Advertisement
KomiksKultura

“Supergirl: Jak być super” – hej, to Kara Danvers, poznajcie się [RECENZJA]

Maurycy Janota
Fragment okładki tomu "Supergirl: Jak być super" / fot. materiały prasowe

Supergirl: Jak być super to siódmy z kolei tytuł (omawiany album dzieli tę pozycję z wydanym tego samego dnia Młodzi Tytani: Beast Boy kocha Raven), który ukazał się w linii Egmontu “DC Powieść graficzna 13+”, przeznaczonej dla młodszych czytelników niż mainstreamowe komiksy superbohaterskie tego samego wydawnictwa. Pierwotnie nie była to jednak pozycja tworzona z myślą o tejże grupie docelowej.

A to dlatego, że w momencie, w którym powstawała, format “DC Graphic Novels for Young Adults” jeszcze nie istniał. Wyrosła z projektu “DC Ink” inicjatywa oficjalnie wystartowała dwa lata temu, podczas gdy materiał zebrany w Supergirl: Being Super zadebiutował w czterech zeszytach publikowanych od lutego do sierpnia 2017 roku. Z przeniesionych jak dotąd na polski rynek tomików, dzieło Mariko Tamaki i Joelle Jones jako jedyne nie jest więc de facto powieścią, co typową elseworldową miniserią. Mimo to decyzję o zainkorporowaniu pracy duetu autorek do imprintu dedykowanego nastolatkom znajduje uzasadnienie – rzeczywiście nie oferuje treści nieodpowiednich dla tej kategorii, a wręcz przeciwnie, porusza tematy dorastania i opowiada o bohaterce, z którą łatwo utożsamiać się osobom w wieku szkolnym.

Supergirl: Jak być super recenzja
Przykładowa plansza z “Supergirl: Jak być super” / fot. materiały prasowe

Jeśli macie w zwyczaju omijać szerokim łukiem tytuły z oznaczeniem “13+” na okładce i nie przekonuje was to, że Being Super przypisano je dopiero z czasem, być może wasze zdanie zmienią dwie kwestie – po pierwsze, fani dość szybko mianowali tę miniserię jedną z najlepszych historii z Supergirl; po drugie, jest to pierwszy (!) solowy komiks o postaci Ostatniej Córki Kryptona dostępny po polsku. Biorąc pod uwagę niemałą popularność kuzynki Supermana i to jak rozrósł się rodzimy rynek, praktyczna jej na nim nieobecność, naprawdę dziwi.

Przeczytaj również:  „Chcę wiedzieć, jak powstrzymać czas”. Recenzujemy „Piosenki o miłości”

Przeczytałem już w swoim życiu trochę komiksów o Dziewczynie ze stali i, choć nie dołączę do tych obwołujących Jak być super definitywną opowieścią o tej superbohaterce, zgadzam się, że to udana i przede wszystkim bardzo przystępna fabuła, dobra na początek znajomości z Karą Zor-El. Ze względu na jej skomplikowane wydawnicze losy (przykładowo Supergirl z głównego kontinuum długo pozostawała martwa, a najdłuższa seria o takim tytule skupiała się na zupełnie innej postaci), każda uwspółcześniona geneza, przedstawiająca, z jakimi problemami mierzy się Kara, jest na wagę złota. Zwłaszcza gdy bierze się za nią zdolna scenarzystka, która ma na koncie tak znakomity niezależny komiks w całości poświęcony dziewczęcemu wchodzeniu w dorosłość, jak Pewnego lata, którego polską wersję językową zawdzięczamy Kulturze Gniewu.

Supergirl: Jak być super recenzja
Przykładowa plansza z “Supergirl: Jak być super” / fot. materiały prasowe

W Jak być super dojrzewanie protagonistki okazuje się równoznaczne z odkrywaniem przez nią nowych, skrywanych dotąd mocy oraz ich pochodzenia. Po latach akceptowania swojej inności i niepisanej umowy z rodzicami o niezadawaniu pytań, Kara Danvers zaczyna przechodzić kryzys tożsamości i szukać odpowiedzi. Nie wie jednak komu zaufać, ani na co tak właściwie ją stać, a nagła śmierć przyjaciółki dodatkowo wywołuje w niej poczucie winy – wierzy, że gdyby odpowiednio wcześniej dowiedziała się, skąd wzięły się jej umiejętności, zdołałaby ją uratować.

Wiadomo, że superbohaterska formuła uniemożliwia Tamaki rozwinięcie skrzydeł i narzuca pewne ramy – na którymś etapie historii musi pojawić się złowroga organizacja, potencjalny “love interest” i nawiązania do reszty uniwersum – ale w warstwie obyczajowej dalej widać dar scenarzystki do pisania nastoletnich bohaterek. Wątki rodzinne, relacje między przyjaciółkami i wewnętrzne dylematy Kary wypadają dzięki temu wiarygodnie i bezpretensjonalnie i to one, a nie pośpieszna (najpierw ledwie sygnalizowana, później lawinowo się rozpędzająca) intryga stanowią trzon i serce tej opowieści.

Przeczytaj również:  "Lepsi Wrogowie Spider-Mana" - Dyplom za udział i dobre chęci [RECENZJA]
Zestawienie oryginalnego wydania zeszytowego z edycją Egmontu opartą na formacie “DC Graphic Novels for Young Adults”

Graficznie album z jednej strony zgrabnie wpisuje się w stylistykę imprintu – wpływa na to nie tylko wyrazista i ekspresyjna kreska Jones, ale także zmieniona względem oryginału, ograniczona paleta barw, korzystająca głównie z kolorów kojarzonych z Supergirl, czyli odcieni czerwieni, żółci i niebieskiego (w wersji zeszytowej za kolory odpowiadała Kelly Fitzpatrick, tu zaś Jeremy Lawson) – z drugiej da się odczuć, że oryginalnie Being Super ukazywało się w większym, a w zasadzie normalnym dla amerykańskich zeszytówek formacie. Kadry są ściśnięte, skompresowane i wypełnione treścią, przez co osobiście wolę pierwszą edycję. Tamta pozwala jeszcze bardziej docenić niepodważalny talent Jones (znanej m.in. z Lady Killer czy Batmana Toma Kinga).

Z punktu widzenia sztuki komiksowej można mieć więc wątpliwości czy linia “DC Powieść graficzna 13+” nie ujmuje Jak być super części walorów, ale odbiorca, który niekoniecznie będzie tym się kierował i docelowo szuka po prostu przyjemnej, kompetentnie napisanej i narysowanej historii o Supergirl, nie powinien wzbraniać się przed sięgnięciem po ten tytuł. Kto jest ciekaw postaci i szanuje dorobek autorek (wszak żaden tom z tego imprintu nie może pochwalić się tak rozpoznawalną i docenianą obsadą twórców/twórczyń), śmiało niech traktuje Being Super jak tradycyjną miniserię od DC.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

komiksy z rysunkami Joelle Jones, tomiki z "DC Powieści graficzne 13+"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.