LiteraturaPublicystyka

Książka „Sharon Tate. Historia morderstwa żony Romana Polańskiego” [RECENZJA]

Martin Reszkie
Sharon Tate

Rok 1969 dla Miasta Aniołów miało symboliczny wymiar, co starał się uchwycić w swoim najnowszym filmie Quentin Tarantino. Niezależnie od tego, czy mu się to udało czy nie, miał rację co do jednego – tamten rok, a właściwie to konkretne wydarzenie związane z brutalnym morderstwem Sharon Tate oraz jej bliskich: Jaya Sebringa, Wojtka Frykowskiego, Abigail Folger oraz Stevena Parenta – miało wymiar graniczny dla całej ówczesnej śmietanki filmowego biznesu.


Przeczytaj również: 5 rzeczy, za które pokochałem “Mandy”

Na szczęście jednak, to nie jest kolejna książka o osobach, które przez swoje zbrodnie stały się celebrytami i bohaterami kolorowych magazynów. Materiał zebrany przez Alisę Statman oraz Brie Tate to historia całej rodziny Tate, naznaczonej tragedią oraz jej próby radzenia sobie z nią. Pomimo bycia na okładce oraz w tytule książki, Sharon Tate jest tutaj jedynie figurą, sztandarowym przykładem tego, jak perypetie, życie i przedwczesna śmierć zmienia wszystko.

Może to nie brzmi najlepiej, ale cios, który spadł na całą rodzinę Sharon stał się początkiem czegoś naprawdę ważnego. Doris Tate (matka Sharon) sparafrazowała to w coś, co brzmiało mniej więcej tak: “Dobroć Boga objawia się w tym, że bierze pozornie niemożliwe do naprawienia rzeczy – takie jak śmierć, smutek, żal i rozpacz – i zmienia je w dobro”. W tym przypadku, co zostało skrzętnie przez autorki opisane, chodziło o wielki ruch obywatelski mający na celu poprawienie prawnego statusu ofiar przestępstw oraz ich najbliższych, o których ustawodawcy zapomnieli.

Przeczytaj również:  "Reanimator" – 90 litrów krwi i cunnilingus w wykonaniu uciętej głowy [CAMPING #58]
Sharon Tate
(Photo by Silver Screen Collection/Getty Images)

Oczywiście, osoba Sharon pojawia się na kolejnych stronach, na zdjęciach oraz we wspomnieniach poszczególnych osób. Mają one jednak szczególny charakter. Nie pojawiają się niczym wyreżyserowane gadające głowy w kolejnym dokumencie o zabójstwie początkującej aktorki i jej nienarodzonego syna. Są one wyrazem tego, jak żyła – jaką była osobą, co lubiła i za czym tęskniła podczas pobytu z rodziną we Włoszech. Wprowadzają nam obraz Sharon niebędącej jedynie obiektem morderstwa. Uczłowieczają już dawno pozbawiony życia symbol czasów, nadają jej ponownie ludzką formę.


Przeczytaj również: “Pewnego razu… w Hollywood” – Kiedy słońce było bogiem [FELIETON]

Być może wiele osób ze mną się nie nie zgodzi w tej kwestii, ale właśnie strony tej dość pokaźnych rozmiarów książki są tymi, które wydzierają w sercu ogromną dziurę. Tak, to nie stenogramy zeznań i opisy rozmów z mordercami są najsmutniejsze. Podobnie jak Doris, także uważam, że w ogóle być nie powinny. Tym, co przybija najmocniej jest szczęście, umykające pomiędzy stronami. Radość i beztroska odebrana obrzydliwym aktem przemocy, którego się później wypierano i który deprecjonowano.

Chciałbym napisać, że wszystko i tak skończy się dobrze, ale jak wszyscy wiemy, nie wszystko w życiu jest oczywiste. Rodzicielska miłość, w której zmieniono zasady przemijania nigdy nie wygaśnie, tak samo jak nie gaśnie ból po stracie. Statman oraz Tate wskazują jednak drogę, którą przeszła cała rodzina, a która pozostaje aktualną do teraz – ażeby w każdej złej chwili starać się zrobić coś dobrego. Nie tylko dla siebie, czy dla szeroko rozumianej społeczności. Właśnie dla pamięci osoby, którą kochało się nad życie, dla której gotów było się skoczyć w ogień. By cały czas mieć miłość w sercu i nie pozbawiać się szansy na szczęście, jakiego pragną dla Ciebie najbliżsi.

Przeczytaj również:  TOP 10: Najlepsze momenty "Z Archiwum X"

Myślę, że to samo Sharon chciałaby przekazać każdemu z nas. By nie zamykać swoich oczu, umysłów i serc w nienawiści. Wręcz przeciwnie – jeśli jest coś, co spaja 413 stron osobistych notatek kilku osób w jedno, to to, że walka o lepsze jutro nie została zakończona i że to właśnie my możemy stanowić różnicę. Niezależnie od tego, czy chodzi o ofiary morderstw czy starszą osobę potrzebującą naszej pomocy. Niezależnie od skali, możemy stanowić różnicę. Tą różnicą była Sharon. Byli nią Doris i P.J., Debra i Patti. Teraz jest nią Alise oraz Brie.


Dziękujemy wydawnictwu Znak za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.