PublicystykaZestawienia

Fantastyczna dwunastka: Najlepsze queerowe filmy na Netflixie

Albert Nowicki
fot. "Tamte dni, tamte noce"
fot. "Tamte dni, tamte noce"

„Płynące wieżowce” (2013, Tomasz Wasilewski)


Płynące wieżowce
fot. Kadr z filmu

Jeśli dużo przyjemności sprawiły Wam sceny z Sali samobójców, w których Bartosz Gelner całował Jakuba Gierszała, Płynące wieżowce potraktujcie jak propozycję nie do odrzucenia. Gelner gra tu Michała – studenta, który zakochuje się w atrakcyjnym pływaku. Między mężczyznami pojawia się wzajemna fascynacja, która dla Kuby jest jednak kłopotliwa: żyje on bowiem w związku z dziewczyną. Film o poszukiwaniu własnego „ja” i brutalnych konsekwencjach homofobii, na którą tak często istnieje społeczne przyzwolenie. Na pewno pionierski, bo nie było dotąd w polskim kinie głównego nurtu gejowskich postaci pierwszoplanowych, a przy tym atrakcyjnie zwizualizowany, kipiący od emocji. Mateusz Banasiuk naprawdę dobrze wygląda bez koszulki.


„Nina” (2018, Olga Chajdas)


Nina
fot. Kadr z filmu

Pierwszy polski film z wyraźnie zaakcentowanym wątkiem lesbijskiej miłości, odważnie odwołujący się do słynnych kobiecych romansów, znanych z kina zachodniego. Aktorstwo pełne jest klasy i pasji, zdjęcia podkreślają magnetyzm seksualny bohaterek, reżyserka pozostawia pole wolne do interpretacji własnej. Nina to antyteza ckliwych komedii romantycznych, których wciąż powstaje w naszym kraju zbyt wiele, a jej zakończenie nikogo nie pozostawi obojętnym wobec siebie.


„Huragan Bianca: Misja w Moskwie” (2018, Matt Kugelman)


„Huragan Bianca: Misja w Moskwie” (2018
fot. Kadr z filmu

Rzadki przykład sequelu, który bije poprzednika na głowę. Śmieszniejszy od pierwszej Bianki, ryzykowniejszy, bardziej absurdalny. W odróżnieniu od chyba każdego innego filmu na tej liście nie ma głębszego przesłania – jego cel to umiejętnie bawić widzów. Kostiumów bohaterom pozazdrościłyby uczestniczki RuPaul’s Drag Race, a kwestie wygłaszane przez Roya Haylocka wpisać można do słownika, z którego uszczypliwe drag queens shade’ują swoich nieprzyjaciół. W obsadzie prawdziwa śmietanka: Rachel Dratch, Dot-Marie Jones, Kristen Johnson, Wanda Sykes, Cheyenne Jackson, Matthew Camp.


„Jonas” (2018, Christophe Charrier)


Jonas
fot. Kadr z filmu

Jonas rozpoczyna się jak rasowy horror. Oto główny bohater, pozostawiony w zamkniętym aucie na stacji benzynowej, oddaje się prostym rozrywkom w oczekiwaniu na powrót płacącego za paliwo ojca. Dookoła jest ciemno, w powietrzu unosi się martwa cisza. Nagle do okna samochodu podbiega przerażony nastolatek – wyraźnie ktoś, kogo Jonas zna. Błaga o pomoc, jakby zależało od tego jego życie, ale po chwili znika, rozpływa się w nicości. Cała scena była tylko majakiem straumatyzowanego chłopaka.

Przeczytaj również:  Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Sztokholmie – wielkie i małe odkrycia

Reżyserowany przez Christophe’a Charriera film nie jest jednak horrorem, nawet jeśli tytułowy bohater przeszedł przez piekło. Jakie – tego dowiemy się dopiero w ostatnich minutach, bo Charrier wodzi nas za nos, każe nam rozsupłać jedną wielką fabularną zagadkę. Konstrukcja filmu jest nielinearna – umiejętnie przeplatają się w nim dwie narracje, rozłożone na równoległych przestrzeniach czasowych. Starszego Jonasa gra znakomity jak zawsze Félix Maritaud – film jest efektywną przymiarką do jego występu w Sauvage.

