Advertisement
KomiksKultura

“Amazing Spider-Man Epic Collection. Kosmiczne przygody” – krok wstecz [RECENZJA]

Maurycy Janota
Fragment okładki tomu "Amazing Spider-Man Epic Collection. Kosmiczne przygody" / fot. materiały prasowe

Tak jak każdy kolejny tom Amazing Spider-Mana z edycji “Epic Collection” stanowił niekoniecznie wysokojakościową, ale interesującą cegiełkę obrazującą płynny rozwój postaci, determinowany próbami ciągłego dostosowywania jej do aktualnych trendów, tak Kosmiczne przygody zdają się z tego wyłamywać.

Ostatnie łowy Kravena, od których rozpoczął tę retrospektywę Egmont, pokazywały przełomowy moment w historii Petera – album zaczynał się dość tradycyjnie, skupiając się na beztroskiej akcji, by w finale uderzyć w znacznie poważniejsze, niemal filozoficzne tony. Kultowa opowieść o myśliwym polującym na Człowieka Pająka otworzyła przygody ulubionego superbohatera nastolatków na klimaty bliższe grozie. Następujące potem komiksy zebrane w tomie pt. Venom skrzętnie z tego korzystały – wizerunek nowego antagonisty był już żywcem wyrwany z horroru. Materiał z Inferno pozostawał utrzymany w tej konwencji, jednocześnie zwiastując erę rosnącej popularności mutantów Marvela i rozmaitych, uzbrojonych po zęby najemników. Kosmiczne przygody – przynajmniej początkowo – wypadają przy wcześniejszych częściach jak swoisty powrót do przeszłości.

Przykładowa plansza z “Amazing Spider-Man Epic Collection. Kosmiczne przygody” / fot. materiały prasowe

Naturalnie przesadą byłoby porównanie pierwszej połowy zawartości tego objętościowo niemałego albumu (na który składa się w sumie ponad pięćset stron) do ciężkostrawnych dziś, kampowych historii z lat 60. Omyłkowe wzięcie jej za produkt przystępniejszej, ale wciąż czysto eskapistycznej dla superbohaterskiego gatunku siódmej dekady XX wieku absolutnie dałoby się jednak już sensownie wytłumaczyć. To poczucie duchowego cofnięcia się o dwadzieścia lat wynika zapewne po części z tego, że za ciągnący się w nieskończoność story arc pt. Acts of Vengeance w dużej mierze odpowiada Gerry Conway – legendarny scenarzysta komiksów o Pająku właśnie z tamtego okresu. Udziela się w dwóch z trzech przeplatających się na potrzeby eventu seriach – Spectacular Spider-Man oraz Web of Spider-Man. Tylko główna, czyli Amazing Spider-Man, pozostaje poletkiem Davida Micheliniego, dobrze znanego z poprzednich tomów.

Przeczytaj również:  "Wolność albo śmierć" - pocztówka z wielkiej rewolucji [RECENZJA]

W Acts of Vengeance najbardziej znaczący ze wszystkich złoczyńców zawiązują sojusz, który zakłada nasyłanie na wrogich im superherosów nieoczywistych, mniej znanych przeciwników w nadziei, że efekt zaskoczenia wystarczy, by ich unicestwić. Fabuła jest spóźniona i trąci myszką ze względu nie tylko na swoją naiwność i infantylizm, ale samą koncepcję i dobór obsady – Wilson Fisk był już wówczas świeżo zredefiniowany przez Franka Millera, Doctor Doom dał się poznać w Fantastycznej Czwórce Johna Byrne’a jako genialny polityk, a Chris Claremont zdążył uczynić Magneto iście tragiczną postacią. Tu każdy z nich jawi się jako nieciekawy, jednoznaczny mastermind.

Przykładowa plansza z “Amazing Spider-Man Epic Collection. Kosmiczne przygody” / fot. materiały prasowe

Wraz z zamknięciem tego wątku żegnamy się z Conwayem, a stery przejmuje Michelinie, Wtedy też cykl wraca na tory bliższe Venomowi i Inferno. Ponownie czuć tu ducha lat 90., a w miejsce kiczowatych bandziorów pokroju Trapstera czy Gravitona wskakują stworzony przez scenarzystę czarny symbiont oraz narkotykowa mafia. Nieograniczone moce Spider-Mana – dane mu przez autorów na krótką chwilę – znikają, a jego nowym sposobem na walkę z przestępczością staje się współpraca z… Punisherem. Jak to u Micheliniego – dzieje się sporo, a scenariusze, zahaczając o poważne tematy, udają dojrzalsze niż faktycznie są.

Jeśli macie sentyment do jego historii i towarzyszących im efektownych rysunków Erika Larsena, nie zacierajcie przedwcześnie rąk. Po kilku zeszytach format “Epic Collection” nakazuje sięgnięcie po trzy długie annuale, będące niczym więcej jak niepowiązanymi z główną osią fabularną antologiami. W niektórych nowelkach protagonistą jest Peter (spotyka w nich choćby Ant-Mana i zamieszkującego mikrowersum Psycho-Mana), w innych drugoplanowi bohaterowie z jego otoczenia, np. Prowler, Sandman albo Rocket Racer. Tym, co wszystkie je łączy okazuje się unoszący nad nimi zapaszek naftaliny – ale cóż się dziwić, luźna, krótka forma umożliwiła gościnne powroty do serii m.in. Stanowi Lee oraz Steve’owi Ditko, a zatem oryginalnym twórcom Człowieka Pająka. Moja zdecydowanie ulubiona scenka z zestawu trzech annuali nie pochodzi jednak z fabułek ich autorstwa, a z tej, w której Punisher brutalnie rozstrzeliwuje grupkę terrorystów na oczach Mary Jane i cioci May, co panie kwitują machnięciem ręki i uroczym dowcipem.

Przeczytaj również:  "Lepsi Wrogowie Spider-Mana" - Dyplom za udział i dobre chęci [RECENZJA]
Przykładowa plansza z “Amazing Spider-Man Epic Collection. Kosmiczne przygody” / fot. materiały prasowe

Tego, kogo po przeczytaniu powyższej recenzji męczyć będzie to, skąd tak właściwie wziął się tytuł Kosmiczne przygody, uprzedzam, że… nie wiem. Peter nie zapuszcza się tutaj na odległe planety, ani nie walczy, dajmy na to, z inwazją kosmitów. Wizyta w mikrowersum to tym razem jedyny moment, w którym wychodzi ze swojej strefy komfortu. Reszta to typowy Spider-Man – głupkowaty, ale z potencjałem, by stać się dla wielu nostalgicznym oderwaniem od rzeczywistości.

Ocena

4 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Amazing Spider-Man Epic Collection, Spider-Man Todda McFarlane'a, Spider-Man: Śmierć Stacych

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.