KinoRecenzje

„Club Zero” – Siedząc w dyskomforcie [RECENZJA]

Jakub Nowociński
fot. "Club Zero" / mat. prasowe Nowe Horyzonty

W przypadku większości filmów wyznaję zasadę: idź do kina, wiedząc jak najmniej. Uważam jednak, że w przypadku Club Zero jest inaczej: przy kupnie biletów powinna wyświetlać się czerwona tabliczka z trigger warning dla osób, które mierzą lub mierzyły się z zaburzeniami odżywiania. Potraktujcie to jako ostrzeżenie również przed lekturą recenzji.

Akcja filmu Jessiki Hausner osadzona jest w renomowanej brytyjskiej szkole z internatem. Panna Novak (w tej roli Mia Wasikowski) podejmuje pracę jako koordynatorka lekcji świadomego odżywiania. Wkroczywszy na szkolne korytarze, momentalnie zaskarbia sobie zaufanie zarówno uczniów, jak i dyrektorki granej przez świetną Sidse Babett Knudsen. Prowadzone przez nią zajęcia zaczynają się niepozornie: zachętą do zwiększonej samokontroli, treningu technik uważności i zachowań wzorowanych na buddyjskiej celebracji jedzenia (nad każdym kolejnym kęsem należy najpierw wystarczająco długo pomedytować). Z czasem uczniowie mają ograniczać wielkość posiłków do minimum, a docelowo dołączyć do tytułowego klubu zero i… zupełnie przestać jeść. Dlaczego? Według Novak jedzenie jest nie tylko niepotrzebne do życia, lecz działa zupełnie odwrotnie niż w powszechnym przekonaniu. Wyniszcza nasze ciała, zatruwa umysły, a na domiar złego prowadzi do katastrofy klimatycznej.  Można temu wszystkiemu zapobiec – wystarczy po prostu przestać.

Głoszenia charyzmatycznej przywódczyni stają się prawdą absolutną i ewangeliczną; grupa tworzy wspólnotę quasi-religijną, której spotkania prędko zaczynają przypominać działania sekty. Nie da się oprzeć wrażeniu, że Hausner w pełni świadomie korzysta ze spuścizny Yórgosa Lánthimosa. Rzeczywistość jej bohaterów wymyka się racjonalnemu rozumowaniu; to realia zdeformowane, choć czerpiące z aktualnej kondycji świata. Reżyserka pod płaszczykiem groteski przemyca prawdy na wskroś współczesne, dotyczące konsumpcjonizmu, czy katastrofy klimatycznej. Panna Novak przekonuje swoich prymusów, że wielkie korporacje wmówiły ludziom potrzebę zaspokajania głodu, by wzbogacać się na ich naiwności. W dodatku produkcja jedzenia, choć dochodowa, pochłania niewyobrażalne zasoby wody, tym samym wyniszczając  środowisko. Nie mówiąc już o konsumpcji bliźniaczych nam organizmów – zwierząt! Czy to nie absurdalne, że wiemy o konsekwencjach swoich czynów, lecz tej wiedzy nie pożytkujemy? Bohaterowie filmu postanawiają sprzeciwić się tej wielkiej zbiorowej bierności i wziąć sprawy w swoje ręce. Hausner opowiada w ten sposób o absurdach naszego świata, posługując się niczym innym niż właśnie samym absurdem. I choć podejmowane przez nią tematy mają uniwersalny wymiar, wielu widzów może odbić się od nich przez tę osobliwą, wyzutą z emocji formę.