Charrier z minuty na minutę coraz bardziej zagęszcza intrygę, korzysta ze środków wyrazu, które podsycają dramaturgię. Wyostrza kolorystykę swego filmu w scenach hotelowych i na dyskotece, zdobywa się też na intertekstualne cytaty: świetnym posunięciem jest wizyta w kinie, podczas której Jonas i Nathan poznają klasykę New Queer Cinema – Donikąd Arakiego.


„Perfekcja” (2018, Richard Shepard)


fot. Kadr z filmu

Historia o ludziach, dla których najważniejsze jest obsesyjne dążenie do tytułowej perfekcji. Na drodze do upragnionego celu nie zawahają się skrzywdzić niewinnej osoby, czasem też jej wykorzystać. Zaakcentowany został w scenariuszu problem syndromu sztokholmskiego i związku ofiar ze swoimi oprawcami, choć płynie też z filmu pochwała empowermentu oraz feminizmu. Uwagę zwraca wątek lesbijskiego związku.

Film oparty na ciągłym myleniu tropów i rzucaniu kłód pod nogi widzów. Zaskoczy nawet największych niedowiarków, ale należy podejść do niego „na czysto”, nie mając żadnej wiedzy o fabule, nie podglądając trailerów. Stale zmienia się w nim perspektywa bohaterów, zwroty akcji są praktycznie niemożliwe do przewidzenia. Można mówić o Perfekcji jako o filmie podzielonym na kilka rozdziałów, tonalnie bardzo zróżnicowanych. Jest on, kolejno: horrorem o nieznanym wirusie, horrorem cielesnym, erotycznym dreszczowcem, reprezentantem nurtu rape and revenge. Pobrzmiewają w nim akcenty torture-pornowe. Całość, jak eksperyment Frankensteina, wydaje się kuriozalna, potworna i trochę groteskowa. Perfekcja wymyka się prostym klasyfikacjom: zmierza w określonym kierunku gatunkowym tylko po to, by nagle dokonać ostrego zakrętu; narracyjnie nie zawsze podąża do przodu. Ciekawym zabiegiem okazuje się „przewijanie” filmu wstecz i ukazywanie tych samych zdarzeń z trochę innego punktu widzenia.

Przeczytaj również:  Najważniejszy film w karierze Sorrentino? Recenzujemy “The Hand of God”

„Other People” (2016, Chris Kelly)


Other People
fot. Kadr z filmu

Film z pobocznym wątkiem gejowskim – na pierwszym planie błyszczy w nim Molly Shannon. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy aktorki w tak zdumiewającym wcieleniu. Dzięki Chrisowi Kelly’emu była gwiazda „SNL” znalazła sposób na ożywienie swojej kariery: przed Other People występowała niemal wyłącznie w komediach. Tutaj bryluje w przodującej roli Joanne, kobiety skazanej na śmierć i próbującej wykrzesać ze swoich ostatnich dni tyle, ile się da. W scenach o największym ładunku emocjonalnym będziecie ronić łzy i cierpieć razem z Shannon, ale jej postać nie jest stricte tragiczna, nie pozwala sobie na przypięcie łatki ofiary. Pomaga w tym wieloletnie doświadczenie aktorki w tworzeniu nieoczywistych kreacji, jej uniwersalność i siła wyrazu.

Other People to tragikomedia podyktowana osobistymi przeżyciami reżysera, po części autobiografia. Tematy walki z nowotworem i coming outu przed najbliższym otoczeniem nie są do końca oryginalne, ale Kelly potrafił obrócić je w złoto. Propozycja dla widzów obdarzonych sporym pokładem empatii i – nie da się ukryć – dla miłośników Molly Shannon też. Za rolę w tym filmie aktorka zasłużyła na Oscara.

Strony: 1 2

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.