Wywiady

“To bohater narzuca konwencje” – rozmowa z Agnieszką Smoczyńską

Maja Głogowska

W 2015 roku Agnieszka Smoczyńska po raz pierwszy podbiła Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jej debiut, Córki Dancingu obrodził nagrodą dla najlepszego debiutu reżyserskiego. Dwa lata później film pokochano także w Stanach Zjednoczonych. Z festiwalu filmów niezależnych Sundance wrocławska reżyserka przywiozła Nagrodę Specjalną (konkurs World Dramatic Cinema Competition). Wrocławianka przygotowała swój pierwszy zagraniczny film. Silent Twins to opowieść o dwóch bliźniaczkach, które komunikują się tylko ze sobą. Walijki poruszają się między dwoma światami. Prawdziwym, w którym czekają na nie upokorzenie i alienacja. Oraz ten w którym mogą być sobą dzięki kreatywności w snuciu coraz to kolejnych historii.

Agnieszka Smoczyńska to pochodząca z Wrocławia reżyserka oraz scenarzystka. W rozmowie z Maja Głogowską opowiedziała między innymi historie pozyskania scenariusza Silent Twins. Film objęliśmy naszym patronatem medialnym.


Maja Głogowska: June i Jennifer Gibbons nie nie są swoimi odbiciami lustrzanymi, choć usilnie próbują się nimi stać. Synchronizują tempo swoich ruchów, wypowiedzianych zdań. Jak myślisz, skąd w nich ta potrzeba upodabniania się do siebie?

Agnieszka Smoczyńska: Po to, by poczuć bliskość drugiej osoby. By poczuć się bezpiecznie, kochane. Przejrzeć w tej drugiej osobie, znaleźć w niej zwierciadło. Pracując nad tym filmem zastanawiałam się nad relacją z drugim człowiekiem. I nad tym, co relacja z drugim człowiekiem nam daje. Możemy budować na jej podstawie swoją tożsamość, określać siebie. To jest bardzo skomplikowane i złożone. Czemu chciały się do siebie upodobnić? Bo miały tylko siebie. Były bliźniaczkami, które żyły w jednym pokoju. Poza swoim pokojem były niezrozumiane przez ich wadę wymowy, szybkość mówienia i akcent barbadoski. Ludzie przestali je rozumieć. Zaczęły coraz bardziej zamykać się w swojej relacji, więc stworzyły pakt, by odzywać się tylko do siebie. 

Bohaterki nieustannie powtarzają „Nie ma radości w samotności”. Czy myślisz, że w to wierzyły? 

Nie. Dla nich to była próba kontroli. Te słowa działały dla nich niczym wyliczanka, zaklęcie po to, by utrzymać się razem ze sobą. Zaczęły to powtarzać jako małe dziewczynki i tak im zostało.

Siostry Gibbons nieustannie przyglądają się poczynaniom Księżniczki Diany. Ich życie w fantazmacie idealnie rezonuje z jej okrutną historią. Aż zdaje się, że nazbyt idealnie. Dopisałaś to na potrzeby filmu, czy to prawdziwy aspekt historii? 

To jest wszystko prawda. Nawet z ich pamiętników wiemy, że oglądały ślub Lady Diany i księcia Karola. One były zafascynowane Lady Di. Miała wadę wymowy tak jak one. Miała problemy z jedzeniem, z bulimią tak jak one. Czuły z nią więź, bardzo się z nią identyfikowały. W dodatku, była księżną Walii w której bliźniaczki żyły. Przygotowując się do Silent Twins, Zuzanna Wrońska, współautorka muzyki, która jest wielką fanką Lady Di zrobiła nam cały wykład o księżnej Walii. Szukała pewny korelacji między nią a June i Jennifer Gibbons. Odpowiedzi na to, co mogło je w niej fascynować. To było coś niesamowitego.

Czy odnajdujesz mistycyzm w relacji bliźniaczek? 

Tak. Bliźniaczki mówiły, że ich intuicja, bliskość były niczym telepatia. Doskonale przeczuwały co powie siostra. Nawet jeśli były w różnych pokojach potrafiły siedzieć w dokładnie tej samej pozycji. 

Silent Twins to kolejny z Twoich filmów, który był wyświetlany w sali nr 1 w trakcie festiwalu Nowe Horyzonty. Czym dla Ciebie jest ten festiwal?

Wychowałam się na Nowych Horyzontach, nauczyły mnie kina. W tym roku specjalnie przyjechałam na festiwal kilka dni przed premierą Silent Twins, by pochodzić na filmy. Podczas festiwalu codziennie byłam w kinie. Nowe Horyzonty cały czas mnie wychowują filmowo. 

Kiedy pierwszy raz odwiedziłaś festiwal? 

Jeszcze gdy były w Cieszynie! Później zaczęłam przyjeżdżać na festiwal ze swoimi filmami. To jest jeden z najważniejszych festiwali. To, co zrobił Roman Gutek to wychowanie całych pokoleń młodych, wrażliwych ludzi. Przez to jak skonstruowany jest program, jego różnorodność, nie ma tu jednego klucza, sekcji jest tak wiele. Nowe Horyzonty cały czas wychowują widzów. 

