KomiksKultura

“Daredevil” Franka Millera (tomy 1-4) – podsumowanie kultowej sagi o miłości, zemście i odrodzeniu [RECENZJA]

Maurycy Janota
Daredevil Frank Miller
Fragment okładki "Daredevil: Born Again" / fot. materiały prasowe

Daredevil Franka Millera w teorii był obecny na polskim rynku niemal od zawsze, ale w praktyce nigdy nie poświęcono mu tyle uwagi, na ile – przez swój nieśmiertelny status i nieoceniony wpływ na popkulturę – zwyczajnie zasługiwał.

Zaczęło się od pierwszej części Elektra Saga, która ukazała się w Polsce już w 1989 roku. Specyficzny twór mieszający związane z postacią greckiej zabójczyni zeszyty z początku i końca kultowego runu Millera oraz układający je w kolejności chronologicznej, nie doczekał się niestety kontynuacji w tym formacie. Gdy kilkanaście miesięcy później na rodzimą scenę wydawniczą wkroczył TM-Semic, szanse na ciąg dalszy przygód Śmiałka wzrosły i faktycznie, w połowie lat 90., do kiosków trafiła dość uboga, ale ciepło wspominana polskojęzyczna edycja The Man Without Fear.

Na jakiś czas czytelnikom musiało to wystarczyć. Nawet prężnie rozwijający się oddział Egmontu, skupiony wówczas raczej na wydawaniu pojedynczych albumów, aniżeli kilkutomowych serii, nie przerwał tego impasu. Pojawienie się w 2007 roku takiego tytułu, jak Elektra Żyje, było ponownie jednorazowym wyskokiem. Do dziś ten efektowny zbiór jawi się zresztą jako trudno dostępna pozycja dla kolekcjonerów. Dobiegająca końca dekada przyniosła znaczną poprawę, ale długo nie rozwiązywała wszystkich problemów. Komiksy Franka Millera o Diable z Hell’s Kitchen wciąż ukazywały się bez ładu i składu, poszatkowane tak, by dopasować je do kształtu popularnych kioskowych kolekcji. Publikacja w ich ramach Odrodzonego, Naznaczonego śmiercią, pełniejszej wersji sagi o Elektrze oraz wznowienia The Man Without Fear nie pozwalała uzyskać pełnego obrazu monumentalnej opowieści Millera, która na dobre zrewolucjonizowała historie o superbohaterach. Dopiero wspomniany Egmont, startując w zeszłym roku z kompletnym wydaniem, naprostował tę sytuację.

W związku z niedawną premierą ostatniego, czwartego tomu Daredevila wg Millera, spoglądam z perspektywy na całość, by objaśnić, z czym to się je i – nie ukrywam – zachęcić Was do sprawdzenia tej serii. Ważniejszych, bardziej przełomowych tytułów z portfolio Marvela naprawdę nie znajdziecie zbyt wiele…

Co należy wiedzieć przed lekturą?

Daredevil Frank Miller
Przykładowa plansza z “Daredevil: Frank Miller tom 4” / fot. materiały prasowe

Gdybym – w pełni ukontentowany – mimo wszystko miał się do czegoś przyczepić, mógłbym wytknąć Egmontowi to, że w trakcie inspirowania się różnymi oryginalnymi edycjami dzieł Millera, w pewnym momencie wydawcę zgubiła niekonsekwencja. W połowie trzeciego zbioru wyczerpał materiał z głównego runu scenarzysty z pierwszej połowy lat 80. i rozpoczął uzupełnianie biblioteczki o inne, dłuższe i krótsze historie jego autorstwa. Zrobiono to uważnie, redaktorzy nie zapomnieli o żadnej, ale nie umiem określić czym została podyktowana ich kolejność. W drugiej części tomu z numerkiem trzy na grzbiecie dostajemy bowiem kilka zeszytów z okresu zbliżonego do tego, w którym powstawał podstawowy segment albumu, oraz dwie obszerniejsze nowele – jedną z 1986, drugą z 1990 roku. „Czwórka” zaś wita nas ramotkami z końca siódmej dekady XX wieku, by potem przedstawić nam komiksy z… 1986 i 1994 roku. Skakanie między tekstami o tak odmiennej estetyce, może wybić niedzielnego czytelnika z klimatu i zostawić po sobie wrażenie obcowania z mocno nierównym cyklem.

To pomieszanie z poplątaniem, choć potrafi zirytować, sprawia jednocześnie, że Daredevil jest serią, z którą warto pozostać do końca, nawet jeżeli z jakiegoś powodu nie przekonywały Was poprzednie tomy. Wszak każdy oferuje coś zupełnie nowego i czymś się od siebie różni. Nie podobał Ci się pierwszy rysowany przez Millera? W drugim otrzymujesz znacznie lepsze zeszyty z jego scenariuszami. One również Cię nie porwały, np. przez dość klasyczną kreskę typową dla tamtych czasów? W takim razie w trzecim znajdziesz najbardziej autorskie i eksperymentalne opowieści z nieporównywalnie ciekawszą oprawą graficzną (Bill Sienkiewicz!). Nadal nie? Co więc powiesz na czwarty, zawierający esencjonalne dla Daredevila komiksy, szczególnie cenione przez fanów i krytyków?

