Advertisement
Codzienne nagrody, program VIP i cashback na złe dni. Bonusy reload dla stałych graczy. Przejrzyste warunki obrotu (wagering) i szybka weryfikacja. Dołącz do społeczności na Slotoro Kasyno. Baw się bezpiecznie.
AktualnościOctopus Film Festival 2026PublicystykaZestawienia

Niech żyje kino gatunkowe! Wybieramy 10 najbardziej szalonych seansów na Octopus Film Festival 2026

Redakcja Filmawki
Octopus Film Festival 2026
Materiały prasowe Octopus Film Festival 2026

Szaleństwa są różne, a interesujące są zarówno te kwadratowe, jak i podłużne. Octopus Film Festival na szczęście, jak co roku, dba o podniebienia swoich kinofilskich smakoszy i serwuje tytuły, które rozpuszczają ciała, mieszają zmysły, podważają rolę rozumu i bezwstydnie igrają z dobrym smakiem. Jedne robią to za pomocą hektolitrów krwi, inne przez kampową przesadę, formalną brawurę lub afekt. W programie 9. edycji festiwalu znalazły się filmy, które z równą swobodą przekraczają granice gatunków, estetyk i wyobraźni, przypominając, że najciekawsze doświadczenia kinowe rodzą się wtedy, kiedy nie da się wejść drzwiami i trzeba oknem. Między 11 a 16 sierpnia na pewno nie możecie przegapić poniższych tytułów!


Kot Fritz, reż. Ralph Bakshi (1972) 

Kot Fritz Ralph Bakshi
fot. „Kot Fritz” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Ucieleśnienie kontrkulturowego sprzeciwu wobec ugrzecznionych kreskówek z wytwórni Walta Disneya. Kamień milowy w kulturze furasów na całym świecie. Adaptacja kultowego komiksu, którego do dziś praktycznie w ogóle się nie wspomina. Środkowy palec wymierzony we wszelkie świętości. Pierwszy animowany film z kategorią X. No i, przede wszystkim, wspaniała zabawa pełna alkoholu, przemocy, seksu i narkotyków. Kot Fritz razem z Ralphem Bakshim mają serdecznie gdzieś co myślicie i wypada. W zantropomorfizowanym Nowym Jorku lat 60., mieszka tytułowy kot, marnujący swoje dziewięć żyć na wymienionych wyżej formach rekreacji, nieświadomie stając się istotnym uczestnikiem postępujących zmian społecznych. Zamieszki na tle rasowym, wolna miłość i lewicowa rewolucja to tylko część problemów, z którymi zmierzy się Fritz, nawet jeśli nieszczególnie go interesują.

Norbert Kaczała


I Want Your Sex, reż. Gregg Araki (2026) 

Gregg Araki I Want Your Sex
fot. „I Want Your Sex” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Gregg Araki powraca po 12 latach (!) przerwy od filmu. I wygląda na to, że twórca pozostanie wierny swojej estetyce, w której prowokacja i kamp idą w parze z absurdalnym humorem. Bohaterem I Want Your Sex jest młody i ambitny Elliot (Cooper Hoffman), który dostaje wymarzoną pracę u boku kontrowersyjnej artystki Eriki Tracy (Olivia Wilde). Relacja zawodowa szybko wymyka się schematom, gdy kobieta proponuje mu, by został jej seksualną muzą. Co ciekawe, Araki przyznał, że niektóre z najbardziej bezkompromisowych i ekscentrycznych kwestii Eriki pochodzą wprost z jego własnych wywiadów sprzed lat. Zwiastun zapowiada mieszankę estetyki BDSM z czystym slapstickiem, w którym nic nie dzieje się na poważnie. Mam nadzieję, że po tak długiej nieobecności Araki zaserwuje nam prawdziwą jazdę bez trzymanki!

Jakub Nowociński


Najważniejsze to kochać, reż. Andrzej Żuławski (1975) + spotkanie z Fabio Testim

Najważniejsze to kochać Andrzej Żuławski
fot. „Najważniejsze to kochać” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Kiedy pojawia się okazja do obejrzenia Andrzeja Żuławskiego na wielkim ekranie, to należy ją wykorzystać. Tym bardziej, że podczas seansu Najważniejsze to kochać i rozmowy z Fabio Testim cofniemy się w czasie do momentu, w którym afektywny styl Reżysera Polaka uczynił z niego jednego z czołowych autorów europejskiego kina artystycznego.

