Advertisement
FestiwalePIĘĆ SMAKÓWPięć Smaków 2023Recenzje

„Witaj w piekle”. Teraz ogłoszę, kto trafi do raju [RECENZJA]

Jakub Nowociński
Kadr z filmu „Witaj w piekle” / materiały prasowe Pięć Smaków

Chwiejąc się, Sun-woo sunie niepewnym krokiem przez ciemny zaułek. Słyszymy jej przyspieszony, płytki oddech. Za domem czeka na nią grupka, wydawałoby się, najlepszych przyjaciół. Obsypują ją kolorowym konfetti. Wesoło wykrzykują życzenia w stronę jubilatki, przynoszą tort z zapalonymi świeczkami. Dziewczyna zapada się w sobie, pochyla się coraz niżej ku ziemi, aż w końcu bezwładnie na nią pada. Zostawiają ją we łzach, z tortem na twarzy, a widz czuje się nietaktownym świadkiem sytuacji, której nie powinien widzieć. W ten sposób, w scenie otwierającej film, zostajemy zaproszeni do małego, prywatnego piekła głównej bohaterki.

Bohaterki reżyserskiego debiutu Lim Oh-Jeong zmierzają się z depresją. Twórczyni realizuje gorzką satyrę na współczesną koreańską rzeczywistość, którą w tytule filmu pieszczotliwie nazywa piekłem. We wprowadzeniu przed seansem organizatorzy festiwalu Pięć Smaków przypominają, że postęp ekonomiczny wysoko rozwiniętej Korei Południowej nie idzie w parze z poziomem zadowolenia z życia mieszkańców tego państwa. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba uczniów szkół podstawowych leczonych na depresję wzrosła o 91,5%, a najliczniejszą grupą, zmierzającą się z tą chorobą, są osoby w wieku 15-17 lat. Drastycznie wzrasta liczba prób samobójczych i samobójstw zakończonych zgonem. Statystyki klarownie wskazują: koreańscy nastolatkowie są nieszczęśliwi.

Kadr z filmu „Witaj w piekle” / materiały prasowe Pięć Smaków

Sun-woo i Na-mi planują wzajemnie towarzyszyć sobie w samobójstwie. Wspólnie wybierają się w ostatnią drogę do opustoszałego budynku, a na suficie zawieszają hak z czerwoną pętlą. Przez sporą część seansu nie wiemy, jaką mają przeszłość, ani jaką tworzą relację. Równie dobrze mogłyby znać się jedynie z widzenia i zbliżyć się do siebie dzięki próbie ucieczki z beznadziejnej codzienności. Elementy ich historii będziemy odkrywać wraz z rozwojem fabuły, a pierwszym z nich okazuje się nienawiść do wspólnej osoby – Chae Rin. Chęć zemsty na dziewczynie, która zamieniła ich życie w piekło staje się chwilowo silniejsza niż chęć zniknięcia. Bohaterki demontują hak, pakują do plecaka metalowy nóż biurowy i kupują najbliższy bilet autobusowy do Seulu.

Ich plan komplikuje się, gdy odkrywają, że Chae Rin wstąpiła do chrześcijańskiego kultu i prosi na klęczkach o rozgrzeszenie z krzywd, które wyrządziła rówieśnikom. Podejmując wątek organizacji religijnej, reżyserka nieraz bawi się oczekiwaniami widza. To świat, którego członkowie zbierają punkty za dobre uczynki. Ten, kto zbierze najwięcej punktów, zdobędzie bilet do raju. Sun-woo i Na-mi stają przed poważnym dylematem, czy powinny wierzyć w cudowne nawrócenie Chae Rin. Jedna z nich jest skłonna wybaczyć, druga powątpiewa. Dynamika relacji trójki bohaterek, wielokrotnie zmieniająca się w trakcie seansu, buduje suspens i warunkuje bieg wydarzeń. Jednocześnie Oh-Jeong pyta się widza, czy wierzy w moc wybaczania, oczywiście nie podając mu poprawnej odpowiedzi. 

Dylemat widza dotyczy również postaci Sun-woo i Na-mi, którym nie zawsze łatwo jest ufać i kibicować. Wcielająca się w tą pierwszą Hyo-rin Bang, świadomie lub nie, maskuje intencje swojej bohaterki, przywdziewając jedną minę, niemal zupełnie niezmienną na przestrzeni filmu. Absolutną gwiazdą seansu jest partnerująca jej Woo-ri Oh, której moralność bywa dla nas jeszcze bardziej zagadkowa, jednak swoją ekspresją i charyzmą wypełnia ekran po brzegi w każdej scenie, w której się pojawia.

Kadr z filmu „Witaj w piekle” / materiały prasowe Pięć Smaków

Oh-jeong serwuje nam niezwykle autorskie, świeże podejście do tematu bullyingu. Bohaterki są nieprzewidywalnie, a ich wędrówka skrywa wiele niespodzianek, które w ostatnim segmencie filmu gromadzą się i zaczynają wybuchać jedna po drugiej, jak na polu minowym. W pewnym momencie ta wybuchowa próba zaszokowania widza zaczyna nieco przytłaczać, ekspozycji kolejnych plot twistów brakuje dobrego timingu, a do scenariusza wkradają się pokłady banalności. To mój największy zarzut względem Witaj w klubie, które przez lwią część seansu trzymało tempo i sukcesywnie budowało napięcie, lecz pogubiło się w ciągu ostatnich trzydziestu minut. Mimo znacznych potknięć, warto wpisać nazwisko Oh-jeong na listę reżyserek, którym warto się w przyszłości bacznie przyglądać. 

Przeczytaj również:  „28 lat później – Część 2: Świątynia kości” – Dwa wilki [RECENZJA]

Satyryczna, pełna czarnego humoru historia być może nie wywołuje zbyt wielu wybuchów śmiechu, lecz w wyjątkowy sposób opowiada o ofiarach psychicznego znęcania. W trakcie seansu Witaj w klubie oscylujemy między tym, co poprawne, a co nie; moralność postaci i widza zostaje niejednokrotnie poddana próbie. Bohaterkom daleko jest do etosu, a pewne jest tylko jedno: nie ma większego piekła niż złość i chęć zemsty wściekłego nastolatka. 

Korekta: Jakub Trochimowicz
+ pozostałe teksty

Zastępca redaktorki naczelnej, redaktor i koordynator social media Filmawki. Miłośnik kina i teatru, z zawodu psycholog. Na co dzień pracuje w instytucji kultury.

Ocena

6.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.