Przeczytaj również:  "Dom pokuty" - szaleństwa pani Winchester [RECENZJA]

Ale nie wyprzedzajmy faktów, omówmy je z osobna i po kolei:

Daredevil tom 1 – Miller buduje miejsce akcji

Daredevil Frank Miller
Fragment okładki “Daredevil: Frank Miller tom 1”

Początki zawsze są trudne i nie inaczej jest tutaj. Sięgnięcie po pierwsze z wydań zbiorczych, po wysłuchaniu licznych peanów na temat tej serii i przeczytaniu dziesiątek entuzjastycznych recenzji, może wiązać się z małym rozczarowaniem. Wszystko dlatego, że wchodzące w jego skład numery Daredevila, wbrew temu, co sugeruje wielkie nazwisko Millera na okładce, nie były pisane przez niego, a przez Rogera McKenzie’ego, który odpowiadał przed nim za scenariusze do periodyku o niewidomym Matcie Murdocku.

Bynajmniej nie mówimy tu o złych, niewartych uwagi komiksach. Okres, w którym Miller pełnił przy serii tylko funkcję rysownika, wypada przeciętnie na tle tego, w którym włodarze Marvela powierzyli mu Daredevila na wyłączność, ale, jak na ówczesne standardy, prezentował się naprawdę interesująco. To u McKenzie’ego zadebiutowała ważna postać dziennikarza, Bena Uricha, a do Hell’s Kitchen powrócił pałający żądzą rewanżu złoczyńca Bullseye. Ponadto już wtedy, poprzez swoje ilustracje, Miller zaczął odmieniać ulice Nowego Jorku i nadawać miastu charakter pełnoprawnego bohatera.

Pomimo pewnego uroku tych zeszytów oraz ich niewątpliwej wartości historycznej, czytelników, którym zależy wyłącznie na nadrobieniu komiksów Millera, lub po prostu oszczędnych, chcących zapoznać się z najważniejszymi tytułami z Daredevilem w roli głównej, odsyłałbym bezpośrednio do tomu drugiego. Tam dostaną już to, czego szukają.

Zawartość tomu: Daredevil vol 1 #158-161 (1979) oraz #163-167 (1980).

Daredevil tom 2 – Miller wprowadza osoby dramatu

Daredevil Frank Miller
Fragment okładki “Daredevil: Frank Miller tom 2”

Jeśli czytaliście gdzieś kiedyś o słynnym runie Franka Millera w Daredevilu i o tym, jak wielce wpłynął on na uniwersum Marvela, wiedzcie, że autor pisał najpewniej o numerach zebranych właśnie w tym albumie. To już u samego startu swojej scenariopisarskiej kariery, późniejszy twórca Sin City czy 300 odmienił świeżymi konceptami świat Murdocka.

Najpierw wplótł w fabułę postać Elektry Natchios – niegdyś ukochanej Matta, dziś zimnej i skutecznej zabójczyni wyszkolonej przez tajemniczy klan ninja, The Hand. Następnie zmienił przerysowanego, rzucającego docinkami Bullseye’a w nieobliczalnego sadystę, na którego nie wystarczą już stare sztuczki. Kolejnym krokiem było ściągnięcie do Hell’s Kitchen z dalekiej Japonii Kingpina, gangstera próbującego rozliczyć się z przeszłością i wyjść na prostą. Zbudowanie od podstaw każdego z tych bohaterów, wraz z pogłębieniem psychologicznego rysu protagonisty oraz zawiązaniem wciągającej, działającej na wielu płaszczyznach intrygi, zapewniło tym historiom nieśmiertelność.

Kto nie wierzy, że Miller mógł odcisnąć na tej serii tak wyraźne piętno, niech przy najbliższej okazji zaopatrzy się w dowolny zeszyt Daredevila wydany na przestrzeni ostatnich kilku lat. Szanse na to, że po otwarciu natraficie w nim na Śmiałka walczącego z Kingpinem, The Hand, Bullseye’em lub Elektrą, są bliskie stu procentom.

Zawartość tomu: Daredevil vol 1 #168-182 (1981-1982).

Daredevil tom 3 – Miller tworzy swoją mitologię

Daredevil Frank Miller
Fragment okładki “Daredevil: Frank Miller tom 3”

W oryginalnej edycji Daredevil Visionaries, na której w głównej mierze bazował Egmont, wolumin trzeci był zarazem ostatnim. Domykał oryginalny run Millera, a jako dodatki uzupełniały go trzy krótkie, poboczne historie z początku lat 80. Polski wydawca poszedł jednak krok dalej i w analogicznym albumie zawarł również samodzielne komiksy – Love and War oraz Elektra Lives Again, stanowiące tutejszą wisienkę na torcie i najciekawsze elementy zbioru.

