Agata Trzebuchowska: „Chciałam opowiedzieć o horrorze dojrzewania” | WYWIAD | 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
Agata Trzebuchowska dała się poznać szerokiej publiczności za sprawą głównej roli w Idzie Pawła Pawlikowskiego, nagrodzonej w 2013 roku Oscarem w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Nie zdecydowała się jednak na kontynuowanie kariery aktorskiej, choć w tym roku oglądaliśmy ją w drugoplanowej roli w Erupcji Petera Ohsa. Zajmowała się między innymi pisaniem i współpracą z redakcją „Przekroju”. Równolegle rozwijała się jako reżyserka, realizując krótkometrażowe Skwar i Pustostan. Jej pełnometrażowym debiutem miała być historia luźno inspirowana Królową Śniegu, jednak przez długi czas nie udawało się zdobyć finansowania filmu. Zamiast czekać na realizację tego projektu, Trzebuchowska napisała nowy scenariusz i stworzyła SICK – swój pełnometrażowy debiut reżyserski.
Film miał premierę podczas Fantastic Fest w Teksasie, gdzie został wyróżniony. Trzebuchowska otrzymała nagrodę za najlepszą reżyserię, a Konrad Kąkol i Katarzyna Łubik – nagrodę specjalną dla najlepszego duetu aktorskiego.
Polska premiera odbyła się podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie film znalazł się w Konkursie Perspektywy. Pod względem tematycznym SICK to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tytułów festiwalu: łączy horrorową historię chorej babci z opowieścią o seksualnym dojrzewaniu Maksa i kazirodczym pragnieniu, które pojawia się między nim a starszą siostrą Emmą. Podczas festiwalu miałem przyjemność porozmawiać z Trzebuchowską o filmie, jego powstawaniu i o tym, co zmienił w jej myśleniu jako twórczyni filmowej.
Jakub Nowociński: Od czego zaczęła się historia filmu SICK?
Agata Trzebuchowska: Chciałam opowiedzieć o dojrzewaniu, a właściwie o pewnym horrorze dojrzewania – o przepoczwarzaniu się, porzucaniu starej tożsamości i stopniowym wchodzeniu w nową. Wydało mi się ciekawe przyjrzeć się temu, co dzieje się z nami w tym okresie, kiedy wszystko, co dotąd znaliśmy, zaczyna się zmieniać.
Na którym etapie w tej opowieści o dojrzewaniu znalazł się wątek kazirodczy?
Temat kazirodztwa miałam w głowie już od jakiegoś czasu. Pomyślałam, że wiąże się z nim bardzo silne społeczne tabu, a za tabu często idzie wstyd. Wstyd jest z kolei czymś, co bardzo mocno towarzyszy dojrzewaniu – kiedy zaczynamy tracić kontrolę nad własnym ciałem, pojawia się burza hormonów, a wraz z nią uczucia i impulsy, które nie zawsze potrafimy zrozumieć czy nazwać. Zaciekawiło mnie, co takie zakazane uczucie, które pojawia się między filmowym rodzeństwem, może powiedzieć o ich własnym doświadczeniu dojrzewania. Potraktowałam je nie tyle jako temat sam w sobie, ile jako sposób, żeby wejść głębiej w to, co dzieje się z człowiekiem, kiedy jego ciało i emocje zaczynają wymykać się dotychczasowemu porządkowi.

Czy pisząc scenariusz, myślałaś o psychoanalizie? Czy Freud był dla ciebie jakimś punktem odniesienia?
Nie. Chciałam być blisko bohatera, jego przeżyć, zmieniającego się ciała. Nie myślałam teoriami.
To ciekawe, bo skojarzenie z psychoanalizą przyszło mi bardzo naturalnie. Szczególnie w ostatniej scenie, gdzie mamy z jednej strony śmierć, a z drugiej tę ogromną witalność, życie – Eros i Tanatos. Skoro nie był to jednak punkt wyjścia, to czym dla Ciebie jest to zestawienie dwóch przeciwstawnych popędów?
