KomiksKultura

“Amazing Spider-Man Epic Collection. Plaga pająkobójców” – kontrola rodzicielska [RECENZJA]

Maurycy Janota
Fragment okładki tomu "Amazing Spider-Man Epic Collection. Plaga pająkobójców" / fot. materiały prasowe

Siódmy tom Amazing Spider-Mana spod szyldu “Epic Collection” pozornie oferuje więcej tego samego. Od wcześniejszych Plagę samobójców odróżnia jednak niezwykle istotny szczegół, który — chcąc nie chcąc — wpływa na ostateczną ocenę komiksu. Niestety nie w pozytywny sposób.  

Pewną wadą ukrytą Plagi pająkobójców, której świadomi będą wyłącznie czytelnicy lepiej orientujący się w wydaniach oryginalnych i znający ich zawartość, jest to, że album nie stanowi bezpośredniej kontynuacji poprzedniego zbioru z tej kolekcji, zatytułowanego Każdy z każdym. Po tomie dwudziestym drugim przeskoczyliśmy od razu do dwudziestego czwartego. Dwudziesty trzeci, czyli The Hero Killers, nie mógł być brany przez Egmont pod uwagę, gdyż nawet w samych Stanach Zjednoczonych ukazał się względnie niedawno, na początku 2023 roku – warto tutaj wspomnieć o tym, że Marvel nie wydaje tomów “Epic Collection” chronologicznie, co może generować problemy polskiemu licencjobiorcy.  

A czemu nazywam to wadą ukrytą? Bo na pierwszy rzut oka nic nie sugeruje tej wyrwy. W opisie komiksu brak jakiejkolwiek adnotacji, podobnie na stronie internetowej, w mediach społecznościowych czy aktualnym katalogu wydawnictwa. Ba, format serii nie sprzyja także domyśleniu się, że coś jest nie tak – “epiki” ani na okładce, ani w tytule nie stosują numeracji. Na grzbiecie zamieszczone są zaś lata, z których pochodzi materiał — przeskok z “1991-1992” na “1992-1993” nie budzi jednak żadnych większych podejrzeń. Dopiero wczytanie się w technikalia pozwala wyłapać tę lukę, a nie oszukujmy się, zaledwie ułamek czytelników podchodzi do tematu tak wnikliwie.

Przykładowa plansza z “Amazing Spider-Man Epic Collection. Plaga pająkobójców” / fot. materiały prasowe

Wyobrażam sobie, że dla Egmontu mógł to być twardy do zgryzienia orzech (o ile w ogóle polski oddział miał tu cokolwiek do gadania). Z jednej strony wstrzymanie serii na czas bliżej nieokreślony mogłoby wydawać się najsensowniejszym rozwiązaniem, z drugiej wyniki sprzedaży świadczą o tym, że zapotrzebowanie na komiksy o Pająku z lat 90. ciągle jest niemałe. Wrzucenie ich do zamrażarki biznesowo wcale nie musiałoby się opłacić. Rozumiem więc kłopotliwość sytuacji, ale moim zdaniem i tak zabrakło przejrzystości. Na ten moment nie wiadomo czy The Hero Killers znajduje się w ogóle w planach Story House. Ukaże się po zapowiedzianym już na wrzesień następnym tomie pt. Rzeź maksymalna? A może zostanie całkowicie zignorowane? Jako odbiorca, żywo zainteresowany tym formatem, chętnie bym się tego dowiedział.

