May el-Toukhy: “Nie wiem jak można nie być feminist(k)ą” [WYWIAD]

Maja Głogowska: Gratuluję tak udanego filmu. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobał.

May el-Toukhy: Bardzo dziękuję. 

Zobacz również: Recenzję filmu “Królowa Kier” w reżyserii May el-Toukhy!

„Królowa kier” ukazuje nietypową sytuacje wykorzystania seksualnego i to z mężczyzny robi ofiarę. Chciała Pani, aby film był właśnie w takiej konwencji od samego początku? A jeśli tak to czemu?

Tak, chcieliśmy ukazać zupełnie inną perspektywę. Słyszymy historie i czytamy w gazetach o nauczycielach wchodzących w związki z uczniami. Zawuażyłam, że jeśli jest to starsza kobieta i młodszy chłopak, to narracja jest zupełnie inna niż, gdy mówimy o starszym mężczyznie i młodszej dziewczynie. Narracja, w której podmiotami w takim związku jest kobieta i meżczyzna sprawia, że ludzie często ją romantyzyją. Tym filmem ja i scenarzystka bardzo chciałyśmy pokazać narracje w której wszystko jest tak okrutne jak nasze spojrzenie na taką sytuacje, ale w odwróconych rolach. Taki był nasz pomysł na ten film od samego początku również dlatego, że było tu dla nas więcej do odkrycia. Przykładowo, gdy do głowy wpada mi ojczym i jego pasierbica uprawiający seks myślę, że to absolutnie obrzydliwe. Jestem bardzo osądliwa i chcę, by taka osoba została pociągnięta do odpowiedzialności karnej. Przecież nie czuje jakiejkolwiek przychylności w stosunku do takiej relacji. W pewnym momencie zauważyłam, że gdy sytuacja jest lustrzana, ale w głównych rolach jest macocha i jej pasierb, moja głowa była pusta. Nie miałam na ten temat żadnego zdania. Poddawałam w wątpliwość to czy jest to wykorzystanie czy nie i właśnie to chciałam eksplorować w swoim filmie. Chcieliśmy opowiedzieć historie o konsekwencjach czegoś takiego, ale przede wszystkim o tym chłopcu. O tym co mu się przydarzyło i pokazać, że jest to równie poważne jak gdyby był dziewczyną.

W serialu Netflixa „Trzynaście powodów” jedna z bohaterek zostaje zgwałcona podczas imprezy.  W dalszej części serialu owa bohaterka walczy o sprawiedliwość, lecz sprawę oczywiście przegrywa. Twórcy serialu spotkali się z niemałym hejtem przez owy wątek. 

Ale czemu? 

Myślę, że ludzie chcieli odnaleźć w tym wątku swoją własną siłę i liczyli na to, że twórcy okażą wsparcie osobom poszkodowanym. Wykrzyczą, że jest o co walczyć. 

No tak.

Nie boi się Pani podobnego rodzaju hejtu? 

Nie. Nigdy się nie bałam takiego rodzaju hejtu, bo to nie jest film, który miał być w jakiś sposób romantyczny czy wyidealizowany. Po pierwsze, przecież ciężko jest doprowadzić do ukarania takich ludzi. Bardzo ciężko, a szczególnie w sprawach gwałtu. W Danii jest to niesamowicie trudne – chyba, że jako kobieta zostajesz zaatakowana w środku nocy w ciemnym zaułku. Gdy jest to impreza, szczególnie w twoim własnym mieszkaniu i sama zaprosiłaś owego gościa… sprawy związane z wykorzystaniem i manipulacją psychiczną czy ficzyzną są trudne i ciężko jest sprawić, że ktoś zostanie za nie skazany. Hejt, którego mogłam się bać nie dotyczył samego zakończenia historii. Tego, że nie zakończyło się to dobrze. Bałam się za to hejtu za to, że opowiedziałam historie, w której to główna bohaterka robi coś, co nie jest normanlne. W pewnym momencie pomysłałam, że może ruch feministyczny stwierdzi, że mój film jest anty-feministyczny. Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Feminizm dla mnie jest równością, równością w każdej sferze. Pokazaniem tych złych, jak i dobrych stron kobiet. To była moja największa obawa i mój największy strach dotyczący hejtu. Ale jeśli jesteś filmowcem musisz być odważny i nie możesz stawiać się w pozycji w której na każdym kroku myślisz o tym co pomyślą ludzie. 

Więc chciała Pani jak najbardziej trzymać się rzeczywistości.

O tak. Tej (przedstawionej przeze mnie) rzeczywistości. Oczywiście są też sytuacje w której takie rzeczy toczą się zupełnie inaczej, ludzie zajmują się nimi w inny sposób czy zupełnie inaczej sobie z nimi radzą. To bardzo konkretna rodzina, bardzo konkretny zakątek świata i w tej, przedstawionej przeze mnie rodzinie coś takiego właśnie się stało. To bardzo konkretny film o czymś bardzo konkretnym, a gdy opowiadasz o czymś konkretnym, finalnie robisz coś bardzo ogólnego, a ludzie mogą zastanawiać się nad owym dziełem. Często jako filmowiec chcąc mówić o wszystkim, nie mówisz o niczym, bo nie możesz mówić tak po prostu o wszystkim. Musisz mówić o wszystkim w bardzo konkretny, szczegółowy sposób i myślę, że im dokładniejszym filmowcem jesteś w kwestii pisania historii tym lepiej. 