To nie był punkt wyjścia, ani nawet punkt dojścia, ale na pewno jest to ciekawy trop interpretacyjny i super, że masz takie skojarzenia. Oczywiście, jak wszyscy, jestem zanurzona w różnych tropach i toposach kulturowych, ale nie chciałam ilustrować w filmie żadnej konkretnej tezy. Może zabrzmi to banalnie, ale śmierć jest po prostu obecna w naszym życiu. Mój bohater opiekuje się umierającą babcią, więc od początku jest to historia o odchodzeniu i pożegnaniu – zarówno z bliską osobą, jak i z pewną wersją samego siebie. Jednocześnie w filmie bardzo mocno obecna jest siła życia i popędów. Te dwie energie nieustannie się ze sobą ścierają i dialogują, a w ostatniej scenie chyba rzeczywiście spotykają się najmocniej. Nie chciałabym jednak za dużo opowiadać o swoich intencjach, bo zależało mi na tym, żeby zrobić film, który pozwoli każdemu przeżyć i opowiedzieć go po swojemu.
Ten film jest dla mnie o tym, jak rozciągliwa jest psychika człowieka, jak mroczne zakamarki możemy w niej spotkać. Dlaczego postanowiłaś opowiedzieć o tym poprzez konwencję gatunku, szczególnie motyw relacji z babcią?
Tak jak wspomniałam, jest to dla mnie przede wszystkim film o horrorze dojrzewania, więc wykorzystanie elementów grozy wydało mi się czymś bardzo naturalnym. Mam też świadomość, że dotykam w nim społecznego tabu, a horror – zawierając z widzem pewnego rodzaju umowę – pozwala zbliżyć się do tych ciemniejszych rejestrów, do mroku i dyskomfortu, z większą swobodą. Patrząc na kino ostatnich lat i na to, jak wiele współczesnych horrorów podejmuje tematy tożsamości, tożsamości seksualnej, przemiany czy winy, mam poczucie, że jest to niezwykle pojemna forma. Wydaje mi się, że między innymi dlatego horror przeżywa teraz swój renesans.
SICK nie jest jednak „czystym” horrorem. Dość swobodnie zmieniamy w nim ton i czerpiemy z różnych rodzajów kina. W swoim rdzeniu jest to przede wszystkim opowieść o relacjach i wewnętrznych zmaganiach, ale właśnie ten gatunkowy kostium pozwala mi opowiedzieć o nich w bardziej intensywny i cielesny sposób.

Masz doświadczenie zarówno jako dziennikarka, która rozmawia z osobami twórczymi, jak i jako twórczyni. Czy uważasz, że takie rozmowy i próby wyjaśniania filmu są w ogóle potrzebne? Czy czasem lepiej zostawić go po prostu jako doświadczenie, wrażenie i coś, czego nie trzeba do końca rozstrzygać?
To drugie jest mi zdecydowanie bliższe, choć lubię, kiedy film stawia pytania. Niekoniecznie sama chcę na nie odpowiadać, bo wolę, żeby każdy odpowiedział sobie sam. Ilu widzów, tyle historii na temat jednego filmu. Nawet kiedy oglądam film po raz kolejny, za każdym razem opowiadam sobie jego inną historię. I właśnie to kocham w kinie: jego otwartość, możliwość ciągłej reinterpretacji i przeżywania go na nowo. Więc tak, bardzo lubię stawiać pytania na temat filmów, ale nie wszystkie pytania muszą mieć odpowiedź.
Kiedy napisałaś scenariusz SICK i ile czasu minęło od jego powstania do rozpoczęcia zdjęć? Wiem, że nie miał być twoim debiutem reżyserskim i powstawał w szybkim tempie.
Tak, film powstawał bardzo szybko. Napisałam go w miesiąc, miałam tylko jedną wersję scenariusza i właściwie pół roku później byliśmy już w zdjęciach. To była praca na żywym organizmie, który cały czas ewoluował, zachowując w sobie otwartość na stanie się czymś innym. I to było bardzo odświeżające po latach pracy nad scenariuszem filmu, który miał być moim debiutem.
To miała być Królowa Śniegu.
Bardzo luźna interpretacja Królowej Śniegu. Film ostatecznie otrzymał dofinansowanie, więc właśnie wracam do pracy nad nim, ale potrzebowałam przerwy. Nie ukrywam, że przez lata przepisywania tekstu, szukania pieniędzy, gdzieś wytraciłam początkową iskrę i miłość do tej historii. Dlatego z SICK zależało nam na tym, żeby działać szybko, żeby nie stracić iskry.
Czy SICK był dla ciebie w jakimś sensie substytutem Królowej Śniegu, czy traktowałaś te projekty zupełnie osobno? I czy pracując nad SICK, zakładałaś, że jeszcze wrócisz do tamtego projektu?
