Advertisement
FilmyRecenzjeStreaming

„Syberia” – Wstręt życia [RECENZJA]

Albert Nowicki
Syberia
"Syberia" / Outfilm

W zapyziałej syberyjskiej wiosce, gdzieś na krańcu świata mieszka Sasha (Viatcheslav Kopturevskiy), robotnik rolny pogrążony w głębokiej depresji. Mężczyzna utrzymuje romans ze swoim szwagrem Dimą (Ilya Shubochkin), wysoko postawionym członkiem miejscowej policji. Jego siostra o niczym nie wie, choć podejrzewa, że małżonek zdradza ją na boku – z inną kobietą.

We wrogo nastawionym, skostniałym społeczeństwie wiejskim nie ma miejsca na męsko-męską miłość, co napędza osobistą tragedię obu bohaterów. Związek Dimy i Sashy balansuje na granicy przepaści. Pierwszy z mężczyzn nieudolnie wypiera homoseksualne skłonności, czując do siebie wstręt. Drugi nie potrafi kochankowi odmówić, gdy temu zbiera się na czułości. Obaj muszą ukrywać swoje uczucia – od tego zależy ich życie.

Viatcheslav Kopturevskiy nie tylko w „Syberii” wystąpił, ale też ją wyreżyserował, na bazie własnego scenariusza. Film stanowi jego debiut fabularny. Spomiędzy dwojga bohaterów pierwszoplanowych to jego Sasha przybiera bardziej „kobiecą” postawę: nie jest zniewieściały, ale jako pierwszy powie partnerowi „kocham”. Chętniej wspomina najszczęśliwsze chwile swojego związku z Dimą, jest skłonny do refleksji. W scenach erotycznych to on przyjmuje rolę pasywną, otwierając się na miłość, jaką daje mu policjant. Właściwie na ostatki miłości. To Sasha odnajduje w sobie odwagę, by wieczorem zakraść się do darkroomu w syberyjskim podziemiu gejowskim. Wreszcie to on, emocjonalnie pchnięty ku przepaści, rozważa odebranie sobie życia, w na równi romantycznym i szalonym geście. Bohater buntuje się przeciw światu, który go nie rozumie: w Rosji nie ma bowiem miejsca na inność i różnice między ludźmi.

Stale powraca w filmie motyw życzeniowej „modlitwy” przy jednym głębszym wódki: postaci unoszą kieliszek do góry i zaklinają rzeczywistość, piją za to, by wojna nie wróciła. Te słowa obciążone są szczególnie silną mocą, gdy wypowiada je blisko stuletnia babcia Sashy, choć w sercach dwóch bohaterów również wywołują pogrom – mężczyźni toczą wojnę sami ze sobą i przegrywają ją każdego dnia.

Właśnie wizyta u seniorki, mieszkającej w wiosce pośrodku niczego, okaże się punktem zwrotnym dla wydarzeń ekranowych. Sasha i Dima wyruszają w pieszą wędrówkę, by sprawdzić, czy milcząca od dłuższego czasu emerytka jest cała i zdrowa. Na łonie dzikiej, syberyjskiej przyrody toczy się dramat dwóch mężczyzn, którzy próbują okiełznać swój burzliwy związek. Kopturevskiy stawia na minimalizm: dialogów, formy montażu i ekspresji aktorskiej, na statyczność kamery. Milczenie jego postaci wybrzmiewa głośniej niż tysiąc słów i paradoksalnie pozostaje bardzo wymowne. Jedną z czulszych i najbardziej wylewnych scen okazuje się ta przy ognisku – budząca wspomnienia „Mojego własnego Idaho” i „Tajemnicy Brokeback Mountain”, naturalnie pokropiona wódką. Jej następstwem jest namiotowy seks, sfilmowany zmysłowo i lapidarnie, metodą dociekliwych zbliżeń na detale pobudzonego ciała i rozpalonej skóry. Intymność ma w „Syberii” wysmakowane znaczenie.

Syberia
„Syberia” / Outfilm

Praca operatora gra w filmie olbrzymią rolę, a naturalistyczne zdjęcia Waylanda Bella nasuwają skojarzenia z takimi tytułami, jak „Powrót” Andrieja Zwiagincewa, „Euforia” Iwana Wyrypajewa czy „Jak spędziłem koniec lata” Aleksieja Popogrebskiego. Podczas gdy wyludnione tereny wiejskie odzwierciedlają beznadzieję i zgniliznę Syberii, bezkresna, nietknięta natura przypomina dlaczego – z geograficznego punktu widzenia – nazywany bywa ten teren rajem na ziemi. Kopturevskiy upodobał sobie panoramiczne, obserwacyjne ujęcia gór, łąk i jezior, które, w unieruchomieniu, potrafią zajmować obszar ekranu przez dobrą minutę i zbliżają „Syberię” do nurtu slow cinema. Surowy ekosystem jest w filmie cichym obserwatorem ludzkiej tragedii. W jednej ze scen widzimy Sashę i Dimę siedzących na tle pustkowia, wpatrujących się w bezludną przestrzeń. Siedzą z dala od siebie, przykryci promieniami słońca. Następuje przeskok na ujęcie nocne: ci sami mężczyźni, już przytuleni, marzą o przyszłości, spoglądając w nicość. Dopiero na krańcu świata i tylko po ciemku są w stanie okazać sobie odrobinę czułości.

Przeczytaj również:  It's me, I'm Cathy – „Wichrowe Wzgórza” [RECENZJA]

Film jest opresyjny, kontemplacyjny w swej naturze, będziecie uskarżać się po nim na symptomy taedium vitae – wstrętu życia. W scenie policyjnego nalotu na klub gejowski jeden z funkcjonariuszy rzuca do towarzysza: „Jedenastu pieprzonych pedałów, dasz wiarę?” Zgodnie z prowincjonalnie rosyjskim mniemaniem tuzin „pieprzonych pedałów” to o tuzin za dużo. W kraju Putina „Syberia” stanowi bez wątpienia ewenement, choć za granicą powstały już setki filmów o podobnej tematyce: w większości mogły pochwalić się bogatszą fabułą, bo u Kopturevskiy’ego można mówić o pewnym jej niedostatku. Od strony technicznej „Syberia” prezentuje się bez zarzutu; jedyne, o co można ją obwinić, to o odrobinę zbyt rzewny, napastliwie „piłujący” soundtrack. W dobie ponurych doniesień o sytuacji osób LGBTQ w Rosji i Czeczenii film zasługuje jednak na pochwałę i odpowiednią promocję. To kino uczciwe, mocne, realistyczne, może trochę grubo ciosane. Przede wszystkim potrzebne.

Website |  + pozostałe teksty

Dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Nieprzerwanie od 2012 roku prowadzi blog  His Name Is Death

Ocena

6.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.