Gustav jest nastolatkiem i choć wykonuje kilka połączeń telefonicznych, co jasno wskazuje na to, że ma smarthphone’a, to wcale nie korzysta z social mediów. Czy specjalnie zachowałaś ten aspekt jego życia poza kamerą?

Zdecydowanie tak. Wiem, że spędzanie czasu przy komputerze, oglądanie seriali to wielka część życia tak naprawdę każdego w dzisiejszych czasach. Szczególnie, gdy mówimy o młodych ludziach. Oni przecież żyją w pewnym alternatywnym świecie, w którym przebywają tylko i wyłącznie za pomocą internetu. Na pewno chciałam stworzyć bohatera, który jest lekko odłączony od społeczeństwa. Gustav nie ma wielu przyjaciół. Chciałam też stworzyć historie, która ma w sobie pewną grecką tragedię, coś co będzie wieczne. Czasami, gdy włożysz do swojego filmu sceny z iPhone’ami, Instagramem, Twitterem i stworzysz taki Instafilm to nagle wszystko się zmienia, zmienia się technologia. Ciężko jest zrobić film, w którym te media tworzą swego rodzaju nieprzemijający wzór, bo technologia ma tendencje do bycia przestarzałą po tym, gdy film już wejdzie do sal kinowych. 

W normalnych okolicznościach widzowie nazwaliby Pani film kobiecym. To Pani go wyreżyserowała, to Pani go współpisała, drugą scenarzystką jest również kobieta, no i kobietą jest też główna bohaterka, ale nie jest za to protagonistką. Czy mimo wszystko nazwałaby Pani swój film kobiecym?  

Tak! Ale to nie tak, że zaplanowałam to w jakiś sposób. Identyfikuje się jako feministka, bo po prostu wierzę w równe prawa dla wszystkich. Zarówno kobiet jak i mężczyzn. Dla mnie to coś naturalnego i prawdę mówiąc nie wiem jak można nie być feminist(k)ą. Jak można nie wierzyć w to, że powinniśmy być równi? Ale nie jest to coś co na siłę wciskałam do filmu. Jest to kobiecy i feministyczny projekt w pewien sposób. Feministycznym podejściem jest dla mnie opowiadanie historii o kobietach, które nie robią rzeczy tylko i wyłącznie dobrych. Chcieliśmy wykreować skomplikowaną postać, nową postać. Jako twórcy, filmowcy, jeśli chcemy by postacie kobiece były dobre, musimy być też odważni w snuciu tych historii o nich. Jeśli będziemy tylko reprodukować opowieści o dobrych matkach, żonach i kobietach rozdartych między pracą a domem, to nie będziemy mieć wiele do opowiadania. Nie będą to też historie relewantne dla wszystkich. Życia kobiet są przecież tak różnorodne, a my mamy jeszcze wiele do powiedzenia, ale by móc je opowiedzieć, musimy ich słuchać. Wybierać tematy, które są wielowarstwowe. W ten właśnie sposób uważam swój film za kobiecy i feministyczny, ale jeśli mam być szczera to nie wierzę w to, że jakiekolwiek dobre filmy rodzą się z ideologii. Dobre filmy rodzą się z chęci powiedzenia czegoś prawdziwego o kondycji człowieka. Wybór postaci, o której opowiesz historie czy wybór środowiska w jakim się znajduje wywodzi się z tego jakim reżyserem czy scenarzystą jesteś. Oczywiście, poglądy polityczne twórcy często są rozlane po całym filmie, ale tworząc „Królową Kier” nie chciałam jej sprzedawać jako kina feministycznego. 

Gustav jest mężczyzną, ale nie jest typowo męski. Płacze, a mimo swoich słów nie szuka zemsty. Jego ojciec zaś jest typowym mężczyzną. Jest silny, zajmuje się wszelkimi usterkami w domu i tak dalej. Czy przez ukazanie głównego bohatera w ten sposób i kontrastowanie go z ojcem chciałaś przeciwstawić się toksycznemu pojęciu męskości?

Tak naprawdę to nie, bo nie widzę Gustava jako niemęskiego. Wręcz przeciwnie. Uważam go za bardzo męskiego mimo łez płynących z jego oczu. Rozumiem za to czemu przez niektórych ludzi może być uznawany za niemęskiego z racji tego, że nie boi się swoich własnych emocji i nie czuje strachu przed pokazywaniem ich, ale pisząc te postacie nie chciałam wykrzyczeć politycznego manifestu czy udowodnić coś w temacie tego czym jest kobiecość i męskość. W pewien sposób chciałam stworzyć nowe postacie, postacie niebinarne, takie które mogłyby być zarówno kobietą, jak i mężczyzną. Tak naprawdę moja historia miała powiedzieć coś na temat hierarchii panującej w rodzinie. To było moje główne zadanie, by opowiedzieć o tej dynamice. Wierzę w to, że ludzie identyfikują się z zupełnie innymi postaciami, żyjącymi w zupełnie innych czasach. Znam kobiety, które utożsamiają się z postacią męża i mężczyzn utożsamiających się z postacią kobiecą. Czasami nawet widzowie zmieniaja swój punkt przynależności do postaci podczas seansu. Najpierw myślisz sobie „tak, ona jest najlepsza”, a później „to ten chłopak jest najlepszy”. Ja, 42-letnia kobieta potrafię się utożsamiać z pięcioletnim chłopcem, który dorasta w zupełnie innych warunkach niż ja dorastałam. To właśnie jest piękno sztuki. To, że w pewien sposób możesz żyć zupełnie innym życiem podczas czasu trwania produkcji. 

Bardzo dziękuję za wywiad. 

Ja również bardzo dziękuję.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.