48. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmy

„Różyczka 2” – Kto potrzebował drugiej części kinowego hitu? [RECENZJA]

Jakub Nowociński
fot. "Różyczka 2" / mat. prasowy Monolith Films

Różyczka zakończyła się plot twistem, który pozostawił widzów z nurtującym pytaniem. W ostatniej scenie Kamila Sakowicz, owdowiała główna bohaterka, pojawiła się na ekranie z ciążowym brzuchem. Widz musiał dopowiedzieć sobie, kto jest ojcem: mąż, którego inwigilowała, czy były kochanek, który ją do tej inwigilacji namówił. Czy bezpośrednia odpowiedź była widzom potrzebna? Niekoniecznie. To jedno z tych zakończeń, które swoim niedopowiedzeniem doskonale wieńczą film. Twórcy uznali jednak inaczej i po trzynastu latach postanowili stworzyć sequel. W nowej części postać Kamili znacznie osuwa się w cień; przenosimy się natomiast do czasów współczesnych i skupiamy się na historii jej dorosłej córki – Joanny Warczewskiej. Czy to mogło się udać?

Ano mogło, gdyby był na to dobry pomysł. Koncepcja sequelu okazała się typowa: ma być mocniej i z większym rozmachem niż ostatnim razem. Joanna (Magdalena Boczarska) jest cenioną europosłanką. Ma reprezentować na ekranie współczesne kobiety biznesu, żyjące w wolnym kraju, tak innym od tego, w którym swoją młodość przeżywała jej matka. Dalszy bieg wydarzeń inicjuje tragedia – jej mąż, znany dyrygent (Paweł Małaszyński), ginie w ataku terrorystycznym. Z pomocą wpływowego Marczuka (Janusz Gajos) Joanna decyduje się wystartować w wyborach prezydenckich. Zostaje wciągnięta w polityczną intrygę, w trakcie której będzie musiała rozliczyć się z przeszłością swojej rodziny. Brzmi jak prawdziwa jazda bez trzymanki? Można byłoby zrobić z tego ekscytującą intrygę; przebojowy thriller polityczny. Nie staje się tak, ponieważ z tak wielowątkowego zarysu fabuły twórcy napisali film zwyczajnie nudny i bezbarwny. Wątki są tutaj rozpoczynane z rozmachem, lecz brakuje ich rozwinięcia – całe dzieło wygląda jak niedokończony szkic.

Nie da się nie odnieść wrażenia, że Różyczka 2 została stworzona na siłę. Odcina kupony od pierwszej części i pozostaje jedynie jej bladym cieniem. Pierwowzór rozliczał się z bolesną dla Polaków kartą historii – komunizmem, cenzurą, działaniami Służby Bezpieczeństwa. Nie był to film pozbawiony kilku znaczących wad, lecz posiadał niezaprzeczalny urok i oferował zgrabny komentarz społeczny. Takie plany Jan Kidawa-Błoński miał również wobec kontynuacji, lecz próba wpisania się w obecne kwestie środowiskowe okazała się nieudolna.

fot. „Różyczka 2”
fot. „Różyczka 2” / mat. prasowy Monolith Films

Być może twórcy powinni zostać przy komentowaniu wydarzeń historycznych, które nie dotykają ich bezpośrednio, dzięki czemu mają do nich dystans. Ze sprawami aktualnymi radzą sobie gorzej. Nie potrafię zignorować islamofobii, którą ukryto pod płaszczykiem osobistej tragedii protagonistki. Jej pierwszym pytaniem po dowiedzeniu się o śmierci męża jest to, czy zabójstwa dokonali muzułmanie (jak gdyby w obliczu straty najbliższej osoby miało to jakiekolwiek znaczenie). Oczywiście okazuje się, że tak – jak mogłoby być inaczej? Choć dla bohaterki i scenarzystów jest to rzecz jasna, warto pamiętać, że statystyki mówią inaczej. W Europie sprawcami zaledwie kilku procent ataków terroru są muzułmani, natomiast w USA stoją za nimi głównie biali suprematyści. 

Europejczycy boją się jednak islamizacji i zaczynają postrzegać wszystkich muzułmanów przez pryzmat działań terrorystów. Dyskusje polityków szerzą strach i radykalizują uprzedzenia. W Polsce dyskusje te często dotyczą naszych niemieckich sąsiadów, którzy postanowili przyjąć muzułmańskich uchodźców – nie gdzie indziej, bo we Frankfurcie, zostaje zabity mąż Joanny. Bohaterka za sytuację wini władze, które przyzwoliły na wpuszczenie „obcych” do Europy. Mimo, że jest to komentarz podjęty w konwencji świata filmowego, w obecnym klimacie niesie ze sobą moc. Moc, z którą artysta musi się liczyć. Do pewnych kwestii należy po prostu podchodzić z odpowiednią wrażliwością i retoryką. Trudno szukać tego w filmie Kidawy-Błońskiego – problem terroryzmu nie mógł zostać potraktowany w sposób bardziej płytki, bezrefleksyjny i pogłębiający stereotypowe myślenie. 

