“Yesterday”, czyli film-koncept bez polotu [RECENZJA]

Chyba każdemu zdarza się od czasu do czasu gdybać. Gdybym skreśliła te, a nie inne numery w Lotto, to na moim koncie leżałyby miliony, gdybym nie obejrzała się w tamtym momencie to wylądowałabym pod kołami samochodu, a gdybym teraz przeniosła się w czasie to mogłabym stanąć za sterami swoich ulubionych serii. Luke i Leia nigdy nie złożyliby pocałunku na swoich ustach, Gwen Stacy nie urodziłaby dwójki dzieci a Harry Potter poległby w zakazanym lesie. Jednak jeśli bym tak postąpiła, to bezsprzecznie okradłabym autorów owych dzieł i nie wiadomo, gdzie znajdowaliby się dziś (czy w takim wypadku J.K. Rowling wyszłaby z zatrważającej biedy?). Główny bohater filmu Yesterday nie musiał cofać się w czasie. Wystarczył moment, by na całym świecie wyłączył się prąd a świadomość istnienia Beatlesów wyparowała z głów niemalże każdego obywatela naszej planety.

Zobacz również: 5 filmów “MUST-SEE” z FRONTU WIZUALNEGO na Nowych Horyzontach 2019

Na papierze brzmi to świetnie, ale zbyt wiele czynników nie nadążało za tym istnym filmem-konceptem i finalnie Yesterday potrafi rozczarować nawet podczas serwowania nam najprostszych wątków. Co nie wyszło w najnowszym filmie w reżyserii Boyle’a i – co ważniejsze – spod pióra Curtisa, prawdziwego mistrza komedii romantycznej?

Głównym bohaterem produkcji jest Jack Malik, absolutnie niecharyzmatyczny muzyk, który mimo wielu lat artystycznej suchoty wciąż próbuje przebić się do szerokiego świata show biznesu. Film powinien nam zobrazować tu całe pasmo jego porażek, ale ledwo zarysowuje jedną i już. Mamy cud. Nikt nigdy nie słyszał głosów czwórki z Liverpoolu.

Niestety Jack Malik jako postać jest po prostu nijaki. Nie ma problemów z którymi moglibyśmy się identyfikować, a jego relacje z ludźmi zamiast bawić czy cieszyć, nużą. Jeśli po zwiastunie myśleliście, że tam gdzie jest Lily James, tam jest świetna dynamika między postaciami, to niestety grubo się myliliście. Tak, James dała tu niesamowity pokaz swoich możliwości (czekam na jej rolę życia. Oby tylko nie bała się odrobiny pikanterii w doborze scenariuszy), ale skrypt jej po prostu nie pomaga, przez co relacja jej postaci z postacią graną przez Patela jest drewniana…

Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki

… Bo przecież, gdy Jack śpiewa o rzeczach, o których nie ma pojęcia – my, widzowie, powinniśmy czuć pewną sprzeczność. Tu nie ma to żadnego wydźwięku – chyba, że sami go sobie dopiszemy. Sam przemysł muzyczny też nie jest rozpisany bez skazy i dzieli się raczej na cudownych, inspirujących muzyków i złych menadżerów. Rozpisywanie opiekunów gwiazd jako postaci bez serca, traktujących każdego jako produkt i w pogoni za pieniędzmi zapominających o jakimkolwiek artyźmie, już dawno stało się nudne, a oprócz tego wydaje się też krzywdzące. Nie trzeba być okrutnym by być dobrym menadżerem i byłoby fantastycznie, gdyby każdy film o muzyce nie starał się przekonać nas, że jest inaczej.

Dziwnym trafem na plus Yesterday działa… Ed Sheeran. Irlandzki muzyk wcielił się w tej produkcji w samego siebie i stał się jedną z niewielu ostoi realizmu. Odkrył naszego bohatera gdzieś poprzez zaplętlone kanały social media, uczynił go swoim supportem, a Jack Malik stał się instant-gwiazdą. W taką historie mogę uwierzyć. Szkoda, że muzyk nie wkłada w swoją rolę trochę więcej wysiłku. Zupełnie tak, jakby wstydził się, że ją przeszarżuję. 

Może kolejną cegiełką w naszym gdybaniu powinno być: co gdyby Curtis napisał dobry scenariusz? A może tu naprawdę był tylko koncept głównego wątku i zarys oprawy muzycznej, a samej historii jak nie było rozpisanej na samym początku, tak i nie było na końcu.


2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.