Zeszyty, które powstały u schyłku pierwszego podejścia scenarzysty do serii Daredevil godnie zwieńczyły sagę Elektry i poszerzyły wiedzę czytelników o klanie The Hand, ale nie miały w sobie już tej energii i siły oddziaływania, co najmocniejsze fabularnie fragmenty poprzedniego tomu. Co innego wspomniane nowele, będące próbą mariażu amerykańskiego superhero ze stylistyką charakterystyczną dla frankofonów. W Love and War dech w piersi zapierają akwarelowe, abstrakcyjne ilustracje Billa Sienkiewicza, Elektra Lives Again to z kolei popis samego Millera. Nigdzie jego rysunki nie prezentowały się tak dobrze, jak tutaj (w czym ogromna zasługa odpowiedzialnej za kolory Lynn Varley).            

Obie wyróżniają się również w warstwie scenariuszowej. To historie kameralne, oniryczne i skoncentrowane na psychologii postaci, poszerzające opowieść Millera i wzbogacające ją o nowe konteksty.

Przeczytaj również:  "Terra Incognita". Monochromatyczna wolność formy [RECENZJA]

Zawartość tomu: Daredevil vol 1 #183-191 (1982-1983), What If? vol 1 #28 (1981) i #35 (1982), Bizzare Adventures #28 (1981), Daredevil: Love and War (1986) oraz Elektra Lives Again (1990).

Daredevil tom 4 – Miller spina losy Matta klamrą

Daredevil Frank Miller
Fragment okładki “Daredevil: Frank Miller tom 4”

Tym sposobem dotarliśmy do tomu finałowego, którego premiera przypadła na 25 listopada, czyli w terminie idealnym, by rozpatrywać go jako świąteczny prezent dla fana uniwersum Marvela. Zwłaszcza, że ujęte w nim komiksy to crème de la crème, absolutne pozycje obowiązkowe i klasyki, zasłużenie wymieniane wśród najwybitniejszych osiągnięć wydawnictwa.

Zbiór niespodziewanie otwiera jednak dość archaiczna, dwuzeszytowa historia z kart Peter Parker, The Spectacular Spider-Man, bardziej pasująca klimatem i poziomem do zawartości pierwszego z omawianych albumów. Także dlatego, że, podobnie jak w tamtejszych numerach Daredevila, Miller odpowiada tu tylko za rysunki. Scenariuszem (nieszczególnie zapadającym w pamięć) zajmował się w tym przypadku Bill Mantlo. Po przebrnięciu przez ten ciekawostkowy człon tomu, dorzucony do niego dla czystej formalności, na czytelników czekają Born Again – chronologicznie zamykające sagę Millera o Daredevilu – oraz The Man Without Fear – chronologicznie ją inicjujące.

W pierwszym komiksie scenarzysta kładzie Murdocka na deski. Kingpin poznaje sekretną tożsamość Diabła z Hell’s Kitchen i stopniowo, pociągając za odpowiednie sznurki, spycha go na społeczny margines i pozbawia środków do życia, a co za tym idzie również ducha walki. Rozbity Matt dotyka dna i dopiero spotkania z osobami z jego przeszłości pomagają mu stanąć na nogach i podjąć rzuconą przez Wilsona Fiska rękawicę. Doskonale poprowadzony motyw upadłego bohatera w połączeniu ze schludną kreską Davida Mazzucchelliego, niebanalną paletą kolorów oraz wykorzystaniem religijnej symboliki, złożył się na pasjonujący, brudny, ale zarazem nie całkiem odarty z nadziei kryminał.

The Man Without Fear jest dziełem utrzymanym w zbliżonej stylistyce, ale biorącym na tapet młodość Daredevila. To wzorowa geneza superherosa, kreśląca jego pochodzenie, otoczenie i motywacje, brawurowo zilustrowana przez Johna Romitę Jr. Nieprzypadkowo, traktowana początkowo jako alternatywna, z czasem niemal wyparła tę oryginalną autorstwa Stana Lee i Billa Everetta z lat 60. Właśnie nią inspirowali się zarówno twórcy niesławnego filmu, jak i showrunnerzy cenionego serialu Netfliksa.

Zawartość tomu: Peter Parker, The Spectacular Spider-Man #27-28 (1979), Daredevil vol 1 #219 (1985) i #226-233 (1986) oraz Daredevil: The Man Without Fear #1-5 (1993-1994).

Jak więc to ugryźć?

Daredevil Frank Miller
Przykładowa plansza z “Daredevil: Frank Miller tom 4” / fot. materiały prasowe

Powyższe akapity mogą sugerować, że mamy tu do czynienia z tytułem, za którym trudno nadążyć, ale to tylko pozory. Kluczem, którym należy się kierować są po prostu komiksy ze scenariuszami Millera. Nastawiając się na to, że w wydaniach Egmontu zetkniecie się także z gorzej znoszącymi upływ czasu zeszytami innych autorów, nie powinniście się zawieść.

Wszystkim, dla których to będzie pierwszy raz, szczerze zazdroszczę!

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Daredevil: Nieustraszony, Batman: Rok pierwszy, Sin City

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.