To, że jakiś fragment historii Petera Parkera gdzieś przepadł, tak czy siak prędko i wyraźnie rzuci się w oczy każdemu, kto zajrzy do środka. Nie stanie się to od razu, bo album otwierają dwa mniej istotne one-shoty – w pierwszym (Spider-Man/Dr Strange: The Way to Dusty Death) Spider-Man łączy siły ze Stephenem Strange’em, w drugim (Spider-Man Special Edition: The Trial of Venom) występują z kolei Venom oraz Daredevil — a zaraz jak tylko wrócimy do zeszytów regularnej serii Amazing… pisanej przez Davida Micheliniego. Zaczyna się od rzuconej przez przechodnia uwagi o Carnage’u, którego pełnoprawny debiut przypadł na pominięte The Hero Killers (w Każdy z każdym zaliczył jedynie enigmatyczny jednostronicowy występ), ale to jeszcze nic. Prawdziwa niespodzianka nadchodzi zaraz potem. Oto poza kadrem (przynajmniej dla nas, czytelników polskiej edycji “Epic Collection”) do życia wrócili… rodzice Petera. Jak? Kiedy? Dlaczego? To gigantyczna rewolucja i szkoda, że akurat w ramach linii, której przyświeca prezentowanie losów danej postaci w jak najbardziej chronologicznym porządku, poznajemy ją w sposób wybiórczy.

Przykładowa plansza z “Amazing Spider-Man Epic Collection. Plaga pająkobójców” / fot. materiały prasowe

Żal jest tym większy, że ich wątek — pomimo swojej komiksowej absurdalności — pomaga przywrócić serii fabularną równowagę. W ostatnim opublikowanym przez Egmont tomie proporcje czystej akcji do, nazwijmy to, prozy życia Petera zostały bardzo zaburzone. Kolejne sceny obijania przestępców zlewały się tam w pozbawiony chwilki oddechu ciąg i okrutnie nudziły, bo nie towarzyszyła im żadna większa stawka. Stały się praktycznie jedynym wyzwaniem stojącym wówczas przed Spider-Manem, a przecież nie dla nich czyta się komiksy z jego udziałem. Parker zawsze przyciągał do siebie odbiorców tym, że łączył superbohaterską misję z nauką i pracą, starając się utrzymywać relacje z rodziną oraz przyjaciółmi tak, by nie budzić niczyich podejrzeń. W Pladze pająkobójców ten motyw wraca, i to wraca w nowej odsłonie. Wszak nigdy dotąd nie musiał ukrywać sekretnej tożsamości przed rodzicami. Ich powrót wpływa zresztą nie tylko na Petera, ale także na ciocię May i Mary Jane, co różni scenarzyści całkiem wiarygodnie przedstawiają w dodatkowych krótkich historyjkach.

Znośniej wypada dzięki temu cała pozostała warstwa kręcąca się wokół skakania po dachach i strzelania pajęczynami. W zbiorze nie ma fabuł, które ambicją zbliżałyby się do Ostatnich łowów Kravena, ale koncepcyjnie nie rażą aż taką infantylnością, jak to zdarzało się w omawianym periodyku. Tytułowy story arc (który opowiada o pladze pająkobójców, bo o czym innym – z takim poziomem subtelności i polotu mamy tu do czynienia) faktycznie stanowi trzon albumu i urozmaica go ugruntowanie Czarnej Kotki jako poniekąd sidekicka Spider-Mana. Możliwe, że całościowo nawet nieco lepiej prezentują się późniejsze zeszyty z Venomem, które zaznaczają ważny zwrot w postrzeganiu tej postaci przez tęgie głowy Marvela.

Po tym jak Egmont wypuścił na rynek znakomity pierwszy tom Amazing Spider-Mana wg J. Michaela Straczynskiego, obawiałem się, że czytając Plagę… albo odczuję przesyt komiksów o Pająku, albo numery zebrane w “Epic Collection” okażą się dla mnie kubłem zimnej wody. Spróbowałem jedzenia w najlepszej restauracji, a teraz miałem wrócić do stołowania się w fastfoodzie? Cóż, najwidoczniej zdążyłem trochę zgłodnieć i trafiłem pod nie najgorszy adres, bo zamiast żałować, myślę sobie raczej, że za jakiś czas chętnie wpadnę ponownie. 

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Spider-Man Todda McFarlane'a, poprzednie tomy Amazing Spider-Man Epic Collection, komiksy TM-Semic

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.