Advertisement
FestiwaleFilmyOctopus Film Festival 2023Recenzje

Skąd wziął się ten trup? „Sztuka zabijania” [RECENZJA]

Jakub Nowociński
Sztuka zabijania / mat. prasowe Octopus Film Festival

Jak często możecie powiedzieć, że wybieracie się do kina na litewski slasher? Domyślam się, że dość rzadko. Sposobność taka natrafiła się podczas tegorocznego Octopus Film Festival, który po raz szósty odbył się w Gdańsku. Sztuka zabijania (reż. Jonas Trukanas) opowiada o grupie absolwentów liceum, którzy wybierają się do tajemniczego drewnianego domku pośrodku prowincjonalnego pustkowia, by wyprawić pożegnalną imprezę, zanim każdy z nich rozjedzie się w swoją stronę. Okazuje się, że dom należał wcześniej do artysty-psychopaty, który wymordował całą swoją rodzinę. Mężczyzna wyrzeźbił swoich zmarłych bliskich w drewnie, po czym zaszył się w mrokach lasu… i czyha na świeżą krew.

Nastolatkowie rozpoczynają rave. Pod wpływem popitego alkoholem ekstazy ignorują unoszący się w powietrzu zapach zaschniętej krwi, spalenizny oraz rozkładających się ciał, który zapowiada zbliżającą się nieubłaganie masakrę. Jednak zanim impreza zamieni się w rzeź, na którą fani slasherów zawsze wyczekują w fotelu kina jak na szpilkach, przez około pierwszą godzinę filmu poznajemy naszych bohaterów. Są zarysowani dość powierzchownie –  zapatrzeni w siebie młodzi dorośli, przeżywający typowe dla swojego wieku dramy – większe lub mniejsze, acz nie szczególnie interesujące.

Wybierając się do kina na slasher zacieram ręce na emocjonujące sceny ucieczek i mrożące krew w żyłach pomysły na morderstwa – w sytuacji idealnej każda kolejna śmierć podnosi poprzeczkę następnej swoim spektakularnym pomysłem. W końcu wiadome jest, że poleje się krew, a ziemia zostanie zasłana trupami – liczy się kreatywność formy. W przypadku Sztuki zabijania mamy do czynienia ze slasherem, w którym większości zabójstw nie uświadczymy na ekranie. 

Sztuka zabijania / mat. prasowe Octopus Film Festival

Film pozbawia nas sedna frajdy, którą powinien dostarczać odbiorcy dobry slasher. Większość bohaterów po prostu nagle pojawia się na ekranie w swojej trupiej formie. W jaki sposób do tego doszło? To już twórcy pozostawiają domysłom widza. Jeśli już widzimy uśmiercenie na ekranie, dzieje się to zazwyczaj błyskawicznie, a napastnik nie marnuje czasu na planowanie efektownej egzekucji. Skutkiem tego, nie wydaje się nawet przerażający, a warstwa grozy staje się ogromnym rozczarowaniem.

Nie pomaga również fakt, że z większością postaci trudno sympatyzować, przez co kolejne śmierci są dla widza mało zatrważające. Szczególnie antypatyczny i pozbawiony charyzmy jest główny bohater, czyli Marius. Wcielający się w niego Sarunas Rapolas Meliesius co prawda wykazuje się talentem aktorskim, problemu szukałbym więc głównie w scenariuszu: z tak napisanej postaci momentami nie dało się wykrzesać ognia. Jest to dość ryzykowny wybór protagonisty. Przez tok fabuły prowadzi nas postać, która w kategorii przebojowości mogłaby konkurować z drewnianymi rzeźbami, stworzonymi przez mordercę. Dopiero w końcowej sekwencji filmu bohater dostaje moment, w którym może zabłysnąć – zostaje obdarty ze swojej toksyczności, czego skutkiem jest kilka szalenie zaskakujących decyzji.

Sztuka zabijania zdecydowanie najbardziej zyskuje w licznych humorystycznych, slapstickowych momentach. Kluczową rolę, jako klaun grupy, odgrywa tu Zygi, czyli postać grana przez Martynasa Berulisego – jest nie tylko źródłem większości komicznych sytuacji, jak również jedną z nielicznych postaci, którą można polubić. Kontynuując wątek humoru, podczas seansu w wielu scenach zastanawiałem się, czy aby na pewno był on zamierzony. I warto zaznaczyć, że zazwyczaj nie mam żadnego problemu z rozpoznaniem żartu, co więcej – to chyba pierwszy raz w filmie, gdy taki problem się u mnie pojawia. A to dlatego, że Sztuka zabijania przeplata groteskę z prostymi gagami i punchline’ami oraz absurdem wynikającym z niedociągnięć i drętwoty scenariusza. Komizm momentami dobrze je tuszuje lub sprytnie odwraca uwagę widza (szczególnie w drugiej połowie seansu), jednak nie na tyle, aby całkowicie przymknąć na nie oko – nawet w dalekim od racjonalności świecie slashera.

Festiwalowa sala kinowa, z którą oglądałem film, zanosiła się podczas seansu salwami śmiechu, co udowadnia, że film dobrze sprawdza się jako komedia – być może w tym momentach łaskawszym okiem dało się spojrzeć na niedoskonałości jego scenariusza. Sztuka zabijania dokonuje jednak czynu niewybaczalnego w swoim gatunku; jest kinem grozy, zupełnie pozbawionym grozy. Czyni go to horrorem-wydmuszką.

Przeczytaj również:  „Napoleon” – To gorzej niż zbrodnia, to błąd [RECENZJA]
Korekta: Amelia Kamińska

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Apokawixa

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.