„Templariusze” – S02E03: „Faith” [RECENZJA]

Wiele tracimy wskutek tego, że przedwcześnie uznajemy coś za stracone.

Brat Gawain już dawno temu porzucił swoich braci. Dzięki temu osiągnął niezależność i możliwość zaspokajania swoich żądż. Wciąż jednak nie znalazł spokoju. De Nogaret nie przychodzi jednak by zaoferować mu odpuszczenie grzechów. Podjudza on jego niewygaszony konflikt wewnętrzny. Pragnie dać mu cel, który okazać się może łabędzim śpiewem całego Zakonu Templariuszy. Jednak Gawain nie odrzucił swoich braci z powodu nienawiści do samego Zakonu czy jego zasad i pryncypiów. Wręcz przeciwnie – był im wierny tak długo jak tylko zdołał.

Jedyną osobą więc odpowiedzialną za ten stan rzeczy jest Landry. Umęczony, niosący na swoich barkach ciężar złych decyzji, własnych słabości. Czujący na plecach chłód obcych spojrzeń i oskarżeń o bezbożność. Niewielkie wsparcie, które otrzymuje kolejny raz zostało uszczuplone, a on ponownie jest pośrednio winnym tego wypadku. Dlatego jego finałowe starcie z lucyferianami ma także symboliczny wymiar. Niestety – cała symbolika została okraszona ciężką ręką, a na interpretację twórcy naprowadzają nas uderzając prętem bezpośredniości po głowie gdy tylko poczujemy potrzebę zastanowienia się nad znaczeniem tego co oglądamy.

Spodziewanym, lecz jednak udanie zaaranżowanym są próby sygnalizacji podobieństw pomiędzy Landrym a Talosem. Chociaż różni ich prawie wszystko – tak samo utracili wiele, starając się wypełniać bożą wolę poprzez służenie Zakonowi. Ich pojednanie może wlać w nielicznych rekrutów ducha braterskiej jedności oraz odwagi do stanięcia ramię w ramię przeciwko prawdziwemu przeciwnikowi.

Kadr z serialu „Templariusze”
Zobacz także: Recenzję „Girl”

Ten jednak nie czeka na ruch zbrojnych mnichów, jednak żądza zemsty na Landrym ściąga na niego gniew syna, zasłania zdrowy rozsądek i odbiera resztki radości z życia. Śmierć papieża tylko wzmógł pogrążający się rozpad moralności królewskiej. A gdy brak moralności – brak skrupułów. Herodowe zlecenie zabijania każdego nowo ochrzczonego ściąga jedynie jarzmo dzieciobójcy na Ludwika, przyszłego następcy francuskiego tronu. Szaleństwo króla pogłębia jego ignorancję i przesadną pewność siebie. Królewska bezczelność ma jednak coś do zaoferowania. Tron papieski posiąść ma Raymond de Goth, znany w historii jako pierwszy niewolnik awinioński, duchowny spełniający wolę francuskiego monarchy. Niebezpieczny dla Zakonu sojusz władzy doczesnej i władzy bożej zbliża się do Templariuszy.

Po trzech odcinkach możemy już z dużą dozą prawdopodobieństwa określić losy poszczególnych bohaterów. Każdy z nich jest odpowiednio mocno złamanym człowiekiem, pozbawionym złudzeń czy wielkich nadziei. Szczególnie jednak na pierwszy plan zaczyna wybijać się Gawain, w pierwszym sezonie zlekceważony przez twórców niemal tak samo bardzo jak przez Landry’ego. W tym odcinku szczególnie uderzyło mnie to, jak bardzo jego postać gubi się w natłoku drugoplanowych postaci, tym bardziej, że jako jeden z niewielu ma do zaoferowania coś więcej. Nie zmieniło tego spisanie na straty przez byłego już Mistrza paryskiej świątyni. Tak samo nie zmieni tego królewska zniewaga czy książęca impertynencja. Najlepszy fechmistrz we Francji wciąż będzie poszukiwał wendety.

Kadr z serialu „Templariusze”
Zobacz także: Recenzję „Smętarza dla zwierzaków”

Szczerze zawiodłem się trzecim epizodem, który za bardzo skupił się na może i widowiskowych ale niewiele wnoszących sekwencjach. Landry ponownie staje w obronie braci, ponownie zostaje za to ukarany i ponownie samowolnie decyduje się na postawienie własnej woli ponad wolę swoich przełożonych. Jakkolwiek nie tłumaczyłby tego swoją nadzieją na honorową śmierć w walce z heretykami, egoizm tej postaci tworzy zaporę między nią a wszystkimi, którzy go otaczają. Być może starego psa nie powinno się uczyć nowych sztuczek?

Niezależnie jednak od mojej percepcji głównego bohatera, odnoszę wrażenie, że otrzymaliśmy odcinek na przeczekanie. Nie wprowadza on niczego nowego, a jedynie stara się mocniej zaakcentować zmiany, których jesteśmy świadkami w tym sezonie. I byłbym to w stanie wybaczyć, gdyby następne odcinki były zdecydowanie bardziej odważne. Przydałoby się otwarcie okiennic w tym zamczysku zaczynającym schodzić na manowce i powielać błędy pierwszego sezonu, pełnego dłużyzn i fabularnego siana. Tym razem, twórcy mają jednak aż 90 minut mniej na przelanie swoich pomysłów na ekran naszych telewizorów i komputerów. Nie mogą sobie pozwolić na zmarnowanie odcinka, co moim zdaniem zrobili właśnie teraz.


Kolejny odcinek Templariuszy będziecie mogli zobaczyć już we wtorek, 16 kwietnia na HBO oraz platformie HBO GO.

Zobacz także: Recenzję #1 odcinka, oraz recenzję #2 odcinka.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.