FilmyKinoRecenzje

„Do granic” – krzesło, stół i nieludzka machina [RECENZJA]

Jakub Nowociński
„Do granic”
kadr z filmu „Do granic” / mat. prasowe Gutek Film

W kinach trwa właśnie sezon ogórkowy, a Gutek Film wprowadził na ekrany ciekawą propozycję na gorące letnie popołudnia, biurokratyczny thriller z Hiszpanii – Do granic. Film duetu reżyserskiego Alejandro Rojasa i Juana Sebastiána Vasqueza został luźno zainspirowany ich własnym doświadczeniem. Mężczyźni musieli wyjechać z rodzinnego Caracas, pogrążonego w przemocy i napięciach społecznych. Ich bohater Diego także uciekł z Wenezueli do Hiszpanii, a teraz próbuje dostać się do USA, aby spełnić swój American dream. Na przeszkodzie staną jednak strażnicy graniczni, a podróż prędko zamieni się w kafkowską intrygę.

Elena i Diego lecą z Barcelony do Miami z teczką pełną szczegółowej dokumentacji – paszporty, wizy, wyciągi z banków, lista wyjazdów z kraju, zapis z poprzednich wizyt w USA, wydruk profili w social mediach i wiele więcej. Ich podróż zostaje przerwana podczas przesiadki w Nowym Jorku, gdzie zostają zatrzymani na drugą kontrolę graniczną. Tytułowe granice nawiązują nie tylko do rozgraniczeń terenu, lecz także do granic emocjonalnych, które zostaną przetestowane w trakcie seansu.

„Do granic”
kadr z filmu „Do granic” / mat. prasowe Gutek Film

Strażnicy graniczni wcielają się w rolę Złych Policjantów z przenikliwym spojrzeniem i czołem pooranym wrogością. Mimo że Diego i Elena próbują przekroczyć granicę legalnie, zostaną potraktowani jak rasowi przestępcy. Wszystkiego dowiadujemy się wraz z nimi – nie wiedzą, dlaczego są przesłuchiwani, a urzędowa kontrola wkrótce zamienia się w grę pełną manipulacji. Krople potu na karku zostaną u widza wywołane tym, co dobrze zna: formalizmem i poczuciem głębokiej niesprawiedliwości zdehumanizowanego systemu.

Środki wyrazu w Do granic zostają ograniczone do minimum. Ascetyczną scenografię stanowi kilka ciasnych pokoi, w których przesłuchiwani są bohaterowie. Zamknięte drzwi, stół, kilka krzeseł oraz szuflady pełne dokumentów ustawione pod szarymi ścianami tworzą posepną i klautrofobiczną atmosferę. Mamy poczuć duszność i ciasnotę przestrzeni, do których wpychani są bohaterowie. Efekt ten podkreśla statyczna praca kamery, która przez niemal cały film pozostaje szalenie blisko twarzy aktorów. Uwydatnia tym samym świetne kreacje Alberta Ammanna i Bruny Cusi, z których mikroekspresji jesteśmy w stanie wyczytać każdą najmniejszą emocję, myśl i alarm przemykające przez umysły ich postaci.

Przeczytaj również:  „Spadek" – jakości polskiego kina [RECENZJA]

Nie tylko scenografia i praca kamery kreują iście kafkowską całość. Jednym z najbardziej interesujących i zasługujących na uznanie elementów jest dźwięk – przez większość filmu ograniczony do rozmowy, niecierpliwych westchnień i przyspieszonego oddechu. Zza zamkniętych drzwi słyszymy jednak coś jeszcze: głośne stukanie i wiercenie. Dźwięk trwającego wiecznie remontu u sąsiada spod czwórki (czytaj: terror) staje się głównym soundtrackiem filmu. Jest on równie zwyczajny, co straszny – tak, jak całe Do granic.

„Do granic”
kadr z filmu „Do granic” / mat. prasowe Gutek Film

To film, który spodoba się fanom zeszłorocznego Reality z Sydney Sweeney, podobnego szczególnie dzięki minimalistycznym środkom wyrazu i pozornie nieskomplikowanej fabule. Do granic nie ma jednak bliźniaczej siły rażenia – ta historia nie wbija w fotel i nie sprawia, że siedzimy jak na szpilkach; nie dusi nas brak przepływu powietrza w pokoju. Nie ma bowiem tego, co we wspomnianym wyżej filmie sprawiało największą frajdę – ciągłej zabawy z oczekiwaniami widza, wodzenia za nos, pozostawiania pól do niedopowiedzeń i własnych interpretacji. Oczywiście w trakcie seansu dowiadujemy się o bohaterach coraz więcej i mamy okazję do przewartościowania naszych opinii na ich temat, jesteśmy jednak świadomi, że gra toczy się o znacznie mniejszą stawkę.

Mimo wszystko, Do granic utrzymuje uwagę i ciekawość widza aż do ostatniej minuty, czemu sprzyja 75-minutowy format. Alejandro Rojas i Juan Sebastián Vasquez opowiadają o człowieku w kontrze do bezlitosnej, pełnej absurdów biurokratycznej machiny, w której przekraczane są granice prywatności i godności. To przede wszystkim pokaz filmowego rzemiosła – od skrupulatnej reżyserii, przez solidny scenariusz z konsekwentnie poprowadzoną narracją, aż po świetne kreacje aktorskie.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Reality

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.