KomiksKultura

“Imaginarium zbiorowe” albo uniwersalna lekcja latania [RECENZJA]

Andrzej Badek
Imaginarium zbiorowe recenzja
Przerażenie zwierząt na widok nadlatującej krowy fot. Materiały prasowe

Odkąd wyrosłem z wieku dziecięcego, nie umiem dzielić entuzjazmu, który wielu recenzentów przejawia pod adresem animacji Disneya. Choć mam duży sentyment do tych kilku, na których sam się wychowałem, nie pałam szczerym uczuciem ani do Frozen, ani do Coco, ani do W głowie się nie mieści. Bynajmniej nie dlatego, że to złe filmy. Często są przyjaznymi dzieciakom oryginalnymi historiami, które pozwalają im poznać i oswoić się ze światem dookoła nich. Innym razem, stanowią postmodernistyczne reinterpretacje znanych baśni, kwestionując porządek społeczny i tradycję utworów powszechnie znanych, choć spisanych w innej epoce.

Wszystkie te historie skierowane są jednak do dzieci: bardzo konkretnej grupy odbiorców, na którą, słusznie, dmuchamy i chuchamy, żeby zaoszczędzić im traum na wczesnym etapie rozwoju. Nie zawsze tak było. Były czasy, gdy bajki i baśnie kierowane były do dorosłych ludzi. Nierzadko były brutalne, albo chociaż niepokojące. Przekazywano je z pokolenia na pokolenie, by ubrać mądrości ludowe w proste opowiastki. Dzięki temu pełniły swą funkcję działających na wyobraźnię moralitetów.

Właśnie w takiej przestrzeni bez najmniejszego problemu odnajduje się Wesley Rodrigues wraz ze swoim monumentalnym Imaginarium zbiorowym. Brazylijczyk ubiera prostą ludzką mądrość o potędze zaklętej w wyobraźni i pogoni za marzeniami w przepiękną i szaloną opowieść, która w swojej estetyce i formie plasuje się gdzieś pomiędzy Alicją w krainie czarówAkademią Pana Kleksa i baśniami braci Grimm.

Oto przypowieść o wolności i sile woli. Tymi słowami rozpoczyna opowieść Rodrigues, żeby już wkrótce pokazać nam początek Wszechświata, podczas którego – jak się okazuje – wszystko zostało w fantazyjny sposób rozlosowane. Powstał czas, a wszystkim duszom przydzielono numerki określające formę, którą przybiorą w rodzącej się materii. Niestety, protagonistę (lub protagonistkę) naszej historii czeka potworne rozczarowanie. Jest bowiem ptakiem, ale poprzez wyjątkowo niefortunny błąd loterii Wszechświata, zaklęty zostaje w krowę.  Jak się jednak wkrótce okaże, fizyczne ograniczenie to za mało i nawet krowa, jeśli bardzo tego chce, może nauczyć się latać!

Przeczytaj również:  "Hellblazer", czyli drugi tom zbiorczy napisany przez Gartha Ennisa [RECENZJA]
Imaginarium zbiorowe recenzja
Grając perspektywą i zwielokrotniając bohaterów na rysunku Rodrigues nadaje fantastycznej dynamiki wielu planszom. fot. Wydawnictwo Mandioca

W komiksie jesteśmy zazwyczaj w stanie postawić, przynajmniej orientacyjnie, granicę pomiędzy rysunkiem a opowiadaną historią. Choć jedno wpływa na drugie, pojedyncze składowe mogą istotnie różnić się jakością lub nie współgrać w idealnej harmonii. W przypadku Imaginarium zbiorowego nie ma mowy o tym, żeby rozdzielić aspekty formy i treści. Narysowana w czerni i bieli przypowieść to absolutnie fantastyczne dzieło autorskiej wyobraźni. Twórca kreśli fantazyjne kształty i nadaje życie postaciom i rzeczom w zależności od woli. Niektóre strony są wybitnie minimalistyczne, przedstawiają jedynie pojedyncze detale. Inne obfitują w tyle szczegółów, że nawet po kilkunastu minutach wpatrywania się w planszę można dostrzegać coraz to nowe detale. Czasami autorowi wystarczy jedynie szkic, żeby oddać chaos dziejący się w uniwersum i paradoksalnie właśnie wtedy moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.

Rodrigues nie przejmuje się prawami fizyki. Wymyśla je na nowo, a następnie łamie. Jego królowie, jego ludzie, jego zwierzęta i jego przedmioty podlegają jedynie jednej sile, która dyktuje wszystkie warunki: fantazji twórczej. Wolność artystyczna bije od dzieła, które nie stara się czytelnika zadowolić, ale rzuca mu wyzwanie. Dołącz do mnie i zmierz się z moją wyobraźnią! krzyczy.

Mandioca Imaginarium zbiorowe recenzja
Niektóre plansze są o wiele bardziej oszczędne w szczegółach, ale równie przepiękne. fot. Materiały prasowe

Nie jest jednak bynajmniej tak, że Imaginarium zbiorowe to bełkot surrealizmu, który odczytać możemy jedynie poprzez emocje i złożone analizy. Komiks opowiada konkretną historię, jakkolwiek absurdalna by się nie wydawała. Ci dysponujący większą wyobraźnią bez problemu rozpoznają w opowieści znajome nuty; punkty zaczepienia, w których umysł marzyciela odkleja się od rzeczywistości i zaczyna tworzyć nową; własną. Ci z mniejszymi jej zasobami przyrównają Imaginarium do narkotykowego transu.

Przeczytaj również:  "Córka Draculi" – Chrońcie swoje niewiasty przed lesbijką o ostrych kłach [CAMPING #64]

Niezależnie od tego, w której grupie się znajdujecie, serdecznie polecam dać się ponieść historii, która skierowana jest do każdego. Nie można być zbyt młodym na Imaginarium zbiorowe, ale nie da się także z niego wyrosnąć. To historia, która wykracza poza bezpieczne ramy. Rodrigues nie kalkuluje: nie obchodzą go wyniki finansowe, ani próg wejścia w historię, który odrzuci tych, którzy bardzo twardo stąpają po ziemi. Opowiada o wolności, niby stary mędrzec, choć czyni to bez cienia pretensjonalności. Po prostu funduje nam lekcję latania.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Dekameron", "Alicję w krainie czarów", baśnie braci Grimm

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.