Peter Parker jest Peterem Parkerem nawet jeśli tego nie lubisz [FELIETON]

Zewsząd słyszę niezadowolone szepty, jakoby nowy człowiek pająk był postacią, która mimo paszportu z nazwiskiem „Parker” nie miała z oryginalnym Spider-Manem nic wspólnego. Zarzuty te najczęściej rzucane są nie na oślep, a po zestawieniu własnego ja z portretowanym przez Toma Hollanda bohaterem. Nie mówię, że to źle, bo przecież postać o której mowa została stworzona właśnie po to by móc się z nią utożsamiać. Mówimy tu nie o człowieku jutra, kosmicie, którego pobyt na Ziemi to dzieło przypadku, nie o super-żołnierzu i weteranie drugiej wojny światowej, tylko o kimś kto na co dzień musi nosić na sobie ciężkie brzemię odpowiedzialności i łączyć je ze zwyczajną potrzebą bycia sobą. To wszystko naprawdę wybrzmiewa w Daleko od domu, wystarczy tylko wyjrzeć poza swój nos. 

Peter Parker

Trauma nie musi jawić się we łzach

Produkcję rozpoczyna swego rodzaju libretto filmowe, które efektywnie przedstawia nam fabułę dwóch ostatnich filmów o Avengers – Wojny nieskończoności oraz Końca gry. Nie robi tego jednak poprzez ckliwość, a poprzez humorystyczną wstawkę. Nic dziwnego, że licealiści klną w poszukiwaniu odpowiedzi na to, „co się właśnie stało”. „Blip” (czyli pstryknięcie i powrót) był przecież dla nich tylko chwilą, a powrót do świata owocował licznymi zmianami. Zarówno w świecie, jak i w najbliższym otoczeniu. Niektórzy z ich znajomych dorośli, młodsi koledzy zrównali się wiekiem. Twórcy raz za razem podkreślają zdezorientowanie naszych bohaterów, a my wraz z nimi zanurzamy się prosto w świat opisany kiedyś przez Steve’a Rogersa – „niektórzy idą do przodu, ale my nie”. Nasi bohaterowie próbują to robić po swojemu. Czasami wykazując postawę carpe diem (wydawałoby się głupawa relacja Neda i Betty), jeszcze inni zaś po prostu odtorowując sobie drogę ku wyjściu.

Właśnie tak robi Peter, którego jedynym, wielkim marzeniem jest spędzenie spokojnych wakacji z przyjaciółmi. Wszyscy inni, wielcy herosi wokół, dziwią się jego zachowawczej postawie, gdy przecież jest jak najbardziej naturalna. Jeszcze nie tak dawno Peter wrócił z kosmosu, a w jego ramionach jeden z ostatnich oddechów wydał Tony Stark. Tak, ten Tony Stark, który czuł się najszczęśliwszy nie podczas słuchania, gdy tłum skanduje imię jego alter-ego. Ten Tony Stark, który prawdopodobnie najlepiej czuł się z rodziną, gdy udało mu się zdobyć choć odrobinę normalności.

Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki

Peter próbuje iść w jego ślady nie tylko raz za razem mierzwiąc dłonią swój kręgosłup moralny czy zastanawiać się nad tym kim powinien być, ale i poprzez próbę zwyczajnego życia. Opłakuje go na swój własny sposób, celebruje i walczy z traumą. Nie rozumiem zarzutów, jakoby początkowy montaż był tylko i wyłącznie żartem z tragedii, która przydarzyła się bohaterom, bo jest to coś znacznie więcej – to idealna ilustracja tego jak młodzi XXI-wieku próbują sobie radzić z tragedią. Ostatnio świat opłakiwał Camerona Boyce’a, dwudziestoletniego aktora znanego z filmów Disneya i podobne montaże odwiedzały każdy zakątek internetu. Czemu w tym przypadku miałoby być inaczej? Watts zaścielił sobie kawałek MCU, który jest przede wszystkim realistyczny. 

Peter Parker

Peter Parker jest Peterem Parkerem nawet jeśli tego nie lubisz

Intertekstualność Spider-Mana zawsze świadczyła o tym jak bardzo odcisnął on swój ślad na popkulturze. Tak jak wspominałam wcześniej – to nie kosmita, to nie super-żołnierz, a jeden z nas. Dzisiejszy Peter ma jednak trochę inne problemy niż ten znany z komiksów (już zresztą, o wiele starszy od filmowej wersji) – ma też inne problemy niż pajączek Raimiego czy Webba, ale równocześnie nie jest też ani Milesem Moralesem ani Kamalą Khan. Jest wciąż tym samym, klasycznym Peterem Parkerem, ale dziś w wersji 2.0 ze zmienionymi priorytetami i problemami, które wybrzmiewają inaczej, ale wciąż świadczą o tych samych sporach moralnych pajączka. 

Peter przede wszystkim dźwiga na swoich plecach ciężar odpowiedzialności. Nie, niczego nie dostał za darmo – sam na wszystko zasłużył dzięki swojemu sprytowi i godnej pochwały postawie. Tony Stark wybrał go jako swojego następce, a w opuszczonym przez największe ideały świecie jest to dla niego niczym nowotwór. Oczekiwania całego świata wobec niego są kolosalne, ale jeszcze większe są jego własne oczekiwania wobec siebie i próba akceptacji siebie takim, jaki jest. 

