FestiwaleMillennium Docs Against Gravity 2024Recenzje

Nowy rodzaj pustki. „Naturalna dzikość serca” | Recenzja | Millennium Docs Against Gravity 2024

Jakub Nowociński
Kadr z filmu „Naturalna dzikość serca”
Kadr z filmu „Naturalna dzikość serca” / Mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity

Norwegia, środek lasu. Zza drzew wystają góry. Po zielonej trawie biega czwórka długowłosych dzieci. Przez słomkę piją sok z drzewa. Maria przedstawia nam się zza kamery jako fotografka i miłośniczka natury. Jej zdjęcia ukazują to, co kocha najbardziej: uśmiechnięte dzieciaki, swojego męża-hippisa (Nik), zwierzęta, malownicze krajobrazy, dom, którego ciepło przebija się przez ekran. To idylliczny obrazek, który po chwili zostaje zastąpiony fotografiami kobiety z ogoloną głową w zaawansowanym stadium nowotworu szyjki macicy. Ten moment uderza widza w policzek. Gdy w kolejnym kadrze brakuje Marii, rozumiemy, że już odeszła, a w filmie Naturalna dzikość serca jej rodzina będzie próbowała poradzić sobie z żałobą na naszych oczach.

Silje Evensmo Jacobsen, reżyserka Naturalnej dzikości serca, poznała Marię około dziesięć lat temu, czytając jej bloga – Wild + Free. Zachwycona zamieszczonymi na nim zdjęciami, napisała do autorki. Zaimponował jej sposób życia jej rodziny: z dala od miasta, w symbiozie z naturą, w myśl proekologii i samowystarczalności. Kobiety spotkały się i zaplanowały, że muszą nagrać razem film, jednak nigdy do tego nie doszło, za wyjątkiem kilku bardzo krótkich form. Silje wróciła do rodziny z kamerą już po śmierci Marii, a film odziedziczył tytuł po rozdziale z bloga, w którym kobieta wyznała czytelnikom, że choruje na raka – A new kind of wilderness. Dzicz, odludzie, pustka, tłumacząc dosłownie słowo wilderness. Tym wszystkim okazuje się próba poradzenia sobie z nową rzeczywistością po utracie ukochanej osoby.

Przeczytaj również:  Czego słuchaliśmy w maju? Muzyczne rekomendacje Filmawki
Kadr z filmu „Naturalna dzikość serca”
Kadr z filmu „Naturalna dzikość serca” / Mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity

Naturalna dzikość serca to seans zarówno ściskający widza za gardło, jak i emanujący niezwykłym ciepłem. Przez ekran wylewa się ładunek miłości: ojca do dzieci, dzieci do ojca oraz ich wszystkich do zmarłej matki i żony. To słodko-gorzka podróż przez życie, które potrafi przewartościować się w ułamku sekundy. Bohaterowie muszą poradzić sobie nie tylko z rozdzierającą tęsknotą i pustką, ale i kryzysem ekonomicznym. Wraz z utratą jednego z żywicieli rodziny, kończy się samowystarczalność gospodarstwa.

Nik staje przed szeregiem trudnych decyzji zarówno na temat praktycznego funkcjonowania rodziny, jak i związanych z filozofią życia. Już wysłanie dzieci do szkoły byłoby zerwaniem umowy, którą zawarł z żoną. Postanowili bowiem na nauczanie domowe, by ich pociechy nigdy nie musiały opuszczać swojego mikroświata na łonie natury. Widzowi nasuwają się zatem pytania na temat moralności rodzicielskich decyzji. Czy izolowanie dzieci od reszty świata może być uzasadnione moralnie? Jakie mogą być konsekwencje? I w końcu, co robić, gdy przekonanie o słuszności swoich postanowień momentalnie runie i rozmiecie się w gruz? Być może nie są to skomplikowane tezy, lecz w dokumencie Jacobsen dobrze komplementują temat nieuchronnej zmienności i zależności, które towarzyszą człowiekowi.

Kadr z filmu „Naturalna dzikość serca”
Kadr z filmu „Naturalna dzikość serca” / Mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity

Filozoficzne pytania przeplatane są tu sielskimi ujęciami dzikiej przyrody i bohaterów, którzy w niej egzystują. Film jest pięknie zrealizowany, czemu sprzyja leśno-górskie sąsiedztwo. Sama reżyserka wyznała, że swoimi zdjęciami próbowała doścignąć talent i oddać hołd Marii, lecz nie uważa, że jej się nie udało. Jej obraz doskonale oddaje emocje, które pojawiają się w norweskim domostwie, bowiem przez każdy kadr przebija się nieproszony smutek. Nawet w najbardziej radosnych momentach w spojrzeniu Nika widać ból i niemożność pogodzenia się z utratą. Maria powraca jak życzliwy duch, a jej obecność czujemy w każdej scenie. Co jakiś czas z offu odczytywane są wpisy z jej bloga, który traktowała jak coś na wzór publicznego pamiętnika. Im bliżej ją poznajemy, tym bardziej jesteśmy w stanie zrozumieć, z jaką otchłanią straty mierzy się rodzina.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Planeta skarbów” (2002)

Nik i jego mała gromadka starają się odnaleźć w życiu szczęście, które pękło jak bańka wraz z odejściem Marii. Ich historia nie próbuje wmówić nam żadnej banalnej formułki, że niedługo będzie lepiej, a czas leczy rany, nawet w obliczu tragedii. Silje Evensmo Jacobsen z rozbrajającą szczerością oswaja nas z myślą, że niektóre momenty w życiu nie będą tak łaskawe. Otworzą rany, które nigdy się nie zabliźnią. Z dnia na dzień zatrzęsą naszym światem, przewertują podwaliny systemu wartości i nauczą, że nigdy nie możemy oddać się przekonaniu o własnej nieomylności. Nauczymy się jednak żyć z każdą nową odmianą pustki. Reżyserka miała spędzić ze swoimi bohaterami rok, ale została na kilka lat, podczas których zmieniło się zarazem bardzo wiele, jak i zupełnie niewiele. Naturalna dzikość serca to film nie tylko przejmujący, ale niosący w sobie głęboką refleksję, a być może prawdziwą moc wewnętrznej zmiany.

 

Korekta: Anna Czerwińska

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.