trzymając zawsze wysoko uniesioną. Jeśli stchórzymy, czy ktoś zmieni świat na lepsze za nas?”

W samym dokumencie też nie brakuje negatywnych postaci. Niepokojąco wybrzmiewają słowa Jacka Sholdera – reżysera Koszmaru z ulicy Wiązów II, który dość sumarycznie radzi Pattonowi, by pogodził się z przeszłością. Nie jest to jednak łatwe, bo aktor do dziś bywa poniżany i poddawany ostracyzmowi. Winą za taki stan rzeczy można obarczyć scenarzystę Davida Chaskina, który nie może zdecydować się, czy sequel „Koszmaru…” intencjonalnie wplótł w fabułę wątek gejowski, czy wątku takiego w ogóle nie było. Chaskin opowiedział się za pierwszą z tych teorii dopiero wtedy, gdy film zaczął uchodzić za przedmiot kultu.

W starym wywiadzie powiedział też, że nigdy nie kazał Pattonowi „grać jak panienka”. Dzięki Krzycz, kochana! Chaskin i Patton dostają wreszcie szansę, by przepracować dawne traumy, choć pierwszy z panów sprawia przed kamerą wrażenie nieszczerego, a jego przeprosiny nie płyną z serca – to wymóg chwili. Konfrontacja ze scenarzystą jest istotnym wydarzeniem w życiu Pattona. To on zrzucił na aktora winę za fiasko „Koszmaru… II”, to on podkręcał spiralę nienawiści, z którą filmowy Jesse Walsh mierzy się do dziś. Podczas zbliżeń na twarz Marka łatwo zauważymy, jak samoistnie drga mu stroskana brew.


Przeczytaj również: „Barbarella” – Kosmiczna erotyka [CAMPING #46]

Przeczytajcie kilka komentarzy dotyczących Koszmaru z ulicy Wiązów II na YouTubie czy Twitterze – dla własnej świadomości, że homofobia nadal żyje i ma się „dobrze”. Większość będzie zarzucała Pattonowi, że „spedalił” film o fikcyjnym mordercy, inne będą miały wymiar bardziej osobisty – w końcu w internecie wszyscy mogą obrażać kogo chcą, a odrobinę zniewieściały gej to łatwy cel ataku. Twórcy Krzycz, kochana! wytoczyli wojnę hollywoodzkiej homofobii i mam wielką nadzieję, że podobną strategię przyjmie reżyser nadchodzącego projektu Shuddera, w którym opowiedziana zostanie historia horrorów z wątkiem LGBTQ. Oby przed kamerą posadził Shudder Marka Pattona, bo to człowiek o fascynującym życiorysie, mający wiele mądrego do przekazania.


4/5

Film zobaczycie 5.12 (czwartek) o 17.30 w warszawskiej Kinotece podczas czwartej edycji Splat!FilmFestu. Więcej naszych tekstów o festiwalu znajdziecie tutaj, a więcej informacji o filmie tutaj!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.