Zobacz również: “Spider-Man: Daleko od domu” – Powrót przyjaznego pająka z sąsiedztwa [RECENZJA]

Brzmi znajomo? Nawet jeśli nie, to dla kogoś innego na pewno, a tym właśnie ma być Spider-Man. Postacią, z którą można się utożsamiać. Pewne zarysy problemów na zawsze pozostaną takie same, ale ich głębia zmienia się z pokolenia na pokolenie. Watts uznał, że jednym z takich problemów mogą być owe oczekiwania i skromność, która stoi na przeszkodzie wiary w siebie. Mam wrażenie, że miał w tym trochę racji. 

Dzisiejsza seria o Spider-Manie nie nosi na sobie brzemienia problemów ukazanych w poprzedniczkach, ale to nie oznacza, że definitywnie je przekreśla. Nowy człowiek pająk ma wyzwania nieco innej wagi, ale jakkolwiek ckliwie i trywialnie to brzmi – największym wrogiem Petera jest on sam. W Daleko od domu była to jego skromność, która w wielkim finalne została zastąpiona wiarą w siebie. Peter dorasta na naszych oczach i w tym filmie staje się bohaterem postrzegającym nie tylko najnowszy film, którego jest bohaterem, ale i całe uniwersum. To z niego bierze wzorce i na nich się uczy, to z nich bierze swoją siłę. Myślę, że jego postawę zrozumie każdy geek, który czerpie swoją inspiracje z kart komiksów czy filmowych kadrów. 

Peter Parker

Introwertyczna miłość

Kultura hip-hopowa, retromania i fakt, iż Marvel Cinematic Universe piastuje najwyższe miejsca na liście Box Office – bycie nerdem czy geekiem przestało być stygmatyzujące. Ujmująca nie jest też inteligencja czy lekkie wymądrzanie się – co więcej, dzisiejsza popkultura wręcz celebruje owe cechy charakteru. Czemu by nie miała? Czasy się zmieniają, całkowicie zmienia się percepcja na młodsze pokolenia i zdaje się, że pewne cechy w dzisiejszych szesnastolatkach wybrzmiewają bardziej niż wybrzmiewały niegdyś.

Z winy niewyćwiczonego pióra Raimiego lista dialogowa każdej z postaci wydwała się nienaturalna, przez co jakiegokolwiek z bohaterów ciężko było wziąć na poważnie. U Webba Peter był zaś cool-emo-skatem samotnikiem, który z piękną twarzyczką Garfielda wydawał się wręcz odrealniony. W nowych filmach zaś dostaliśmy Petera, który jest nieco nieobytym w kontaktach międzyludzkich, bardzo niepewnym siebie (co rozwinęłam już wcześniej) introwertykiem. Wreszcie jego postać wybrzmiewa w sposób pozytywny i jest w tym naturalna, a nasza mina nie musi być skwaszona z poczucia irytacji.

Zobacz również: Ostatni dialog filmowy – o “Spring Breakers” przed Nowymi Horyzontami

Gdy pierwszy raz poznaliśmy MJ, rudowłosa bohaterka była w wieku studenckim, a najwięcej czasu spędzała na imprezach, jednak z biegiem lat i kolejnymi stronnicami komiksów zaczęła dorastać i finalnie przekształciła się we wrażliwą na ludzkie cierpienie, ale i silną młodą kobietę. Zmiany w charakterze MJ to materiał na długi felieton. Od klasycznej piękności, po kochającą żonę i nawet uporczywą reporterkę (Supaidāman, gra Insomniac Games „Spider-Man”). W przeciwieństwie do Gwen Stacy, Mary Jane od zawsze była postacią z charakterem i wszelkie dopiski do jej statusu quo jedynie go zaostrzyły, a jej rozwój zdaje się być po prostu naturalny. Gwen zaś jest postacią, której głębi dopiero nadała jej śmierć oraz historie spod pióra takich autorów jak J. Michael Straczynski czy Jason Latour.

Daleko od domu zderzamy się twarzą w twarz z MJ, która nie jest przeidealizowaną szesnastolatką. Zająkuje się, uczy i powoli stawia pierwsze kroki w towarzystwie. Najlepiej sama podsumowuje się tuż po pierwszym pocałunku (a raczej buziaku) z Peterem – „nie mam zbyt wiele szczęścia, gdy chodzi o zbliżanie się do innych”. Fakt, nie ma. Nie jest nieśmiała, ale tak jak on nosi na sobie wszelkie znamiona introwertyzmu. Bardzo cieszy mnie to, że wreszcie dostaliśmy taką bohaterkę. Michelle jest pewna siebie, inteligentna i sarkastyczna, ale zarówno ma problemy z kontaktem z ludźmi. Tak, bo kobiety też mogą je mieć i to przecież nie ujmuje im żadnej z zalet. 

Peter Parker

Marvel, który ma oczy szeroko otwarte

Spider-Man to jedyna seria domu pomysłów, której czołowa postać może być bohaterem postrzegającym. Mimo swojej przyjaźni z Avengersami czy pobytu w kosmosie, Peter wciąż jest jednym z nas, choć dziś nie podąża szlaczkiem zardzewiałych znaków i zakurzonych archetypów. Ekranowy pająk dorasta i będzie dorastał uciekając przed mieleniem pewnych lekcji z jego życia, które nawet w kinie przerabialiśmy już kilkukrotnie. Nauczki, które teraz pobiera człowiek pająk mają tę samą jakość, co te znane nam z pół-wiecznych komiksów czy dwudziestoletnich filmów, nawet jeśli nie są kierowane do Ciebie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.