Advertisement
48. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmyKinoRecenzje

„Doppelgänger. Sobowtór” – Kto jest kim, czyli polski film szpiegowski [RECENZJA]

Jakub Nowociński
fot. „Doppelgänger. Sobowtór”
fot. „Doppelgänger. Sobowtór” / mat. prasowe Next Film

Byli czyimiś zaufanymi sąsiadami, znajomymi z pracy, najlepszymi przyjaciółmi. Zawsze witali się na klatce, ściągając czapki z głów. Budowali sfabrykowane relacje, wchodzili w związki, tworzyli rodziny, układy, koneksje. Prowadzili podwójne życie. Szturmem rozwijali swoje kariery szpiegowskie, obarczone największym możliwym ryzykiem – karą śmierci. Mowa o polskich agentach specjalnych PRL-u, których historia zainspirowała stworzenie scenariusza do thrillera Doppelgänger. Sobowtór.

Dwie strony żelaznej kurtyny, dwaj zupełnie różni mężczyzn. Hans Steiner (Jakub Gierszał) wyjeżdża do swojej rodziny w Strasburgu, gdzie korzysta z nieograniczonych możliwości płynącego mlekiem i miodem Zachodu. Pod przykrywką monotonnego, urzędniczego życia skrywa działalność szpiegowską. Jan Bitner (Tomasz Schuchardt) mieszka z żoną i córkami w Gdańsku, pracuje w stoczni, jest zaangażowany w sprawy Solidarności oraz walkę o wolny naród. Wydaje się, że nic ich nie łączy, jednak tytuł najnowszego filmu Jana Holoubka zdradza nieprzypadkowość tego zestawienia. Ich życiorysy zostały ze sobą nierozerwalnie splecione, co doprowadzi do poszukiwań tożsamości – utraconej, zawłaszczonej, skradzionej.

Choć Hans przybywa z Polski do Francji, jego rodzina porozumiewa się w języku niemieckim. Tym bardziej nieprzypadkowa wydaje się dwuczłonowość tytułu filmu, która symbolizuje dwudzielność wątków głównych bohaterów – z jednej strony połączonych, z drugiej stanowczo oddzielonych. Sobowtór (z niemieckiego doppelgänger) to mitologiczny czarny charakter, druga jaźń, duch-bliźniak. Podwójny wędrowiec, który ma zdolność pojawiania się w dwóch miejscach jednocześnie. Zobaczenie własnego sobowtóra grozi natomiast rychłą śmiercią, co zapowiada nam plansza na samym starcie seansu. Ten patetyczny początek obiecuje pełną napięcia intrygę większą niż życie i krwawą konfrontację między bohaterami. Czy tak się staje?

fot. „Doppelgänger. Sobowtór”
fot. „Doppelgänger. Sobowtór” / mat. prasowe Next Film

Pierwszy segment filmu sygnalizuje eksplicytny podział na dwie równoważne historie. Na tym etapie wszystko jest jeszcze owiane tajemnicą. Dostajemy poszlaki co do intencji Hansa, który wnika w struktury państwa, do którego wyemigrował. Sukcesywnie odkrywamy kolejne elementy układanki. Naprzemiennie obserwujemy jednego bohatera, a następnie drugiego. Zaczynamy doszukiwać się paraleli, które mają doprowadzić do spotkania się ich dróg. Dodatkowo apetyt na więcej rośnie ze względu na aktorów portretujących głównych bohaterów. Zarówno Schuchardt, jak i Gierszał poradzili sobie w swoich rolach bardzo dobrze. Nie mogłem się więc doczekać pojawienia się iskier we wspólnych scenach, gdy duet będzie mógł sobie partnerować.

Przeczytaj również:  „MaXXXine” jest już gwiazdą. Ale to nie wystarczy [RECENZJA]

Struktura została szybko przełamana, a wątek Jana osunął się na dalszy plan, z ogromną stratą dla filmu. Przez lwią część seansu bohater wraca na ekran już jedynie gościnnie, a w opowiadaniu jego historii stosuje się uproszczenia, które kłują w oczy (szczególnie w kontekście jego nałogu). Zastępuje go natomiast obiekt miłosny Hansa. Młody mężczyzna poznaje Ninę (Emily Kusche), a wraz z nią uczucie, którego nigdy wcześniej nie zaznał. To dla niego moment zwrotny, w którym orientuje się, że zatracił się w imitacji kogoś innego i sam już nie wie, kim właściwie jest. Zaczyna mieć wątpliwości, czy chce dalej trwać w podwójnym życiu. I choć ma to zastosowanie uzasadnione fabularnie, a wątek romantyczny mógłby być zaledwie chwilą oddechu w gęstej intrydze, w Doppelgängerze bezpowrotnie zatracono tempo, a budowane wcześniej napięcie na dobre się rozmyło. 

