FestiwalePIĘĆ SMAKÓWPięć Smaków 2023Recenzje

„Autobiografia”, czyli indonezyjskie slow cinema o istocie zła [RECENZJA]

Jakub Nowociński
fot. „Autobiografia” / mat. prasowe Pięć Smaków

Indonezją przez lata rządzili przedstawiciele junty. Wojskowa dyktatura krwawo tłumiła każdy zamach stanu; w jej represjach zginęło co najmniej pół miliona ludzi, a ponad milion trafiło do więzienia. Autobiografia nie opowiada nam wprost o tym historycznym, cuchnącym czknięciu wielkiej tragedii. Powidoki dyktatorskich rządów są jednak kluczowe w opowieści o nieubłaganie narastającym łańcuchu przemocy. W państwie, nadal nawiedzanym przez mroczną przeszłość, nie wydają się reliktem, lecz żywym bytem. 

Akcja filmu rozpoczyna się, gdy do indonezyjskiego miasteczka wraca, emerytowany już, generał Purna. Młody Rakib, który dotychczas w spokoju doglądał opustoszałej rezydencji wojskowego, staje się jego wiernym pomocnikiem. Na oko niedawno ukończył pełnoletność, lecz poza tym nie wiemy o nim zbyt wiele. Na pewno lubi grać w szachy. Najpierw ogląda w telewizji turniej, w międzyczasie rozłupując orzechy pewnego upalnego popołudnia, gdy krople potu spływają mu po twarzy. Później odbywa zaciętą rozgrywkę z generałem, który okazuje się świetnym szachistą. Kiedyś grał też ze swoim ojcem, lecz ten obecnie przebywa w więzieniu. Powiązania między rodziną Rakiba i generałem zdają się istotne dla historii, co scenariusz daje nam do zrozumienia w kilku subtelnych momentach, jednak do samego końca seansu pozostają owiane tajemnicą.

fot. „Autobiografia”
fot. „Autobiografia” / mat. prasowe Pięć Smaków

Wojskowy, oprócz szachowych rozgrywek, zajmuje się głównie swoją kampanią wyborczą. Ubiega się o tytuł burmistrza i zyskuje sympatię zdecydowanej większości lokalnej ludności. Zdobywa również zaufanie Rakiba, a między mężczyznami rodzi się skomplikowana i dynamicznie zmieniająca się relacja, w której wzajemnie wypełniają swoje życiowe luki – jednemu brakuje figury ojca, a drugi nigdy nie doczekał się syna. Generał ubiera chłopaka w swoje stare wojskowe ubrania, uczy strzelać z karabinu, zabiera go na polowanie na ptaki, a także obmywa go wodą w geście chrztu. Bohaterowie zbudowani są na fasadach kontrastu: Rakib jest nową rzeczywistością, Purna – przeszłością. 

Pewnego dnia generał zauważa, że jeden z jego plakatów wyborczych został doszczętnie zniszczony. Jego oddany sługa decyduje się pomóc w znalezieniu sprawcy, by ten mógł przeprosić za obrazę majestatu. Wojskowemu przyświeca jednak coś więcej niż moc przebaczenia: zemsta, tak głęboko zakorzeniona w prawie świata jego czasów. Nie mija wiele czasu, aż na ekranie pojawia się upiorna maź, sklejona z krwi i potu, której nie zmywa nawet rzęsisty deszcz. Rakib zauważa, że pod maską charyzmatycznego lidera, który poklepuje go po plecach z iście ojcowskim uczuciem, kryje się osoba okrutna do szpiku kości. Kevin Ardilova (Rakib) i Arswendy Bening Swara (Purna) stworzyli ten rodzaj dogłębnie ludzkich kreacji aktorskich, dzięki któremu widz absolutnie zapomina o tym, że ma do czynienia z fikcyjnymi postaciami. Szczególnie oczarował mnie ten pierwszy, kruchy i popękany, w którego oczach skrywa się uniwersalna, bolesna prawda na temat funkcjonowania świata. 

fot. „Autobiografia”
fot. „Autobiografia” / mat. prasowe Pięć Smaków

Autobiografia zrealizowana jest w nurcie slow cinema; dużo czasu spędzamy w ciszy, której od czasu do czasu towarzyszy tajemnicza muzyka, starannie budująca napięcie. W ciszy mamy czas na swój prywatny, filozoficzny namysł nad moralnością. Refleksyjny wydźwięk podkreślają także świetne zdjęcia polskiego operatora, Wojciecha Staronia, który często śledzi bohatera, podążając tuż za jego plecami. Szerokie, statyczne kadry komplementują rozwiązania scenograficzne (szczególnie w zapadającej w pamięć scenie na polu kukurydzy), a całość podana jest w nieco wyblakłym, zszarzałym kolorycie, pasującym do pozbawionego barw życia głównego bohatera. Mimo powolnego nurtu akcji scenariusz trzyma widza w ciągłym skupieniu i poczuciu, że w każdym momencie może wydarzyć się coś niespodziewanego. 

Tytuł filmu może konsternować. Z czyją autobiografią mamy w końcu do czynienia? Z jednej strony to autobiografia Indonezji, państwa, którego historia nawiedza jego mieszkańców jak upiorne widmo, z drugiej natomiast – domu rodzinnego twórcy. Ojciec Mubaraka pracował bowiem dla członków reżimu politycznego, więc doświadczenia głównego bohatera są mu więcej niż bliskie. Bogaty w osobisty background, debiutujący reżyser dywaguje na temat istoty zła oraz przyjmowanych przez nie form. Bieg fabuły zdaje się przez jakiś czas prowadzić ku zupełnie innej puencie, ze scenariuszem sprytnie wodzącym widza za nos, jednak ta ostateczna okazała się o wiele bardziej satysfakcjonująca niż przewidywałem. Mubarak mówi „szach mat”, a ja czekam na jego kolejne słowo. 


Korekta: Jakub Trochimowicz

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.