PIĘĆ POWODÓW, by obejrzeć 3. sezon “The Crown”

Wielkimi krokami zbliża się jedna z najbardziej oczekiwanych serialowych premier tego roku. The Crown to nie tylko najdroższa produkcja Netflixa, ale i jedna z najbardziej udanych. Włodarze streamingowego giganta kazali nam czekać dwa lata na kontynuacje historii o królowej. W trzecim sezonie przeskakujemy o prawie dwadzieścia lat w przód względem poprzedniego, stąd też zmiana całej obsady produkcji. Już na wstępie mogę napisać, że owy zabieg okazał się niemałym sukcesem. Jeżeli zastanawiacie się nad tym czy warto dać The Crown 3 szansę, przeczytajcie listę powodów dzięki którym moja odpowiedź brzmi „tak”.

1. Boyhood podany po królewsku (czyli NIESAMOWITE AKTORSTWO)

Miałam dwa bardzo skrajne podejścia do zmiany obsady. Z jednej strony owa decyzja niesamowicie mnie cieszyła – choć to może nieco masochistyczne podejście, ale lubię konfrontacje z nowymi aktorami w starych, uwielbianych przeze mnie rolach. Tu takich zderzeń jest mnóstwo. Przejście między Foy, a Colman, czy Smithem a Menziesem są nie tyle bezbolesne, a absolutnie niezauważalne. Czułam się trochę tak, jakbym do serialu usiadła po dziesięcioletniej przerwie, a aktorzy w tym czasie zdążyli się lekko zestarzeć. Już zresztą w zwiastunach można było zauważyć, że ani Menzies ani Colman nie będą próbować na nowo zinterpretować królewskiej pary – skorzystali z przetartej już przez Smitha i Foy drogi.

2. Niezauważalna codzienność (czyli SCENARIUSZ, KTÓRY NIKOGO NIE POMIJA)

The Crown to oczywiście wciąż historia poświęcona ciężarowi korony, która spoczywa na głowie Elżbiety. W tym sezonie jednak sama królowa, to zaledwie część składowa szerokiej bazy wszystkich postaci. Błysk fleszy spowije każdą postać. Od tych, na których perypetie tak bardzo czekaliśmy – po te absolutnie niezauważalne przez widza. Serial po raz kolejny mocno podkreśla znaczenie jednostki… nawet, gdy postacie wykrzykują, że owa jednostka żadnego znaczenia nie ma.

Nie tylko to sprawia, że w The Crown niezauważalne staje się zauważalne. Pomaga temu również fakt, że serial coraz częściej zagląda do najbardziej trywialnych zajęć bohaterów oraz do codziennego życia obywateli Wielkiej Brytanii. Okiem rządu, królowej i Brytyjczyków możemy obserwować spektakularny wręcz upadek królestwa i ekonomiczną pochyłą na jakiej się znajduje.

Ten serial nigdy nie był tak wzruszający, bo i nigdy tyle wątków nie dostało swojego ostatecznego rozwiązania. A z racji tego, że dwa poprzednie sezony je tak bardzo rozwinęły… niektóre rzeczy zabolą. Nawet bardziej niż się tego spodziewacie.

3. Niekryształowa rodzina królewska (czyli NIKT TU NIE JEST IDEALNY)

Scenarzystom stojącym za sukcesem serialu niejednokrotnie zarzucano zbytnie gloryfikowanie Królowej Elżbiety i podnoszenie jej do postaci niemal boskiej. W tym sezonie jej wady są nie tyle lekko widoczne, co tak wyraźne, że aż frustrujące. Kadr za kadrem sprawiają, że widz coraz bardziej zastanawia się nad moralnością Królowej, jak i towarzyszących jej bohaterów.

Nie mogę nazwać tego sezonu antymonarchijnym, bo mimo przedstawienia wszelkich wad systemu buzuje w nim patriotyzm i wielka miłość do funkcji jaką sprawuje Elżbieta. Twórcy jednak na każdym kroku podkreślają, że wierzą w jednostkę, wierzą w człowieka — wierzą w zmiany.

Owe przywary sprawiają, że bohaterowie zdają się być bardziej ludzcy, a The Crown mniej przypomina suchy artykuł rodem z Wikipedii. Co więcej, przyglądając się finałowym odcinkom trzeciego sezonu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ocena dwóch poprzednich w mojej głowie jeszcze bardziej wzrasta. To naprawdę sprytnie napisany sezon!

4. Nie tylko Karol… (czyli PRZEDSTAWIENIE INNYCH DZIECI ELŻBIETY)

Spodziewałam się, że 3. sezon The Crown poruszy temat tylko jednego dziecka Królowej Elżbiety – jej prawowitego spadkobiercy, Karola. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że wcale tak nie jest. Karol zdaje się być czasami pomijamy przez scenarzystów, w ten sam sposób w jaki prawdopodobnie mogła pomijać go jego własna familia. Tłamszona przez ostre pióra twórców, jego postać na ekranie znajduje ujście dopiero pod koniec sezonu. Wcześniej, w wieku około-dorosłym pojawia się jego młodsza siostra – buntowniczka Anna. Jej rola w tej odsłonie nie jest może i ważniejsza od Karola, ale sylwetka księżniczki robi sporo zamieszania. To idealne połączenie Małgorzaty i Elżbiety oraz odpowiedź na pytanie „co by było gdyby…”

5. Niesamowite detale (czyli THE CROWN 3 TO JEDEN Z NAJPIĘKNIEJSZYCH SERIALI NA RYNKU)

Detale nigdy jeszcze nie współgrały ze sobą tak dobrze jak w tym sezonie. Zarówno użycie muzyki, pomysły na zdjęcia, jak i scenografia czy kostiumy są w każdym calu idealne. Co więcej, twórcy pozwolili sobie na co nieco kreatywności w tych obszarach. Fani będą mieli co ustawić na tło na Facebooku, a adepci sztuki filmowej z czego się uczyć.


Przed Wami najlepszy sezon The Crown kiedykolwiek, więc wyczyśćcie swój grafik na niedzielę 17 listopada. Naprawdę warto.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.