Advertisement
KomiksKultura

“Wujek Sknerus i Kaczor Donald. Tomy 9-10: Powrót trzech Caballeros i Druga tajemnica starego zamczyska” – list z domu [RECENZJA]

Maurycy Janota
Wujek Sknerus i Kaczor Donald tomy 9-10: Powrót trzech Caballeros i Druga tajemnica starego zamczyska
Fragmenty okładek 9 i 10 tomu "Wujka Sknerusa i Kaczora Donalda" / fot. materiały prasowe

W trybie przyspieszonym kolekcja Dona Rosy o Wujku Sknerusie i Kaczorze Donaldzie dobiegła końca. Czemu przyspieszonym? Premiery finałowych wydań dzieliły bowiem zaledwie dwa tygodnie – tom dziewiąty ukazał się 24 listopada, dziesiąty zaś 8 grudnia. Dlatego też, żeby się nie rozdrabniać i prędzej dostarczyć Wam wnioski z lektury całości, omawiam je za jednym zamachem.

Nim przejdę do podsumowania, zacznę od krótkiego przedstawienia zawartości ostatnich tomów. W ogólnym rozrachunku oba stanowią miks, przypominający w swoim przekroju to, co oferowały wcześniejsze części. W efekcie dostajemy tu trochę żartobliwych historii, trochę nowej przygody w duchu Indiany Jonesa i na dokładkę rozmaite suplementy do głośnej sagi Życie i czasy Sknerusa McKwacza. Z zestawu, jaki Egmont Polska przygotował na koniec 2021 roku, to Powrotowi trzech Caballeros przyświeca bardziej humorystyczny ton. Aż sześć z ośmiu fabuł opiera się tu na dowcipach – Dawnych wspomnień czar to czysta komedia omyłek o pogoni za przechodzącą z rąk do rąk cenną monetą; Najeźdźcy opowiadają o szturmie nieznanych przeciwników na twierdzę Sknerusa; Meandry architektury to pomysłowa próba prezentacji planów tejże poprzez wyrafinowany napad braci Be; Każda różdżka ma dwa końce opisuje kolejne starcie z Magiką De Czar (zdecydowanie najśmieszniejszy segment zbioru); absurdalny Pierwszy wynalazek służy za sequel jednego z najlepszych kaczych komiksów Carla Barksa oraz upamiętnienie pięćdziesiątych urodzin Diodaka, a tytułowy Powrót…, choć zahacza o wyprawę do zapomnianej kopalni srebra, bazuje na zabawnym odwróceniu ról i relacjach Donalda z jego dwójką dawnych przyjaciół, Jose Cariocą i Panchito Pistolesem. Jedynie Spryciarz z Panamy oraz Korona krzyżowców to rasowe przygodówki. W pierwszej Sknerus dzieli się z Hyziem, Dyziem i Zyziem epizodem ze swojej przeszłości, w którym połączył siły z… prezydentem Stanów Zjednoczonym, Theodorem Rooseveltem. W drugiej, wyróżniającej się – nawet jak na standardy Rosy – sporym rozmachem i researchem, rodzina kaczek wyrusza na poszukiwanie części skarbu templariuszy.

Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 9: Powrót trzech Caballeros
Przykładowa plansza z “Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 9: Powrót trzech Caballeros” / fot. materiały prasowe

Korona…, będąca najmocniejszym punktem dziewiątego tomu, zostawia furtkę dla kontynuacji. Takowa zawarta jest w finałowym dziesiątym. Nosi tytuł Druga tajemnica starego zamczyska, czyli list z domu i kapitalnie sprawdza się jako puenta Życia i czasów… Sknerus, podążając tropem, na który naprowadziło go znalezione złote insygnium, wraca po latach do położonego w Szkocji zamku McKwaczów, gdzie spotyka siostrę, Matyldę. Ta od razu wie, co się święci – brat przybył zdobyć ukryte pod posiadłością złoto. Skąd o nim wie? Czemu rodzice nigdy nie podzielili się tym sekretem z synem? Czy to przez to, że zawiódł ich oczekiwania? List z domu to piękna, emocjonalna historia, która spina klamrą długą, wyboistą drogę Sknerusa od pucybuta do milionera, wciska bohaterom w usta (a w zasadzie dzioby) wszystkie te dotąd niewypowiedziane, duszone w sobie pretensje i pozwala oczyścić im się z żalu. Skarb schodzi z czasem na dalszy plan. Dumne rodzeństwo szuka u kresu życia czegoś innego – akceptacji, wybaczenia, wyprostowania pewnych spraw.

Przeczytaj również:  "Maska" - Wielki Łeb zawitał do Polski [RECENZJA]

Cały dziesiąty album ma zresztą (zamierzenie lub nie) katartyczny, pełen nadziei i optymizmu wydźwięk. Wyłącznie najkrótszy komiks w zbiorze, Skarb na śmietnisku, jest tutaj beztroską komedyjką o tym, jak McKwacz pozbywa się przypadkiem drogocennego przedmiotu i na wszelkie sposoby stara się go odzyskać. Czy to jawa, czy sen? (to ta fabuła, o splagiatowanie której na potrzeby Incepcji oskarżano niegdyś Christophera Nolana) początkowo także sprawia wrażenie rozciągniętego na dwadzieścia pięć stron żartu z cyklu “co by było, gdyby… bracia Be włamali się do snu Sknerusa i tam spróbowali poznać jego największe tajemnice”. Ponownie jednak w finale następuje słodko-gorzki zwrot, którym Rosa przypomina, że kaczka… też człowiek. Ładne zakończenia przynoszą również pozostałe historie: Czarny rycerz powraca (w której McKwacz poniekąd brata się ze swoim wielkim rywalem), Siedmiu wspaniałych (minus 4) Caballeros! (dająca happy end postaci Donalda) oraz finałowa – Więzień Doliny Białej Śmierci, mówiąca najwięcej o relacji Sknerusa z miłością jego życia. Można spać spokojnie. Przedwczesna emerytura Rosy nie oznacza, że nie zamknął najważniejszych wątków i nie pożegnał się należycie z ukochanymi bohaterami.

Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 10: Druga tajemnica starego zamczyska
Przykładowa plansza z “Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 9: Druga tajemnica starego zamczyska” / fot. materiały prasowe

Odkąd tylko zacząłem omawiać na portalu tomy Wujka Sknerusa i Kaczora Donalda, nie ukrywałem, że w moich wywodach górę biorą często osobiste doświadczenia z tymi opowieściami i w dużej mierze przemawia przeze mnie sentyment. Może to być dla kogoś przejawem nieumiejętności realnego spojrzenia na ten materiał, ale nie uważam, że powinienem zrezygnować z perspektywy dziecka. Wszak dzieła Rosy, mimo że spełniają wszelkie warunki all-age rozrywki, w głównej mierze skierowane są do młodszych czytelników. Przemilczenie faktu, że zawładnęły wyobraźnią dziesięcioletniego mnie i wzbudziły zainteresowanie historią, czyniłoby te recenzje niepełnymi.

Czy zatem jestem w stanie dostrzec w tych komiksach pewne problemy? Jak najbardziej. Nie wszystkich będzie dziś bawić skąpstwo Sknerusa i wyzyskiwanie przez niego Donalda. Nie podobać może się także motyw ciągłych podróży miliardera do biednych krajów wyłącznie w celu wzbogacenia się na ich kulturowym dziedzictwie. Łagodząco działa jednak to, że dobytek McKwacza ma u Rosy drugie dno – nie tyle wiąże się z cynizmem i konsumpcją, co z pochwałą przygody i pielęgnowaniem wspomnień. Autor uświęca ciężką pracę, ale nie jest przy tym naiwny i zdaje sobie sprawę z tego, co stoi za wielkimi fortunami. To właśnie puszczenie przez Sknerusa hamulców i bogacenie się kosztem słabszych, prowadzi do odwrócenia się od niego rodziny i jawi się jako powód do wstydu. Młody, uczciwie pracujący kaczor stanowi wzór do naśladowania. Dorosły, omamiony wizją stale rosnącego majątku jest przestrogą przed nadmierną chciwością. Starszy i skąpy to nic innego, jak po prostu konieczna wypadkowa dwóch poprzednich.

Przeczytaj również:  Głód doświadczania. Przypominamy "Mięso" Julii Ducournau
Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 10: Druga tajemnica starego zamczyska
Przykładowa plansza z “Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 10: Druga tajemnica starego zamczyska” / fot. materiały prasowe

Nie da się też ukryć, że pomimo rzucającego się w oczy rozwoju Rosy na przestrzeni lat jako scenarzysty i rysownika (pierwsze tomy to przecież jeszcze szukanie indywidualnego stylu), do końca kariery raczej nie wychodził poza swoją strefę komfortu i unikał eksperymentowania. Jasne, zdarzały mu się zabawy z formą – burzenie czwartej ściany, dowcipne dostosowywanie orientacji dymków do sytuacji, w jakiej znalazły się kaczki, czy ciekawe zabiegi narracje, jak np. w Dawnych wspomnień czarze, gdzie fabułę śledzimy “oczami” zagubionej monety – ale treściowo posługiwał się zaledwie kilkoma typami historii. Slapstickową komedią, zwykle skupiającą się wokół skarbca McKwacza; często jubileuszową, mocno powiązaną z dziejami Kaczogrodu laurką dla konkretnych postaci; przygodówką zabierającą bohaterów na poszukiwania skarbów w odległych krainach albo następnym rozdziałem fikcyjnej, ale niepozbawionej historycznych faktów biografii Sknerusa. Niektóre wypadają lepiej, niektóre gorzej, ale w większej dawce pozostawiają wrażenie lekkiej wtórności i przewidywalności. Stabilności także, Rosa nie dostarcza bowiem ani jednego odstającego od reszty gniotu, ale świadomość, że na pewnym etapie wiadomo czego się po nim spodziewać, ujmuje tej serii odrobinę świeżości.

Cóż jednak z tego? Nie są to wady, które kazałyby odbierać autorowi miano legendy, a jego komiksom status nieśmiertelnego klasyka, cudownego listu miłosnego do świata Kaczora Donalda, dowodu wspaniałej wyobraźni i pasji. I gdzieś w środku tylko trochę mi smutno, że ta przygoda, która zaczęła się u mnie od przeczytania kupionego dwadzieścia lat temu przez mamę kioskowego Sknerusa właśnie symbolicznie dobiła do mety. Tak jak McKwacz odnalazł w Drugiej tajemnicy starego zamczyska… skarb ostateczny, tak i na mnie nie czekają już żadne nieodkryte historie Rosy. Z jednej strony żal, z drugiej – parafrazując najbogatszą z kaczek – dzięki nim ja również czułem się bogaty. Były dla mnie tym, czym dla niej list z domu.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Kaczogród Carla Barksa

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.