“Szukając Alaski” – Znajdując ból [RECENZJA]

Jak na osobę, która darzy świat dużą miłością, nienawidzę sporej ilości rzeczy. Wiele z nich to codzienne drobnostki, ale są takie, które szczególnie mocno mi przeszkadzają – na przykład wieczne bagatelizowanie problemów młodych przez starszych. Zdaje się, że większość osób opuszczając gmachy szkoły średniej zapomina o tym, że nie zawsze życie w niej było najprostsze. Zaczyna nabijać się z ideałów, które wcześniej dumnie nosili. Nagle, ich wszelkie zagwozdki przestają nimi być i waga owych problemów sprowadzana jest do zerowej. Osoby z takim podejściem nie powinny zaglądać do Szukając Alaski, bo to serial od którego łatwo się odbić. 


Przeczytaj również: “The End of the F***ing World” powrócił i znów zachwyca, nawet jeszcze bardziej niż ostatnio [RECENZJA]

Po pierwsze, dlatego, że to serial na podstawie książki Johna Greena. Pisarza, który słynie z powieści młodzieżowych, którymi zachwyca się raczej w wieku gimnazjalnym. Większość z nich to wzajemna kalka, szczególnie w kwestii opisów postaci. Każdy bohater Greena jest lekko niepewny siebie, sarkastyczny, nieprzeciętny. Szukając Alaski było jego debiutanckim dziełem i zostało prawdopodobnie tym najbardziej docenionym przez krytykę. W niektórych szkołach Alaska została nawet lekturą szkolną.

Szukając Alaski to serial pretensjonalny w ten najmniej przyjazny widzom sposób. Patetyczności nadaje mu nastoletność każdego z bohaterów. Składają się na nią między innymi słowa, które rzucają –  zdaje się na wiatr. Każdy z nich korzysta z cytatów znanych filozofów, poważnych ekonomistów i powszechnie szanowanych pisarzy. Wszystko okraszają najtrudniejszymi ze słów, które tylko mogą nawinąć im się na język.


Przeczytaj również: PIĘĆ POWODÓW, by obejrzeć 3. sezon “The Crown”

Ten zabieg dołożył wielką cegiełkę do tego, by główni bohaterowie Szukając Alaski mogli stać się naprawdę realni. Każdy z nich ma swoje zalety i wady, ale nie jest to jedynie spis plusów i minusów — każda cecha charakteru jest żywa. Pączek wzmaga w nas zażenowanie swoimi wszelkimi brakami w umiejetnej komunikacji, niejednoznaczność Alaski irytuje, a ryzykanctwo Kaprala denerwuje. Na szczęście, nikt tu nie jest czarny ani biały. Tak, jak owi przyjaciele wzmagają w nas negatywne uczucia, tak też i sprawiają, że chcemy celebrować ich wszelkie zwycięstwa. Ci bohaterowie to żywa tkanka, więc ciężko nie poczuć ukłucia żalu, gdy ich czas zmierza do końca, a przecież możemy spędzić z nimi tylko osiem godzin swojego życia.

Szukając Alaski to produkcja, która bazuje na świetnie napisanych dialogach i znakomicie zbudowanych postaciach. Historia sama w sobie nie jest w niej tak ważna jak fakt, że jej poszczególne osie kręcą się wokół najważniejszych charakterów. Wielka szkoda, że serial ma spore problemy z tempem. Czasami jego seans sprawiał, że moje oczy mimowolnie opadały pod ciężkością powiek. Nie dlatego, że nie byłam zainteresowana tym co będzie dalej, wręcz przeciwnie.

Chciałam przecież obserwować to, jak rozwijają się bohaterowie i jak płyną ich myśli. Problem tempa ma tu zupełnie inne podłoże i zdaje się nim być fakt, że twórcy za bardzo chcieli trzymać się pierwowzoru w kwestii upływu czasu. Wszystkie wydarzenia musiały zdarzyć się w semestrze pierwszym i nie mogły wyjść poza niego. To sprawiło, że czasami wraz z bohaterami widz musi przechodzić przez niekończące się meandry powtarzalności. Przez to też pewne wątki, wielkie miłości i żelazne przyjaźnie wydają się być nieco nierealistyczne.


Przeczytaj również: “Watchmen”: Omawiamy 4 odcinek serialu HBO

Jednak, gdy za pomocą wielkich, metaforycznych nożyczek odetniemy owe meandry, zostaniemy z głęboko zakorzenionym smutkiem. Po wielkim finale serialu każda z jego poprzednich scen traci swój koloryt, a w jej zastępstwie pojawia się smutna analiza całości. Nagle, widz zaczyna przyglądać się bohaterom z większą ostrożnością i większym smutkiem. Z bohaterami nie jest łatwo się zaprzyjaźnić a w tym przypadku, gdy zostało nam to tak bardzo ułatwione, nie jest to dobrym pomysłem. Szukając Alaski to serial, który na osoby z problemami emocjonalnymi może mieć równie zły wpływ co Trzynaście powodów – niech nie zmyli Was jego powierzchowna lekkość.

Wyostrzonym dialogom towarzystwa dotrzymują między innymi fantastyczne kostiumy. Akcja serialu dzieje się w roku 2005 i to czuć, gdy przyglądamy się bezguści niektórych z bohaterów. Spoglądając w ich stronę można poczuć się jak po powrocie na łaski serwisu Nasza Klasa. Podobnie, gdy na warsztat weźmiemy fryzury, które nosi każdy z bohaterów. Niestety razi tu pewien brak konsekwencji – nawet, gdy ułożenia włosów, czy dziwne koszule w pasy sprawiają, że czujemy się nostalgicznie, nie robi tego makijaż. Ten trafiłby w gusta nawet i Generacji Z.

Szukając Alaski to serial ładny, oddychający okresem, w którym się toczy i eksplorujący muzykę niezależną. Dzieło, które mogłoby trwać i trwać, a my finalnie, nawet i po dziewięciu sezonach, moglibyśmy poczuć niedosyt i tęsknotę za bohaterami. Bo takich postaci na małych i wielkich ekranach po prostu brakuje. Nastolatków zlęknionych, niepewnych i przepełnionych pretensjonalnością. Zadających trudne pytania i z cierpieniem przechodzących przez życie. To produkcja, która w Waszym sercu zostawi prawdopodobnie większą lub mniejszą dziurę. 


Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki 


Może dlatego, że trochę tęsknicie za tym co było. Za przyjaciółmi ze szkolnej ławki, za dyskotekami z muzyką, która wywołuje na ciele niemiłe ciarki. Może tęsknicie za pożeraniem książek, które sprawiają, że czujecie się mądrzejsi, za ciałem, które jeszcze nie zna smaku alkoholu. A może dlatego, że Alaska przypomniała Wam o kilku niewygodnych pytaniach. Takich, których już nigdy nie chcieliście zadawać. Takich, które miały przejść w zapomnienie. Takich, które miały już nigdy nie wracać. 

Nie wiem jakie jest wasze „dlaczego”, ale wiem jedno. Już naprawdę nie wiem jak wyjść z tego labiryntu. 


4/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.