Przeczytaj również:  To nawet nie jest guilty pleasure. Recenzja filmu „Madame Web”
fot. „Club Zero” / mat. prasowe Nowe Horyzonty

Nastolatkowie wygłaszają swoje przekonania z teatralnym entuzjazmem i robotyczną deklamacyjnością. Powtarzają słowa mentorki niczym wyuczoną na pamięć tablicę Mandelejewa czy paciorek z modlitewnika. Każdy z nich ma inne powody, by wierzyć w doktryny pani Novak. Jedni myślą o podreparowaniu swojego zdrowia, inni troszczą się o środowisko. Ktoś chce po prostu zdobyć stypendium rektora, kolejny dąży do samodoskonalenia, które wpoili mu rodzice. Nad tym ostatnim tematem zatrzymujemy się na dłużej. Uwaga widza zostaje skierowana na matki i ojców, żywiących wobec swoich dzieci wygórowane oczekiwania i poddających ich surowej ocenie. Choć na papierze wydaje się to interesującym wątkiem, opuszczenie szkolnych murów i wejście do domostw bohaterów nie zadziałało na korzyść filmu. O ile wcześniej mogliśmy liczyć na intrygujące, niebanalne spojrzenie na tematykę zaburzenia odżywiania (co ciekawe, w filmie ani razu nie padają słowa takie jak “anoreksja” czy “bulimia”), o tyle przedstawienie „pięknych i bogatych” oferuje nam już jedynie utarte truizmy. Żywiciele, nomen omen, nastolatków są po prostu nowobogackimi fajtłapami, kompletnie ślepymi na potrzeby swoich dzieci, tak samo jak na problemy społeczne; jeden z ojców nosi nawet t-shirt z napisem “blind” (subtelne!).

W rzeczywistości Clubu Zero harmonię życia można uzyskać jedynie dzięki iluzji kontroli. Wszystko w tym świecie jest symetryczne, wymierzone pod linijkę, szpitalnie sterylne, doprowadzone do złudnego perfekcjonizmu; takiego, który osłabia, maluje mroczki przed oczami, wywołuje bulimiczne wymioty. Barwy w filmie są wyraziste i jaskrawe, kontrastują ze sobą, układają się w nieoczywiste zestawienia. Uczniowie na co dzień noszą fioletowo-zielone mundurki, natomiast pani Novak wybiera grube, wełniane spodnie oraz koszulkę polo – zawsze ten sam fason, lecz inny żarówiasty kolor. Gdy ton fabuły zapuszcza się w mroczniejsze zaułki, na ekran wkradają się czarno-białe odcienie, a kolory blakną; stają się blade i ziemiste, jak wychudzone twarze bohaterów. Design wnętrz jest zarazem szalenie nowoczesny, jak i wzorowany na modzie lat osiemdziesiątych, co pomaga w surrealistycznej kreacji świata nieosadzonego na osi czasu. Wszechobecną symetryczność komplementują statyczne kadry, namiętnie wykorzystujące zoom. Na pierwszy plan wybija się także muzyka, oparta na dźwiękach medytacyjnych pomruków i chóralnych śpiewów. Rytm filmu wyznaczają repetytywne uderzenia w bęben oraz puszczanie naciągniętej gitarowej struny. Te hałasy wywołują dyskomfort, tępią zmysły i dudnią w uszach jeszcze na długo po opuszczeniu sali kinowej.

Przeczytaj również:  Trochę zbyt piano – „Pianoforte” [RECENZJA]

Hausner kalkuluje emocje bohaterów, niechlujnie skleja ich motywy taśmą, sprowadzając je do zaledwie zlepków haseł, w nadziei, że być może uda nam się z nimi sympatyzować. Powrócę do porównania z Lánthimosem – u jego postaci, choć często emocjonalnie zniekształconych przez satyryczną soczewkę, zawsze możemy odnaleźć lustrzane odbicie swoich zachowań czy pierwotnych odruchów. Tu, choć chciano opowiedzieć o ludzkiej naturze, dystansuje się nas od człowieka. Można wywoływać w widzu nudności czy przeszywający stan otępienia, ale nic nie zastąpi autentycznych emocji.

Filmawka objęła premierę Club Zero patronatem medialnym.

Korekta: Łukasz Al-Darawsheh

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.