„Powrót”, którego nie było [RECENZJA]

Jest w Powrocie scena, w której Ulka wymyka się nocą z domu. Wieść o zniknięciu dziewczyny nie przeszkodziła jej rodzinie w dokończeniu śniadania. Dopiero wychodzący do pracy ojciec prawie przewrócił się, spotykając śpiącą za progiem córkę. Ulka po części powróciła do domu, jednak ten dom nie był na nią przygotowany.

Dziewiętnastoletnia Urszula wraca po dwóch latach nieobecności. Oglądamy jej zderzenie ze światem, od którego uciekła, ale do którego też tęskniła. Zamknięta w sobie, potrzebująca pomocy i współczucia spotyka jedynie osamotnienie, autorytarno-rodzinny reżim oraz wyszydzenie. Spotykamy ją milczącą i w milczeniu poznajemy jej historię. Obserwujemy zmagania z matką-dewotką, przepełnioną miłością, której nie potrafi wyrazić. Jej matka stara się z całych sił, by przywrócić ją na łono rodziny. Robi to jednak na swój ograniczony sposób. Hamują ją jej uprzedzenia i wewnętrzna niemoc, brak zrozumienia i poczucie krzywdy.

Magdalena Łazarkiewicz prezentuje nam najwyższej próby opowiadanie obrazem. Powrót wciąga, hipnotyzuje, lecz niestety także smuci. Podglądamy cierpienie każdego członka rodziny niczym przez dziurkę od klucza. Wpatrujemy się w nich, bo mamy na to czas. Reżyserka w pełni wykorzystuje każdą minutę, nie pośpiesza widza. Pogłębiająca się apatia Uli wobec świata do którego powróciła oddala ją od domu, w którym przesiaduje kolejne dni, zamknięta w swoim pokoju wbrew woli.

Ukarana za miłość do pewnego typa spod ciemnej gwiazdy, boi się otworzyć na świat. Ale czy ona kiedykolwiek poznała świat? Nieznane nam są jej losy sprzed porwania, które naznaczyło ją psychicznie i społecznie. Warto się jednak zastanowić, jak inaczej mogłoby wyglądać jej życie, nieskrępowane przez rodzinne wymogi religijności i zakłamania. Pozostaje nam jedynie zadać pytanie, czy to nie przez nierozumienie domowników uciekła za miłością?

Kadr z filmu „Powrót”
Zobacz także: Recenzję „Miłości i miłosierdzia”

Zmęczenie cierpieniem nie pozwala dziewiętnastolatce na konfrontację z hipokryzją, która na każdym kroku ogranicza jej wolność. Chociaż zaściankowy świat wykreowany przez Łazarkiewicz stoi w kontrze do zbuntowanej Uli, to nie dostajemy żadnej próby głośnej konfrontacji, przepełnionej egzaltowanymi monologami, dramatycznymi ujęciami czy rozmów o tematy większe niż życie. Atakowana ze wszystkich stron stara się utrzymać na powierzchni – modli się z matką, daje się namówić na śpiew po nabożeństwie oraz spowiada się u wuja, lokalnego księdza. Aczkolwiek przez ciągłe odrzucenie jej przez lokalną społeczność, nie zamierza się ona otwierać, a jej ślepe posłuszeństwo przybiera formę biernego buntu.

W niektórych fragmentach Powrót przypomina dokument o losie skrzywdzonej przez los młodej kobiety, której nikt nie dał szansy na szczęście. W tych chwilach widzę największą wartość całego obrazu. Niestety, Łazarkiewicz włącza w swoje dzieło wątki krytyki katolickiej ambiwalencji oraz problemów lokalnych społeczności religijnych. Nawet pomimo trafności uwag przez nią prezentowanych, nie potrafię odrzucić od siebie wrażenia, że całkowicie odsuwa to uwagę od dramatu, który przeżywa Ula. Nawet jeśli ktoś uważa, że Powrót może dopełniać Kler Wojtka Smarzowskiego, to należy zadać sobie pytanie, czy potrzebujemy kolejnego obrazu mówiącego o duchownych, których serce przepełnione jest wszystkim prócz bożej miłości?

Odnoszę wrażenie, że odczucia wobec tego filmu są zbieżne z tym, dzięki czemu kupiło się rolę Sandry Drzymalskiej. Młoda aktorka tworzy postać w sposób skrajnie minimalistyczny, przez co czasami wpada w pułapkę monotonii. Jednak pomimo grania przez prawie dwie godziny na jednej nucie, przemyciła na ekran kilka chwil ekspresji. Te przebłyski stanowią o niej, dają nam szczątki obrazu tego, kim Ula mogłaby zostać gdyby nie jej tragedia. Ja tej kreacji zaufałem, i nie wydaje mi się, bym się zawiódł.

Kadr z filmu „Powrót”
Zobacz także: Wywiad z Marcinem Czarnikiem

Nieco na boku, reżyserka ukazuje nam bezimienną polską rodzinę. Familię tradycyjną, z silną głową rodziny (pijaną lub nieobecną), zastraszonym synem-dumą, niezrozumianą matką-Polką, uroczym oczkiem w głowie, kilkuletnim Karolkiem. Buntownicza Ula nijak nie pasowała do tego obrazu. Ani przed ucieczką, ani po powrocie nie mogła się odnaleźć w rodzinie całkowicie pozbawionej więzi i miłości. Miłości, o którą matka się modliła, czy o której na kazaniach mówił wuj. Ula spała za drzwiami domu na długo przed ucieczką z niego. W tym miejscu zaczęła się jej tragedia.


3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.