Film powstał na emigracji we Francji – konsekwencji powstrzymania Diabła (1972) przed premierą przez władze Polski Ludowej i decyzji, która ciążyła na Żuławskim przez wszystkie lata jego największej kariery. Być może to poczucie „wykorzenienia”, o którym wielokrotnie wspominał, a może obsesyjne oddanie się twórczej pracy motywowało w autorze Opętania szukanie punktu granicznego, w którym w końcu dojdzie do pęknięcia. Jego bohaterzy, z góry skazani na katastrofę, przeżywają dostojewską historię na ekranie – tym razem nie na podstawie osobistych doświadczeń (Trzecia część nocy, 1971) czy zakamuflowanego komentarza wobec rodzimych kryzysów społecznych i politycznych (Diabeł). W Najważniejsze to kochać Żuławski proponuje, by to miłość stała się obszarem testowania granic i wyobrażania efektów ich przekroczenia – poza zasięgiem widma (polskiej) rzeczywistości. Tak krystalizuje się ontologiczne stanowisko reżysera o postrzeganiu człowieka jako bytu w stanie ciągłego przeobrażania się, w którym rozum już nie wystarcza. To tu artystyczna fetyszyzacja szaleństwa staje się znakiem szczególnym w poetyce mojego ulubionego kuratora filmowej (uwaga) transgresji. A ten wpisał się we wspólną dla europejskich mistrzów ekranowego przekraczania estetykę i filozofię. Mimo to, jego kino jest niezupełnie tożsame z tym, co prezentowali Pier Paolo Pasolini, Dario Argento, czy chociażby przebywający na obczyźnie (także we Francji) rodak, Walerian Borowczyk, bowiem u nikogo innego emocja nie smakuje krwią tak, jak u Żuławskiego.

Magda Wołowska


Wolf Cat Fever, reż. Josh Sinbad Collins (2026)

Wolf Cat Fever Josh Sinbad Collins
fot. „Wolf Cat Fever” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Wolf Cat Fever prezentowany na festiwalu w ramach sekcji Midnight Movies zapowiada się jako szalony hołd dla rock and rolla i odjechanego kina klasy B. To opowieść o dzikiej gitarzystce Furr Fever i odzianym w skórę włóczędze Wolfym Howlu, których zespół The Sextortions gra muzykę uwalniającą w ludziach ukryte bestie. Nie wszystkim jednak podoba się ta rockandrollowa rewolucja, przez co wkrótce para będzie musiała uciekać przed bezwzględnymi rekinami biznesu, skorumpowanym politykiem oraz własnym zdradzieckim kompanem. W programie scenariusza: bitki, wyścigi hot rodami, ucieczka z więzienia, orgia i wiele, wiele innych. Co więcej: grają w nim osoby zajmujące się teatrem, muzyką, dragiem czy kabaretem, z kolei statystów werbowano ogłoszeniami z obietnicą darmowej pizzy i piwa. To cena udziału w czymś, co przedstawiono im jako „najlepszy rockandrollowy film wszech czasów”.  Czuję, że ten seans siądzie jak zły w ciepłą, sierpniową noc nad Bałtykiem!

Jakub Nowociński


Body Melt, reż. Philip Brophy (1993)

Body Melt Philip Brophy
fot. „Body Melt” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Jako największy entuzjasta filmów o zabójczych glutach w naszej redakcji (na co mam pewne dowody), nie mogę przejść obojętnie obok kolejnego przedstawiciela kina roztopu. Body Melt to kolejny, tani jak barszcz i obleśny jak czernina, film, w którym rzucony na rynek suplement diety zaczyna wywoływać niepożądane skutki uboczne. Jednak fabuła to jedynie pretekst do zaprezentowania najróżniejszych wariacji na temat ciał – zmieniających stan skupienia przy akompaniamencie donośnych krzyków i niewybrednych żartów. Chociaż nie gwarantujemy, że rozpuścicie się ze śmiechu to ciężko nie docenić tego bezpretensjonalnego paszkwila, który ani przez chwilę nie udaje kina ambitnego, ani filmu szczególnie dobrego. Ale przecież nie bez powodu udajemy się właśnie na taki festiwal. Przed seansem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do biletu, bądź skonsultuj się z festiwalowym wolontariuszem lub filmoznawcą.