Oczywiście projekty, które zrobiłam nie są przypadkowe, ale w mojej karierze jest bardzo dużo przypadku. Fuga miała być moim debiutem, ale scenariusz powstawał tak długo, że w międzyczasie zrobiłam Córki Dancingu. Poza tym po krótkim metrażu Aria Diva bardzo długo nie mogłam zadebiutować, bo na swoją szansę czekałam aż osiem lat.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989)

Scenariusz Silent Twins do Ciebie przyszedł…

Tak. Gdy kończyłam kręcić Fugę dostałam wiadomość na Facebooku od scenarzystki, Andrei Seigiel. Zazwyczaj nie czytam wiadomości od nieznajomych, bo to głównie spam. Tym razem było inaczej.

Pamiętasz swoją pierwszą reakcję na lekturę tego scenariusza? 

Pamiętam ten moment, gdy wzięłam się za ten scenariusz. Towarzyszyło mi niesamowite zdziwienie, niedowierzanie, czasami też wzruszenie i żal wobec tych dziewczyn. Uśmiechałam się dużo do tej historii. To było dla mnie poruszające, że bliźniaczki były ofiarami, ale były też brutalne i wobec siebie, jak i świata. Ten ich dualizm, kompletne zaprzeczenie… Zafascynowało mnie to. Z jednej strony bogaty świat wyobraźni, w którym są same. Ożywione, szczęśliwe, pełne radości i pomysłów. I ten drugi, w którym są ofiarami wobec innych ludzi i siebie. To rozszczepienie ich świata było dla mnie bardzo poruszające.

Szepty bliźniaczek z off-u, kicz Boney M prosto z telewizora CRT, poezja, animacje, skoki czasowe… Bawisz się formą tego filmu. Myślę, że też po to, by eksplorować dualizm dusz głównych bohaterek…

Tak! 

Jak wyglądała twoja praca nad wymyśleniem tak niekonwencjonalnej struktury filmu? 

To była długotrwała praca. Gdy dostałam ten scenariusz najpierw zaczęłam pracować z Kubą Kijowskim, operatorem filmu. Zastanawialiśmy się nad tym, w jaki sposób opowiedzieć ten film. Jak opowiedzieć o dwóch bliźniaczkach? Czy to ma być jedna aktorka, czy dwie? Zastanawianie się nad tą kwestią było dla nas karkołomnym zadaniem. Gdy omawialiśmy tę historię zrozumiałam jednak, że bezsensem jest brać do tych ról tylko jedną aktorkę. Przestawianą z jednego krańca kadru na drugi. Ego i alter ego. Zrozumiałam, że to ma być film o ich relacji i tym, co jest między nimi. Po Kubie do ekipy dołączyły aktorki, muzycy, czyli Zuza Wrońska, i Marcin Macuk. Marcin Lenarczyk, dźwiękowiec, Jagna Dobesz, scenografka i Kasia Lewińska, kostiumografka. Wspólnie czytaliśmy książkę i wtedy wyłaniał się język naszego filmu. To bohaterki, dziewczyny wrzucone w walijskie lata 70te narzuciły język filmu, jego formę. Widziałam już po Córkach Dancingu, że to bohater narzuca konwencje. 

Po tym, gdy podniosłaś Złotego Lwa na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni rozpoczęła się dyskusja. Czy Silent Twins powinny móc pretendować do tej nagrody? Ja uważam, że jak najbardziej. Nie tylko ekipa, która stoi za filmem jest w większości polska, jak i zdjęcia odbyły się w Polsce, czy korzystaliście częściowo z polskiego dofinansowania. To, że film z takim rozmachem i w języku angielskim jest polską produkcją jest dla mnie czymś pięknym… Jednak głosy są różne. Jak ty na to patrzysz?

Też uważam, że to polski film. Milczenie Bergmana jest przecież w języku wymyślonym, dzieje się wyimaginowanej przez niego rzeczywistości. Można tu zadać podobne pytanie: czy to w takim razie szwedzki film, czy nie? 

Jak wyglądał angaż Letitii Wright do filmu? To duże nazwisko, szczególnie dziś, gdy już za niecały miesiąc przejmie rolę Marvelowskiej Czarnej Pantery… 

Finansowanie filmu zaczęliśmy od strony amerykańskiej i brytyjskiej. W Stanach przy walce o dofinansowanie dobrze mieć zawsze obsadzoną główną rolę w filmie. Najlepiej, gdy jest to gwiazda. Przedstawiono mi kilka nazwisk młodych czarnoskórych aktorek. Powiedziałam, że chcę się spotkać z Letitią. Odezwałam się do niej. Ona dobrze znała tę historię, czytała książkę Milczące bliźniaczki. Przeczytała scenariusz i zaprosiła mnie na spektakl The Convert, w którym grała główną rolę. Poleciałam do Londynu, by ją zobaczyć w teatrze. Po przedstawieniu porozmawiałyśmy i już wiedziałam, że jest do tej roli idealna. 

