Advertisement
FestiwaleFilmyMillennium Docs Against Gravity 2023Recenzje

Pod jękami rozkoszy. Recenzujemy „Pornomelancholię” z MDAG

Jakub Nowociński
fot. mat. prasowe MDAG

Lalo Santos jest meksykańską gwiazdą gejowskiego porno. Sex working ma być dla niego antidotum na wszechogarniające osamotnienie i niemoc w odnalezieniu się w świecie. W oczach obiektywu (a jest ich kilka – telefonu, w kamerze dokumentalisty, czy w tej służącej do nagrywania filmów pornograficznych) szuka ucieczki od rzeczywistości, wyzwolenia z letargu. Manuel Abramovich w swoim filmie, który polską premierę miał na tegorocznym Millenium Docs Against Gravity, przyłapuje go na licznych momentach sfabrykowanego szczęścia, które gaśnie wraz z przyciskiem „off”.

Bohater jest czujnym obserwatorem, nie mówi zbyt wiele. Nakrywamy go na codziennych czynnościach, wypełnianiu prozaicznych obowiązków i coraz to głośniejszych westchnieniach (bądź jękach). Obserwujemy długie ujęcia na jego wiecznie zamyślony wzrok pełny smutku. Kamera jest cały czas niezwykle blisko bohatera, często pojawia się z nim w miejscach, do których – wydawałoby się – nie powinna trafić. Sprawia wrażenie ukrytej, zamaskowanej, jakby operator był zupełnie nieobecny. Wywołuje to poczucie, że znaleźliśmy się w nieodpowiednim miejscu (nie tyle, co podczas nagrywania porno, ale w  intymnych aspektach życia bohatera).  Jednocześnie jednak pozostaje cały czas statyczna, a każdy kadr jest przemyślany i precyzyjny; na tyle, że w pewnej chwili w trakcie seansu przypomniałem sobie z zaskoczeniem, że oglądam dokument, a nie film fabularny.

fot. mat. prasowe MDAG

Manuel Abramovich miał niełatwe zadanie, by otworzyć przed widzem osobę tak zamkniętą w sobie; z maską, której nie da się zedrzeć z twarzy. Małomówność Lalo sprawia, że niewiele się o nim dowiadujemy – obserwujemy jedynie emocje pojawiające się na twarzy i próbujemy zlepić małe fragmenty jego historii w spójną całość. Reżyser większość pozostawia do domysłu, a interpretacja może znacząco się różnić w zależności od emocjonalnej inteligencji i wrażliwości widza. Powolne tempo i długie sceny, złożone często z jednego ujęcia, zbliżenia lub półzbliżenia twarzy bohatera potrafią znużyć. Oddają jednak idealnie charakter Lalo – w końcu on też objawia nam się znużony, apatyczny, zobojętniały.

W dokumencie widzimy kulisy powstawania filmów pornograficznych – notabene, całkiem kreatywnych i ambitnych w swojej formie – oraz wizjonerskie podejście twórców, którym towarzyszy poczucie misyjności („Porno to fantazja! Mamy zachwycać widzów i doprowadzać ich do orgazmów!”). Czekając w kolejce na swoje sceny, aktorzy dzielą się historiami swojego życia. Znają się zaledwie kilka dni, jednak fizyczne obnażenie zdaje się dodawać im odwagi, by podejmować niełatwe kwestie – relacji z bliskimi, odmienności czy różnorodnych tematów tabu.

W filmie podejmowany jest między innymi aspekt typowy dla filmów o sex workingu: aktor pojmowany i adorowany przez pryzmat swojej fizyczności, traktowany jak mięso, „maszyna do pieprzenia”. Lalo ma tysiące fanów; szczególnie na Twitterze, w których szuka towarzystwa, ucieczki, ukojenia – jednak dla nich nie liczą się jego uczucia; nikt z nich nie zapyta się, jak się dziś czuje. Ma być wiecznie napalony, gotowy do akcji, oddany sprawianiu sobie i innym przyjemności. Reżyser umiejętnie pokazuje nam relację content creator-odbiorca, fan-idol. Przenosi nas bezpośrednio w telefon bohatera, pokazując wiadomości, które dostaje od swoich fanów oraz to jak na nie reaguje. Przed kamerą porno, tuż za nią melancholia.

fot. mat. prasowe MDAG

Jednak skoro Lalo ma dość bycia postrzeganym jedynie poprzez swoje ciało, dlaczego reżyser postanowił uwzględnić w filmie tak wiele scen seksu, masturbacji, pozowania nago? Równie często, a może nawet częściej niż na emocjach bohatera, skupiamy się na jego cielesności. Lalo wydaje się chętnie stawać przed nami nago.  Jednak niejednokrotnie sceny te nie uzupełniają fabuły o żadną nowość, nie wnoszą do historii dodatkowych wartości; są jedynie pewnym przerywnikiem, przecinkiem. Wydaje się, że mają jedynie zaszokować widza, ale nie do końca udaje się wywołać te emocje – kolejne sceny nagiego ciała nie robią już wrażenia i są zwyczajnie niepotrzebne. Czasem zahaczają wręcz o fetyszyzację tematu. Oczywiście, ludzkie ciało nie powinno być tabu, szczególnie gdy decydujemy się na obejrzenie filmu o branży porno. Nagość nieraz pokazywana jest tutaj tylko dla samej idei i dominuje w momentach, gdzie chciałbym dowiedzieć się trochę więcej o wewnętrznych rozterkach bohatera. Film wybrzmiewa najlepiej w swoich emocjonalnych momentach i psychologicznych podejściu.

Przeczytaj również:  Powiedz mi, co tworzysz. Kino-sztuka Łukasza Rondudy | Retrospektywa | Nowe Horyzonty 2026

Filmowi Manuela Abramovicha daleko do fantazji i doprowadzenia widza do orgazmu – bliżej do okrutnej prawdy, nakłaniania do refleksji. Profilowi Lalo Santosa na Twitterze stale przybywa obserwujących. Z publikowanych przez niego filmów zdawałoby się, że ma się jak najlepiej. Wystarczy jednak spojrzeć w oczy, by zdemaskować twarz, skrywaną pod głośnymi jękami rozkoszy.

Korekta: Amelia Kamińska
+ pozostałe teksty

Zastępca redaktorki naczelnej, redaktor i koordynator social media Filmawki. Miłośnik kina i teatru, z zawodu psycholog. Na co dzień pracuje w instytucji kultury.

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.