Gdy okazało się, że główna bohaterka będzie startowała w wyborach prezydenckich, spodziewałem się, że stanie się to przewodnim motywem filmu. W końcu temat kampanii wyborczej i marketingu politycznego jest niezwykle interesujący. Można byłoby pokłonić się nad tym, co dzieje się za drzwiami komitetów wyborczych, szczególnie w połączeniu z mroczną historią rodziny Joanny, która w każdej chwili może ujrzeć światło dzienne i spowodować jej kryzys wizerunkowy. Portret kandydatki: półsierota, wdowa, islamofobka, córka tajnej współpracowniczki służb specjalnych PRL-u. Brzmi jak temat na dobrą intrygę. Tak się jednak nie staje, a temat kampanii zostaje potraktowany jedynie jako tło oraz inicjator prywatnych rozterek postaci i rozliczania się z widmami przeszłości. Joanna przecież nigdy wcześniej nie zastanawiała się, kto tak naprawdę odpowiedzialny jest za śmierć jej ojca. Wydaje się również, że nigdy wcześniej nie rozmawiała ze swoją matką na temat jej lat młodości. Dziwi fakt, że są to zupełnie nowe zagwozdki dla czterdziestoparoletniej kobiety. 

fot. „Różyczka 2”
fot. „Różyczka 2” / mat. prasowy Monolith Films

Postać Joanny jest płaska, nieinteresująca i oparta jedynie na ideach, a nie na autentycznej emocjonalności czy wiarygodnych motywach. Nie pomaga nawet Boczarska, która w pierwszej części filmu czarowała swoją charyzmą i nienachalną figlarnością. Tym razem przez cały seans pozostaje jednowymiarowa i nie potrafi wybrnąć z nijakości scenariusza. Warto zaznaczyć, że tym razem Kidawa-Błoński również nie potrafił oprzeć się całkowicie niepotrzebnemu, nieuzasadnionemu fabularnie eksponowania biustu aktorki. Boczarska wciela się w aż trzy postaci – oprócz Joanny, portretuje Sakowicz w czasach współczesnych oraz w retrospekcjach. Trzeba ogromnych zdolności charakteryzatorskich, by widz nie doszukiwał się fałszu, gdy w jednym kadrze aktorka pojawia się w formie dwóch postaci: swojej młodszej i starszej formie. Tu jednak wygląda to nieco komicznie. Kamila zupełnie nie wygląda na wiek, który powinna osiągnąć po upływie tylu lat, co budzi niemałą konfuzję, a do tego, no cóż, wygląda po prostu jak Magdalena Boczarska w kostiumie staruszki. 

Różyczka 2 nie radzi sobie ani jako dramat psychologiczny, ani jako thriller polityczny. Film pozbawiony jest napięcia; próbuje je sztucznie wzbudzać, eksploatując wątki z pierwszej części filmu, jednak przez brak nowych pomysłów na rozwinięcie intrygi próba ta wychodzi niewiarygodnie słabo. Proponuje się kilka plot twistów nawiązujących do pierwowzoru, te wywołują jednak dość letnie emocje. Nie wykorzystuje się tu żadnych potencjałów, których było o wiele więcej niż wątek wyborów.

Powrót Roberta Więckiewicza do roli Rożka, byłego esbeka, sprowadzono w zasadzie do jednej sceny, w której wyraża swój żal związany z działaniami z lat 60. Postać Kamili, czyli tytułowej Różyczki, owiana jest tajemnicą, która szybko przestaje interesować. Postać ta, w młodości tak intrygująca, tym razem zwyczajnie irytuje. Fatalnie napisany jest również bohater Janusza Gajosa, który, jak można oczekiwać po plakacie oraz zwiastunie filmu, miał w tej części zastąpić Więckiewicza w partnerowaniu Boczarskiej jako główna postać męska. Miał być on wpływową szychą, inspirowaną na Jarosławie Kaczyńskim, a przynajmniej tak możemy się domyślać, bo na ekranie nie serwuje się nam żadnych dowodów na ową potęgę i wpływy. Nie mogę przypomnieć sobie jakichkolwiek cech, które mogłyby w sposób szczególny wyróżnić którąkolwiek z tych postaci. 

Różyczka 2 to film zwyczajnie niepotrzebny – nikt o niego nie pytał, nikt go nie potrzebował, nikt nie miał na niego odpowiedniego pomysłu, a i tak powstał. Choć nie uważam pierwszej części historii za dzieło wybitne, nie da się ukryć, że zapisała się ona w polskiej kinematografii jako jeden z najważniejszych tytułów zeszłej dekady. Trudno życzyć i przewidywać drugiej części równie entuzjastycznego przyjęcia. 


Korekta: Piotr Ponewczyński

Ocena

3 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.