Norbert Kaczała


Martwe zło 2, reż. Sam Raimi (1987)

Martwe Zło 2 Sam Raimi
fot. „Martwe Zło 2” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Octopus Film Festival dowiózł w tym roku, jak jeszcze nigdy! Bo jak inaczej nazwać fakt, że na dużym ekranie, w towarzystwie maniaków kina gatunkowego, będzie nam dane zobaczyć legendarny horror komediowy. Zresztą, tak sobie myślę, że gdyby Octopus Film Festival miał wybrać swojego oficjalnego patrona to Ash Williams, mocujący piłę łańcuchową do kikuta przedramienia, byłby właściwym kandydatem. W końcu Martwe zło 2 to anarchia w czystej postaci. Nie dość, że druga odsłona przygód Asha to de facto remake pierwszej części, ale z większą dozą humoru, groteski, slapsticku i parodii, to jeszcze stanowi ona moment, w którym Sam Raimi wziął szkielet klasycznego horroru, wsadził go w ramy kreskówki i zalał hektolitrami krwi.

Walka ze swoją odciętą dłonią, opętana głowa jelenia oraz Bruce Campbell w absolutnym popisie komedii fizycznej w klimacie gore – czego chcieć więcej? Martwe zło 2 to nie tylko klasyk VHS i B-klasowe arcydzieło, ale przede wszystkim bezczelny festiwal kreatywności i cudownych efektów praktycznych. Słowem, czysta, bezpretensjonalna frajda z seansu, bez której trudno wyobrazić sobie octopusową energię.

Maciej Kulbat


Hakerzy, reż. Iain Softley (1995)

Iain Softley Hakerzy
fot. „Hakerzy” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Tęsknicie za beztroskim siedzeniem przy kompie i świecącą przy monitorze LEDową lampką w kształcie akwarium? Za pulsującą łuną światła Windows Media Player? Wrażeniem, że tajemnica, która kryje się za wzgórzem w Idylii Charlesa O’Reara, to tak naprawdę najlepsze możliwe życie? Tęsknota za przyszłością, która nigdy nie nadeszła, jest widmem nawiedzającym dziś różne zakątki internetu, ale i żywym tropem w tekstach kultury. Zanim jednak cyfrowa utopia zaczęła odbijać się w sterylnie błyszczących interfejsach i bańkach na tle pluskającej, lśniącej wody, przyszłość miała zupełnie inną twarz. Schyłek millenium, tak samo jak z obietnicą nieskończonych możliwości, wiązał się z lękiem przed niewidzialną potęgą wirtualnych systemów oraz komu i po co mogą one służyć. Wizualizacją tych niepewności są właśnie Hakerzy, którzy, jak na prawdziwych informatyków przystało, walczą ze złoczyńcami na fali neonowych algorytmów przy przepoconym, acidowym beacie The Prodigy. Softley przełożył na ekran generacyjne wyobrażenie nadchodzącego przełomu technologicznego i choć nie okazało się ono profetyczne (szkoda), to sportretował moment, w którym „surfowanie po internecie” nie było metaforą. Log in do sekcji I’m in.

Magda Wołowska


The Quiet Earth, reż. Geoff Murphy (1985) 

