Advertisement
51. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmyRecenzje

„Hot Spot” – science fiction Smoczyńskiej i wybuch głowy | Recenzja | 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Jakub Nowociński
„Hot Spot” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„Hot Spot” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Agnieszka Smoczyńska jest obecnie jednym z najciekawszych głosów rodzimego kina. Córki dancingu, Fuga i Silent Twins tworzą spójny portret artystyczny, mimo że każdy z nich operuje w innej konwencji gatunkowej. Łączą je zarówno wyrazisty styl reżyserski, jak i powracające motywy: inność, potworność oraz zmaganie się z narzuconymi rolami społecznymi. Skoro reżyserka tak konsekwentnie buduje swój autorski język, po każdym jej nowym filmie naturalnie spodziewamy się wizualnej odwagi i bezkompromisowości. Ich braku nie można zarzucić Hot Spot. Szkoda jednak, że efektowna forma nie idzie w parze z historią. 

Niedaleka przyszłość. Na Ziemi zostały resztki zasobów naturalnych, a światem rządzi wszechobecna sztuczna inteligencja zwana Głową. Połączenie z systemem podtrzymuje jedzenie Głowożelków, dzięki którym ludzie mogą komunikować się telepatycznie i pozostawać w stałej synchronizacji z AI. Zerwanie połączenia grozi wybuchem głowy. Poza granicami tego  porządku żyje społeczność uchodźcza, która całkowicie odrzuca zależność od Głowy. Sytuacja zaostrza się, gdy w poszukiwaniu zasobów do miasta dociera kolejna grupa pod przywództwem tajemniczej Rany – wówczas dochodzi do brutalnego, rytualnego morderstwa. Śledztwo zostaje powierzone detektywowi Dżony’emu, w którego wciela się Andrzej Konopka w tlenionej trwałej i obcisłym białym kombinezonie. 

Dżony wygląda jak postać z kina science fiction lat 80. i jeździ autorskim autem, słuchając The Final Countdown zespołu Europe. Krzątając się i pusząc po miejscu zbrodni, momentami przypomina Johnny’ego Bravo w zbyt ciasnych spodniach. Ten retrofuturystyczny anturaż, połączony ze slapstickową grą Konopki, wprowadza do filmu dużo humoru. Początkowo ta groteskowa lekkość i mruganie okiem do widowni dają poczucie, że mamy do czynienia z campową zabawą gatunkiem. Ta lekka konwencja szybko jednak ustępuje miejsca drastycznym elementom gore i śmiertelnej powadze. 

„Hot Spot” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„Hot Spot” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Scenariusz do filmu napisał Robert Bolesto – to jego powrót do współpracy z Agnieszką Smoczyńską po debiutanckich Córkach dancingu. To tekst zasadniczo odmienny od tamtego, oszczędnego w słowach, pisanego pod inscenizację, budowanie świata i jego onirycznego klimatu. Hot Spot przez pierwszą połowę niemal wszystko tłumaczy dialogami, zamiast pozwalać widowni odkrywać świat poprzez działanie postaci czy rozwiązania wizualne. Każde wypowiedziane zdanie brzmi deklaratywnie lub pełni funkcję ekspozycji. Brakuje przez to wrażenia, że w tej fantastycznej rzeczywistości mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi z krwi i kości. Wszystkie postaci zostają tu pozbawione podtekstu – zamiast żywych ludzkich intencji, otrzymujemy nośniki informacji o regułach świata przedstawionego. 

Słabość scenariusza dodatkowo podbija fakt, że film zrealizowano w języku angielskim, który w ustach części międzynarodowej obsady brzmi nienaturalnie. Wybór tego języka miał również pragmatyczny wymiar: ułatwił pozyskanie zagranicznego finansowania i otworzył film na międzynarodową dystrybucję, chociażby przez amerykańskie Focus Features. W efekcie aktorzy – między innymi Andrzej Konopka z Polski, Noomi Rapace ze Szwecji czy Reika Kirishima z Japonii – wygłaszają deklaratywne kwestie z widocznym trudem i silnym akcentem. Gdyby ich dialogi brzmiały bardziej naturalnie, bariera językowa mogłaby działać nawet na korzyść filmu, podbijając jego tematykę migracyjną. W tym wydaniu zamiast wzmacniać ten temat, tworzy dodatkową warstwę niezręczności.

Hot Spot zawodzi na najbardziej podstawowym poziomie – efektowne budowanie świata nie przekłada się na równie sprawną opowieść. Kryminalna intryga okazuje się zbyt prosta i mało interesująca, a film rozwleka ją, nie potrafiąc przy tym zbudować napięcia. Po drodze pojawia się kilka zwrotów akcji, ale większość z nich jest łatwa do przewidzenia na długo przed ujawnieniem, a ich konsekwencje nie prowadzą do szczególnie ciekawych zmian w historii. Ciążące nad światem zagrożenie schodzi przez to na dalszy plan, wypierane przez kolejne, często przypadkowe pomysły – jak nagła, nieznacząca dla narracji przemiana jednej z postaci w tygrysa – które rozbijają przyczynowo-skutkową logikę wydarzeń. Zamiast wciągającej historii otrzymujemy męczący przejazd przez niezwiązane ze sobą pomysły.

„Hot Spot” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„Hot Spot” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Szkoda, bo sam koncept ma olbrzymi potencjał. Zderzenie kryminalnej intrygi z wizją świata po katastrofie wyraźnie odsyła do lęków lat dwudziestych XXI wieku: wojny, katastrofy klimatycznej, ograniczonych zasobów i wielkich migracji. Świat zaprojektowany przez Annę Anosowicz niezwykle sugestywnie oddaje klimat upadającej cywilizacji. Surowe, brutalistyczne wnętrza sąsiadują tu z rozległymi, spalanymi słońcem piaszczystymi przestrzeniami. Z kolei tętniące życiem miasto przywodzi na myśl gęsto zaludnione, rozwarstwione metropolie Azji Zachodniej. Dochodzą do tego zachwycające, pełne przestrzeni zdjęcia Jakuba Kijowskiego, dzięki którym ten świat naprawdę chłonie się wzrokiem. Film miewa też świetne momenty muzyczne; sekwencja technopunkowego koncertu oprawiona brzmieniami od Marcina Macuka i Zuzanny Wrońskiej przypomina o najlepszych, onirycznych rejestrach filmów Smoczyńskiej. 

Przeczytaj również:  „Oasis: Don't Look Back in Anger” – Zjednoczenie Królestwa [RECENZJA Z WENECJI]

Niestety, cały ten realizatorski kunszt ostatecznie opada w próżnię. Zachwycające kadry i muzyka, zamiast budować napięcie czy zagęszczać atmosferę, stają się jedynie efektownym opakowaniem dla historii, która nie jest w stanie utrzymać uwagi. W efekcie, po seansie zamiast satysfakcji zostaje głównie poczucie żalu za zmarnowanym konceptem. U twórczyni o tak wyrazistym, bezkompromisowym głosie sprowadzenie tak obiecującej wizji do estetycznej wydmuszki boli podwójnie.


Korekta: Michalina Nowak


Tekst powstał w ramach współpracy partnerskiej z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych.

+ pozostałe teksty

Zastępca redaktorki naczelnej, redaktor i koordynator social media Filmawki. Miłośnik kina i teatru, z zawodu psycholog. Na co dzień pracuje w instytucji kultury.

Ocena

4 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.