Nigdy nie mogłam mieć pewności, że tamten film w ogóle powstanie. Zresztą nadal jej nie mam, choć jestem bardzo zdeterminowana, żeby tak się stało. Myślę, że pomiędzy nim a SICK istnieje pewne pokrewieństwo. Oba filmy opowiadają o dojrzewaniu, o bliskości, która może przybrać mroczną formę. W tamtym filmie nie ma wprawdzie wątku kazirodczego, ale również jest to historia o rodzeństwie i relacjach rodzinnych. Interesuje mnie w niej moment, w którym dorastanie przestaje być tylko wejściem w dorosłość, a staje się także konfrontacją z tym, co w nas trudne i niepokojące – i z koniecznością uznania, że ta część nas również istnieje. Choć widzę między tymi projektami wiele wspólnych tematów, nigdy nie traktowałam SICK jako zastępstwa tamtego filmu. To są dwie osobne historie, które wyrastają z podobnych pytań i obsesji, ale każda z nich szuka własnej drogi.

SICK powstał za 380 tysięcy złotych, więc trudno nawet mówić o mikrobudżecie. Czy widzisz jednak jakieś pozytywy tego, że film powstawał tak szybko i przy tak ograniczonych środkach? Na ile wpłynęło to na jego ostateczny kształt?
Szczerze mówiąc, widzę same pozytywy. Oczywiście żartuję – nie chciałabym zawsze pracować przy tak małym budżecie – ale myślę, że ograniczenia, z którymi się mierzyliśmy, miały też swoją twórczą wartość. Przede wszystkim dały nam dużą niezależność i możliwość zrobienia tego filmu naprawdę po swojemu. Bardzo ważne było dla mnie również to, że byliśmy niewielką ekipą. Film powstawał w bardzo intymnych warunkach, dzięki czemu szybko staliśmy się ze sobą naprawdę zgrani, a współpraca miała w sobie dużo zaufania i swobody. Myślę, że to w pewien sposób przełożyło się również na sam film. Oczywiście, gdybyśmy mieli większy budżet, pewne rzeczy moglibyśmy zrealizować inaczej. Ale ostatecznie bardzo się cieszę, że SICK powstał w tak niezależny sposób. Szczególnie przy debiucie ma to znaczenie, bo pozwala zdjąć z siebie część presji, a w zamian daje przestrzeń na podejmowanie ryzyka. Przy małym budżecie łatwiej pozwolić sobie na przesuwanie granic i próbowanie rzeczy, których być może nie odważyłoby się zrobić w bardziej kontrolowanych warunkach. Bardzo się cieszę, że ten film powstał właśnie w takim duchu – wolnym, trochę bezczelnym i eksperymentalnym.
Czy to doświadczenie w ogóle wpłynęło w jakiś sposób na to, jaki masz pomysł na swoje kino, w jaki sposób chcesz je tworzyć w przyszłości?
Na pewno poczułam, że odpowiada mi pewien stopień niewiedzy podczas pisania – bardziej niż sytuacja, w której wszystko jest zaplanowane i ustalone z góry. Często mówi się, że zanim usiądziesz do pisania scenariusza, praca wymaga poszczególnych: drabinkę, synopsis, treatment. Dopiero kiedy masz poczucie, że wiesz dokładnie, dokąd zmierza historia, zaczynasz pisać. I to jest oczywiście mądre i skuteczne podejście, mnie jednak bardzo odpowiadało pisanie bez takiej pewności – z poczuciem, że nie wiem jeszcze, co wydarzy się w kolejnej scenie i że sama mogę to odkrywać w trakcie pracy. Nie twierdzę, że każdą historię dałabym radę w ten sposób napisać, ale było to niezwykle odświeżające. Pozwoliło mi zachować ciekawość i spontaniczność, które później przeniosły się również na pracę na planie. Bardzo wartościowe było też doświadczenie bliskości z ekipą – to, że pracowaliśmy w niewielkim gronie, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, dzieliliśmy przestrzeń, a także możliwość odbycia z aktorami prób na lokacji. Ta intymność i zaangażowanie, które z tego wyniknęły, są dla mnie bardzo ważne. Chciałabym, żeby te elementy zostały ze mną również przy kolejnych projektach.
Korekta: Oliwia Kramek
Wywiad powstał w ramach współpracy partnerskiej z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych.
Zastępca redaktorki naczelnej, redaktor i koordynator social media Filmawki. Miłośnik kina i teatru, z zawodu psycholog. Na co dzień pracuje w instytucji kultury.