The Quiet Earth Geoff Murphy
fot. „The Quiet Earth” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Jeśli jest coś, za co cenię kino gatunkowe i poświęcone mu festiwale, to poszerzanie horyzontów jego rozumienia. Uświadamianie mi jak wszechstronnie da się rozumieć formę, rozwiązywać ograniczenia budżetowe i świadomie modyfikować schematy celem uzyskania jedynego w swoim rodzaju dzieła. A jeśli nie jedynego, to przynajmniej nieprzynoszącego wstydu reszcie kanonu. The Quiet Earth to interesujące osiągnięcie niezależnego kina science fiction lat 80. Nowozelandzka produkcja, posiłkując się gatunkowymi schematami, zamienia opowieść o tajemniczej katastrofie w hipnotyzującą podróż przez samotność, paranoję i metafizyczne pytania o naturę rzeczywistości. Niewielkie środki skłaniają twórców do eksperymentów, a kameralna forma prowadzi do zaskakująco skutecznych rezultatów. To science fiction balansujące na granicy psychologicznego dramatu, filozoficznej przypowieści i onirycznej wizji, które z każdą kolejną sceną staje się coraz śmielsze, bardziej niepokojące i szalone w najlepszym tego słowa znaczeniu. Takie powinno być niezależne kino fantastycznonaukowe! A kiedy dorzucimy do tego niejednoznaczne zakończenie, mamy gotowy przepis na klasykę kina. The Quiet Earth przypomina, że najodważniejsze i najciekawsze wizje przyszłości często rodzą się poza głównym nurtem, gdzie twórcza wolność liczy się bardziej niż skala i widowiskowość.

Norbert Kaczała


Błysk diamentu śmierci, reż. Hélène Cattet, Bruno Forzani (2025)

Błysk diamentu śmierci Hélène Cattet, Bruno Forzani
fot. „Błysk diamentu śmierci” / materiały prasowe Octopus Film Festival

Jeżeli szukacie na festiwalu seansu, który całkowicie przepali wam styk między gatunkową nostalgią a potrzebą szalonej, formalnej ekstrawagancji, to właśnie go znaleźliście. Gdybym miał określić, czym jest Błysk diamentu śmierci, to nazwałbym go odurzającym, pulpowym snem na jawie – absolutnym triumfem stylu, w którym estetyka euro-spy z lat 60. i 70., neo-giallo oraz kiczowate kino sensacyjne trafiają do hipnotyzującego, zmysłowego miksera. Agresywny montaż, fuzja nasyconych kolorów i dynamiczny rytm tworzą tu ekranowy festiwal wizualnego fetyszyzmu, który nie bierze jeńców i nie pyta o fabularne konwenanse. Ten film to dokładnie taki rodzaj bezkompromisowego, pięknego, ekranowego szaleństwa, który fani kina gatunkowego lubią najbardziej. Brzmi obiecująco, prawda?

Maciej Kulbat


Seans Ukryty

Archiwum prywatne

Niezależnie od tego, czy na Octopusie jesteście na chwilę, czy intensywnie przeżywacie cały festiwal, bez wątpienia jako jeden z najbardziej szalonych filmów wskażecie ten wyświetlany w ramach Seansu Ukrytego. Co roku o wejściówki na ten pokaz odbywają się wyścigi, a ci, którym nie udaje się dojechać do mety internetowej bileterii, szukają – najczęściej bezskutecznie – wstępów z drugiej ręki.

Seans Ukryty opiera swoje szaleństwo i fenomen na tym, co jest najlepszego w kinie gatunkowym: na tajemnicy. Uczestnicy wsiadają do specjalnie podstawionych autobusów i pozwalają się wywieźć w nieznane. Zagadką nie jest sam film, a także lokalizacja, gdzie będzie on wyświetlony, specjalna oprawa oraz efekty.

Historia festiwalowa pokazuje, że organizatorzy stawiają na znane i lubiane klasyki. W ubiegłych latach sekretne seanse to: Top Gun w hangarze lotniczym pośród samolotów na lotnisku w Pruszczu Gdańskim, Ulice w ogniu pod wiaduktem między dwoma parkingami policyjnymi na Morenie, Przekleństwa niewinności na starym stadionie Lechii Gdańsk przy Traugutta, Szyb i wściekli 4 na stadionie żużlowym im. Z. Podleckiego, Casino Royale w Olivii Star, Coś w terminalu kontenerowym DCT Gdańsk (obecnie Baltic Hub). Za każdym razem tłum reaguje wrzawą na przygotowane atrakcje, a emocje sięgają zenitu już w trakcie dojazdu do tajemniczej lokacji. Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że o Seansie Ukrytym słyszał każdy, kto zna Octopus Film Festival – i słusznie!

Anna Czerwińska


Opracowanie: Magda Wołowska

Korekta: Magda Wołowska, Anna Czerwińska


Tekst powstał w ramach patronatu medialnego nad Octopus Film Festivalem.

+ pozostałe teksty

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.