Silent Twins to twój anglojęzyczny debiut fabularny. Przed zdjęciami do filmu pracowałaś nad Warrior Nun, anglojęzycznym serialem. Czy to miało być przygotowanie do wyreżyserowania historii bliźniaczek? 

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989)

Dokładnie tak było. To doświadczenie bardzo mi pomogło. Gdy zdecydowałam się na Warrior Nun już w rękach miałam scenariusz Silent Twins. Chciałam zrobić coś w języku angielskim. Zobaczyć, czy jestem w stanie reżyserować emocje w tym języku. Problemem nie jest praca z ekipą, bo ta jest bardzo podobna. Praca z aktorem, czy aktorką jest wyzwaniem i była dla mnie największą tajemnicą. Czytałam jednak, że Kieślowski reżyserował trylogie kolorów w języku francuskim, którego kompletnie nie znał, ale miał tłumaczkę. To dało mi odwagi.

Twój nowy film wywołuje różne emocje. Radość, smutek, frustracje… Czy jest emocja, którą lubisz najbardziej wydobywać z widowni? 

Kino to są emocje. Wszystko się wokół nich kręci. Pytanie, w jaki sposób chcesz je wyciągnąć. Możesz wyciskać łzy tak jak robi się to w telenowelach, czy komediach romantycznych. Tam emocje są bardzo silne. To typ wzruszenia łatwego. Są filmy, na których szybko się wzruszam, chyba że czuje się oszukiwana przez twórcę – wtedy się denerwuje. Lubię, jednak gdy film oddziałuje na najgłębsze emocje, które nie przychodzą zawsze w momencie oglądania, ale i po rezonują z widzem po seansie. 

Twoja kariera zdaje się być nieustannym ciągiem pracy, czy czasami odpoczywasz od tworzenia?

Trudne pytanie. Czasami mam potrzebę kompletnego odcięcia się od tworzenia, ale to nie są długie momenty. Mam wrażenie, że reżyser, czy reżyserka przez cały czas jest w pracy. Rzeczy, które pierwotnie zdają się kompletnie nie nadawać do filmu odbijają się w nim w jakiś sposób. Choćby formie uczucia, doświadczenia. 

Nagroda na festiwalu Sundance, premiery na Nowych Horyzontach, wydanie Córek Dancingu w The Criterion Collection a ostatnio Złoty Lew. Czy miałaś moment, w którym poczułaś się wielkim nazwiskiem świata kina? Postacią kultową?

Ja tak na to absolutnie nie patrzę! Nie odbieram tego tak. Słyszę to od widzów. A widzowie, ludzie i gusta są bardzo różni. Wiem na przykład, że Córki dancingu są bardzo znane w Nowym Jorku. Gdy teraz tam byłam wielu widzów do mnie podchodziło i mówiło, że zna mój film. To było dla mnie bardzo miłe zaskoczenie w kontekście Silent Twins. Ale czy w Polsce Córki dancingu obrosły statusem kultowym? Nie wiem. Na pewno w niektórych kręgach. Zależy do kogo trafił ten film. 

Spotkaliście się z dużą ilością problemów produkcyjnych. Powstanie Silent Twins było chyba niemałą przeprawą… 

W pewnym momencie nasza rozbujana produkcja absolutnie stanęła. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Dużo filmów tak miało w czasach pandemicznych. U nas to wyglądało tak, że kompletnie nie wiedzieliśmy co będzie za tydzień, za dwa, za miesiąc. Trwaliśmy w takim zawieszeniu przez kilka miesięcy. Wykorzystałam jednak ten czas. Na Zoomie spotykałam się z operatorem, Kubą Kijowskim. Osobno spotykałam się z aktorkami, z którymi rozmawiałam codziennie. Przez koronawirusa producenci musieli pozyskać dodatkowe pieniądze na finansowanie, ubezpieczenia, wszelkie covidowe protokoły i obostrzenia. Do końca nie było wiadomo, czy to wszystko wypali. Udało się zebrać fundusze a na pokład dołączył Focus Features, któremu się projekt spodobał. Wtedy w życie wszedł Brexit, lockdown Londynu i Anglii. Ekipa ugrzęzła w Londynie. Nie mogliśmy nawet sprowadzić scenografii. W nocy przed startem zdjęć dotarła do nas łazienka z filmu. Nie mogliśmy sprowadzić też charakterystycznych brytyjskich kontaktów. Dziewczyny rozmontowywały je z kamperów i przywoziły na plan! Gdy już zdjęcia miały ruszać zamknęły się hotele i restauracje… To bardzo utrudniło całą specyfikę pracy. Aktorzy nie mogli przylatywać na kilka godzin, tylko musieli odbywać kwarantannę. To wiązało się nie tylko z dodatkowymi kosztami, ale i z poświęceniem ze strony aktorów. Zwłaszcza tych, którzy nie mieli głównych ról a jeden dzień zdjęciowy

Nie miałaś momentu kryzysowego, gdy chciałaś rzucić ten projekt? Odłożyć go na czas popandemiczny? 

Absolutnie nie. Ani przez sekundę. Ani ja, ani producentki, Klaudia Śmieja i Bogna Szewczyk. 

Silent Twins objęliśmy naszym patronatem medialnym.



Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.