Scenariusz do filmu napisał Andrzej Gołda, z którym Holoubek współpracował ostatnio przy swoim pełnometrażowym debiucie 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy. Mam wrażenie, że twórca nie wykorzystał w pełni potencjału opisywanej przez siebie historii. Być może chciał opowiedzieć zbyt wiele, bo film momentami wydaje się pocięty w nieco niezrozumiały sposób. W jednym momencie z dokładnością prześwietla krótki odcinek historii swoich postaci, by chwilę później spieszyć z fabułą i proponować nagłe przeskoki w czasie, o których dowiadujemy się często jedynie dzięki dokonanej przez bohaterów ekspozycji.

Zastanawiam się, jak wiele scen z Schuchardtem musiało zostać wyciętych – trudno mi uwierzyć, że jego postać została wprowadzona jako pełnoprawny drugi główny bohater, by chwilę później tak spektakularnie porzucić jego losy na rzecz Hansa i kryzysu tożsamościowego. Przez tę decyzję intryga znacznie straciła na swojej mocy. Widać chęci, by przemycić do filmu jak najwięcej dramatu psychologicznego. Szkopuł w tym, że produkcja radziła sobie znacznie lepiej, gdy pozostawała w tonach kryminału i thrillera szpiegowskiego. Do samego końca liczyłem, że wynagrodzi mi to ostateczna, widowiskowa konfrontacja bohaterów-sobowtórów, jednak nadzieja ta okazała się zgubna. 

Przeczytaj również:  Ani mru mru. „Ciche miejsce. Dzień pierwszy” [RECENZJA]
fot. „Doppelgänger. Sobowtór”
fot. „Doppelgänger. Sobowtór” / mat. prasowe Next Film

Z nazwiskiem reżysera, którego dotychczasowe produkcje skupiały się na najnowszej historii Polski, rodzą się pewne oczekiwania. W końcu to nie tak, że Doppelgänger jest słabym filmem. Wręcz przeciwnie – to przyzwoity thriller, z kilkoma naprawdę udanymi plot twistami i scenami wartymi zapamiętania. To także stylowy świat przedstawiony, zrealizowany z iście hollywoodzkim sznytem oraz rozmachem. Jesteśmy w latach 70. oraz 80., w trakcie zimnej wojny. Gdańsk i Strasburg – miejsca tak różne w tamtym czasach. Jedno spowite duszącym dymem papierosowym, nawiedzane przez widma wojny, z uczestnikami buntów antykomunistycznych ginącymi od kul wojska i milicji. Drugie po demokratycznej, natowskiej stronie żelaznej kurtyny, na drodze do ewoluowania w stolicę europejskiej polityki.

Można delektować się doskonałymi zdjęciami Bartłomieja Kaczmarka, wykorzystaniem świateł i cieni, jak również bezbłędnie oddającymi ducha czasów kostiumami Weroniki Orlińskiej i scenografią Marka Warszawskiego. Zbudowany przez nich świat jest pełen kontrastów – raz szary, podkreślający beznadziejność sytuacji, a innym razem barwny i pełen radości. Muzyka Jana Komara i Anety Brylkowskiej wprowadziła do filmowego świata, pochłoniętego mrokiem i tajemnicą, odpowiednią dozę lekkości. Do opowiedzenia historii o sztuce życia z fałszywymi danymi zainspirowano się amerykańskimi filmami szpiegowskimi, między innymi stylistyką dobrze znaną z serii o agencie 007 (zresztą, kilkukrotnie wspominanym w filmie Holoubka). 

Doppelgänger. Sobowtór to film pod wieloma względami dwudzielny, a mimo tego nierówny. Śledzący podwójne życia dwóch bohaterów. Zadający pytania na temat tego, czy da się żyć z podwójną tożsamością. Czy można pogubić się w tak prostych równaniach? Cóż, jeden plus jeden to nie zawsze dwa. Być może czasem należy zachować pewną symetrię – dbałość o rozpoczęte wątki, ich linearność i strukturę. Wtedy intryga nie okazałaby się rozczarowująca, a w towarzystwie wspaniałej warstwy wizualnej stworzyłaby naprawdę bardzo dobry film.


Korekta: Daniel Łojko

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.